Kolejny raz po dłuższej przerwie, ale ostatnio czasu miewam niewiele... Mam nadzieję, że niedługo (24 czerwca) się to skończy, KPA pójdzie w odstawkę a ja w końcu będę miał ze 3 tygodnie na życie :) Co prawda z pracę w tle – niemniej zawsze lepiej pożyć 4-5 h dziennie, niż nic :P
Pewien wyłom w blogu – i będę starał się nie czynić go zasadą – to mój dzisiejszy post :) Nie jestem żadnym blogiem opiniotwórczym ani żadnym innym podobnym Wprostem czy Przeglądem, niemniej tym razem pozwoliłem sobie na 3 słówka do księdza prowadzącego. A rzecz nie jest aż taka błaha – skoro zdecydowana większość narodu jest w niego zaangażowana. Osohozi?? Ano mecz Austria – Polska, brytyjski sędzia Webb, karny w doliczonym czasie gry i w rezultacie koniec marzeń o wyjściu z grupy. W internecie momentalnie pojawiło się wiele ciekawych fotoszopek z sędzią (szczególnie media markt przypadła mi do gustu), dość – mówiąc eufemistycznie – emocjonalnych komentarzy polskich kibiców i bóg wie co jeszcze. Już nie mówiąc o tym, że na naszej-klasie – w galerii nowych zdjęć znajomych są same fotoszopki sędziego, a wśród nowych użytkowników n-k osoby o imieniu „Niech wpisują się Ci, co uważają że Webb skrzywdził Polską”. Histeria narodowa na miarę nie wiem czego (łącznie z wypowiedziami prezydenta Kaczora, który na piłce zna się pewnie tak, jak jego brat na internecie i internautach z piwem) – a wszystko z powodu dwudziestu paru sekund walki i jednej (arbitralnej) decyzji sędziego. Ponoć kontrowersyjnej...
OK. – więc po kolei. Po pierwsze – sędzia jest na boisku po to, żeby decydować arbitralnie (stąd nazwa arbiter) o tym, co zaszło na boisku. Tak jak sędzia w sądzie rozstrzyga o winie (nie tym butelkowym zazwyczaj, ale winie jako zaszłości pomiędzy obiektywnymi regułami postępowania a zachowaniem osoby :P) i niewinności oskarżonego, tak sędzia na boisku rozstrzyga o winie i niewinności piłkarzy. Więc kompetencji na pewno nie przekroczył, skoro w jego opinii doszło do faulu na zawodniku drużyny atakującej na polu karnym – a zatem pokazał na 11 metr.
Po drugie – czy był tam faul? Ja tam wybitnym znawcą futbolu nie jestem, niemniej ze znanych mi zasad gry wynika, że nie wolno ciągnąć się za koszulki, przewracać, kopać etc. Bo w przeciwnej sytuacji jest faul. Co robił nasz zawodnik? Ciągnął za koszulkę, a w konsekwencji zawodnik drużyny przeciwnej się przewrócił. Może niekoniecznie wyłącznie przez końskie zaloty naszego plejera – bo z pewnością trochę – używając języka byłego męża Dody – „przyaktorzył” – niemniej nasz tamtego ciągnął. Czyli na chłopski rozum faul...
I teraz ostatni element – czyli kontrargumenty pokrzywdzonego narodu – że pokrzywdzony
Austriak nie był naszemu dłużny – bo też go wcześniej szarpał, że to już przedłużony czas gry – i nie powinno było być karnego, że to na korzyść gospodarzy – i w odwrotną stronę sędzia na pewno by nie gwizdnął, że w normalnym piłkarskim świecie nie gwizda się za takie przewinienia. I cała masa innych podobnych argumentów – które bez sensu jest tu przytaczać. Moja odpowiedź na to wszystko – no i co z tego, że nasz wcześniej też był ciągnięty za koszulkę, co z tego że gospodarze, co z tego, że czas gry przedłużony? Czy to że ciągnął słabo, to oznacza że wszystko było OK.? Czy to, że zdarzenie miało miejsce w doliczonym czasie gry powoduje deaktywację opcji sędziego „gwizdanie na faule”? Albo że powinien gwizdać tylko na korzyść gości, bo broń boże na korzyść gospodarzy? Chyba jednak taka to trochę moralność Kalego (Kali komuś ukraść krowę to dobrze, Kalemu ktoś ukraść krowę to źle). Nie ma się co oszukiwać, że brytyjski sędzia nas skrzywdził. Guzik prawda. To, że skorzystał ze swojej władzy sędziego – i w sytuacji faulu odgwizdał jedenastkę – to nie przestępstwo. Co więcej, to chyba był nawet jego obowiązek – bo on chyba był w pracy. A że prawo jest takie, jakie jest – to jeszcze nie jest powód, żeby je łamać... Chyba...
Na sam koniec jeszcze coś o pomyśle sędziego technicznego i oglądaniu sytuacji kontrowersyjnych na wideo. Już nawet nie mówię, co by to w tej sytuacji oznaczało (był faul, więc decyzja o karnym słuszna...). Tylko dwa słowa o kolejnym przypadku rzeczonej moralności Kalego... Ciekawe, ile osób podpisałoby się pod takim protestem, gdyby syttuacja była w drugą stronę. Albo nawet nie – bo to byłoby coś oczywiście niewłaściwego. Przejdźmy na grunt neutralny – a co gdyby taka sytuacja miała miejsce w meczu Niemcy – Chorwacja? Ile osób czytających ten wpis wpadłoby na pomysł podpisana się na stronie Protest2008.pl??
Pozdr.
m.
PS: no hard feelings dla osób, które się ze mną nie zgadzają. Prawdopodobnie z powodów emocjonalnych – aczkolwiek może rzeczywiście jestem w mylnym błędzie...
niedziela, czerwca 15, 2008
niedziela, maja 25, 2008
Kopiec Kościuszki
Dziś wieczorem krótka i bardzo szybka relacja z odwiedzin familii w zeszły weekend. Jako część reprezentatywna – zdobywanie Kopca Kościuszki.
Najpierw familia w częściach:
1. Ja z rodzicami
2. Ja z dziećmi
W międzyczasie na fotkach z tatusiem :)
oraz na ławce – w czasie przerwy na nawożenie krzaków :P
I niech nikt się nie waży na komentarz, że w porównaniu do reszty bohaterów zdjęć wyglądam na starego :P
m.
Najpierw familia w częściach:
1. Ja z rodzicami
2. Ja z dziećmi
W międzyczasie na fotkach z tatusiem :)
oraz na ławce – w czasie przerwy na nawożenie krzaków :P
I niech nikt się nie waży na komentarz, że w porównaniu do reszty bohaterów zdjęć wyglądam na starego :P
m.
wtorek, maja 20, 2008
Firmowy piknik majowy
Kolejna relacja zdjęciowa - tym razem firmowy piknik majowy (tym razem w maju, bo w zeszłym roku piknik majowy – tak dla odmiany – w czerwcu był :P)
Na początek zacznę od spraw całkowicie oczywistych – czyli first things first. Przedstawiam Hanię – wg mnie absolutną miss majówki.
Hania nie ma jeszcze nawet dwóch lat – ale na majówce zasuwała, jak persching. Wszędzie jej było pełno – a już szczególnie na zjeżdżalni (o czym za chwilę :P). Czy to z tatą, czy bez taty – wszędzie się pojawiała :) a zjeżdżała jak taka malutka kukiełka :) jestem urzeczony :)
Na pikniku – jak to na pikniku – się je, się pije, się bawi. O pierwszym i drugim wspominać nie będę (szkoda słów – i tak nie oddam wszystkiego takim, jakie było) – ale o grach jak najbardziej. Zacznijmy od JENGE – czyli troszkę bardziej uporządkowanej i bardziej trójwymiarowej wersji bierek :P
stoi sobie wieża z klocków ułożonych na krzyż warstwami – celem jest wyciąganie klocków z dołu i układanie ich na górze. I tak bez końca – aż wszystko dupnie – i wtedy po sprawie :P Niemniej – przy powadze ruchów jak w szachach, emocje wprowadza jak w paintballu :)
Dalej był zamek. Taki wielki, dmuchany, kolorowy. Dodatkowo z pięciometrową zjeżdżalnią. Podobno miała być to atrakcja dla dzieci... Podobno... (własnych zdjęć nie umieszczam :P)
W międzyczasie pojawił się mały darcik powieszony na drzewie...
no i oczywiście siatkówka - gdzie jak widać - czasem zasmiewalismy się do lez...
Poza tym niezłą zabawą było dmuchanie balonów...
a po tak intensywnie odegranym dniu, jedyną rzeczą, na którą było mnie (choć jak widać, nie tylko mnie :P) stać, było złączenie się wielkim różowym hulahopem i tzw. astronawigacja (przez pewną osobę spłycona do „pozycji dentystycznej” :P)
m.
PS: jak widać na powyższych obrazkach – prawnicy to też ludzie – i też „umiom” się bawić :)
Na początek zacznę od spraw całkowicie oczywistych – czyli first things first. Przedstawiam Hanię – wg mnie absolutną miss majówki.
Hania nie ma jeszcze nawet dwóch lat – ale na majówce zasuwała, jak persching. Wszędzie jej było pełno – a już szczególnie na zjeżdżalni (o czym za chwilę :P). Czy to z tatą, czy bez taty – wszędzie się pojawiała :) a zjeżdżała jak taka malutka kukiełka :) jestem urzeczony :)
Na pikniku – jak to na pikniku – się je, się pije, się bawi. O pierwszym i drugim wspominać nie będę (szkoda słów – i tak nie oddam wszystkiego takim, jakie było) – ale o grach jak najbardziej. Zacznijmy od JENGE – czyli troszkę bardziej uporządkowanej i bardziej trójwymiarowej wersji bierek :P
stoi sobie wieża z klocków ułożonych na krzyż warstwami – celem jest wyciąganie klocków z dołu i układanie ich na górze. I tak bez końca – aż wszystko dupnie – i wtedy po sprawie :P Niemniej – przy powadze ruchów jak w szachach, emocje wprowadza jak w paintballu :)
Dalej był zamek. Taki wielki, dmuchany, kolorowy. Dodatkowo z pięciometrową zjeżdżalnią. Podobno miała być to atrakcja dla dzieci... Podobno... (własnych zdjęć nie umieszczam :P)
W międzyczasie pojawił się mały darcik powieszony na drzewie...
no i oczywiście siatkówka - gdzie jak widać - czasem zasmiewalismy się do lez...
Poza tym niezłą zabawą było dmuchanie balonów...
a po tak intensywnie odegranym dniu, jedyną rzeczą, na którą było mnie (choć jak widać, nie tylko mnie :P) stać, było złączenie się wielkim różowym hulahopem i tzw. astronawigacja (przez pewną osobę spłycona do „pozycji dentystycznej” :P)
m.
PS: jak widać na powyższych obrazkach – prawnicy to też ludzie – i też „umiom” się bawić :)
niedziela, maja 18, 2008
Francuska biurokracja poległa...
Jestem genialny! A w zasadzie niekoniecznie wyłącznie ja – ale ja i Paulina Ł. razem z Beatką C. :D O co chodzi? O to, że w końcu udało mi się wydębić z francuskiego banku moje własne pieniądze – i to nie jadąc nawet do tegoż banku :) i to po 3 miesiącach od mojego wyjazdu z Paryża! A kasa niemała – bo 52 EUR (co prawda po obecnym kursie to jakaś kpina wychodzi – ale cóż) – niemniej liczy się skuteczność :) Osoby wspomagające – czyli Paulina i Beata (tutaj majstersztyk – zastraszyć bank pięciokrotnym przesłaniem jednego faksu :P) – mają u mnie browara :) w dowolnym uzgodnionym terminie :)
m.
m.
wtorek, maja 13, 2008
Shanties 2008 z perspektywy czasu...
Trochę spóźniona relacja z Shanties 2008 (a przy okazji Zjazd Absolwentów nr 1) – ale ponoć lepiej późno niż wcale.
No więc – przyjechały dziewczyny – najpierw Paulina z Gośką, potem Aleksandra. Już tylko z tej okoliczności możecie się domyśleć, że trochę sobie podymałem…
(dla ludzi z kosmatymi myślami ukazuję wielkiego ozora :P a co myśleliście, że jakie będzie zdjęcie? :P)
Ale jak już tak Was rozochociłem – to zacznijmy od początku :)
Tak więc w momencie, gdy dziewuszki dojechały i dotarły w moje skromne progi – wyzwollł się w nich demon. Był to albo demon „lachona”
Albo „kury domowej – ale takiej fest”
Poza tym – czasy piratów i Jolly Rogera…
…że już nie wspomnę o demonie Carlosa Santany – i słynnym zawołaniu „corazon, corazon, corazon” (dodam, że jakoś muzyki była tutaj absolutnie niekestionowalna; to samo w zakresie tłumaczenia „live” utworu „corazon espinado” :P z uwagi na dobre imię niektórych osób, nie zamieszczę nagranych przeze mnie filmów… a szkoda :P).
Potem zwiedzanie Krakowa – ale tutaj bez jakichś tam scen (no może poza ekskluzywną Botaniką :P)
I tak do rana – kiedy to umarlem grając…
Next day od razu widać było, kto dzień wcześniej nie pił (a niektórzy – nie wymieniając mojej ulubionej śląskiej koleżanki – nawet nie wypili 4 zgrzewek :P)
Poza tym – nawet byliśmy na koncercie – i trza przyznać, że dawali czadu :)
A wieczorem wycieczka na Kazimierz – przede wszystkim na zapiekanki :)
A na sam koniec coś dla Krzysia – na pewno będzie dumny, ze nawet na południu znajdują się jego ziomale :)
m.
No więc – przyjechały dziewczyny – najpierw Paulina z Gośką, potem Aleksandra. Już tylko z tej okoliczności możecie się domyśleć, że trochę sobie podymałem…
(dla ludzi z kosmatymi myślami ukazuję wielkiego ozora :P a co myśleliście, że jakie będzie zdjęcie? :P)
Ale jak już tak Was rozochociłem – to zacznijmy od początku :)
Tak więc w momencie, gdy dziewuszki dojechały i dotarły w moje skromne progi – wyzwollł się w nich demon. Był to albo demon „lachona”
Albo „kury domowej – ale takiej fest”
Poza tym – czasy piratów i Jolly Rogera…
…że już nie wspomnę o demonie Carlosa Santany – i słynnym zawołaniu „corazon, corazon, corazon” (dodam, że jakoś muzyki była tutaj absolutnie niekestionowalna; to samo w zakresie tłumaczenia „live” utworu „corazon espinado” :P z uwagi na dobre imię niektórych osób, nie zamieszczę nagranych przeze mnie filmów… a szkoda :P).
Potem zwiedzanie Krakowa – ale tutaj bez jakichś tam scen (no może poza ekskluzywną Botaniką :P)
I tak do rana – kiedy to umarlem grając…
Next day od razu widać było, kto dzień wcześniej nie pił (a niektórzy – nie wymieniając mojej ulubionej śląskiej koleżanki – nawet nie wypili 4 zgrzewek :P)
Poza tym – nawet byliśmy na koncercie – i trza przyznać, że dawali czadu :)
A wieczorem wycieczka na Kazimierz – przede wszystkim na zapiekanki :)
A na sam koniec coś dla Krzysia – na pewno będzie dumny, ze nawet na południu znajdują się jego ziomale :)
m.
poniedziałek, maja 12, 2008
Negotiation Workshop
Poniżej kilka fotek z Negotiation Workshop. Te czarno – białe wyglądają naprawdę profesjonalnie – a my na nich jak prawdziwi multi-milion dollar lawyers :)
Our Buyer's Team
Sytuacja patowa
Komputerowcy
Konsternacja
Final countdown
Przyjacielskie zdjęcie na zakończenie
m.
Our Buyer's Team
Sytuacja patowa
Komputerowcy
Konsternacja
Final countdown
Przyjacielskie zdjęcie na zakończenie
m.
niedziela, maja 11, 2008
Komputerowe porządki
Człowiek porządkując własny komputer (co ewidentnie oznacza, że zaczął się okres sesyjny i robię wszystko, żeby się tylko nie uczyć :P) może trafić na bardzo ciekawe foty. Tym razem 3 – może widzieliście je kiedyś – ale na wszelki wypadek wrzucam – a nuź kogoś natchnie (w końcu maj :P)



A przy okazji – przejrzalem parę katalogów własnych fotek – poczynając od marca 2003 (wtedy to dostałem mój już ś.p. aparat cyfrowy). Foty mają w oryginale po 2 mp – co w chwili obecnej stawia je w środku rankingu w porównaniu z aparatami zainstalowanymi w komórkach :P niemniej aparat i tak jest o tyle cudowny – że towarzyszył mi w wielu najlepszych chwilach. No więc- tym razem ja na plaży we włoszech – wiek 18 lat (czyli piękny i młody :P)

I jak pewnie większość z Was jest w szoku – miałem włosy !!!! :P Tak – a to jest na dodatek zdjęcie jakoś z 6 dni przed moją maturą – czyli włosy zapuszczane od studniówki (na oko wychodzi mi, że mają ok. 100 dni) :P Żeby nie było – że jestem przesądny – włosy ściąłem dzień przed maturą (jakby się noga powinęła – byłoby na co zgonić; a była spora szansa na to – bo 3 tyg. przed maturą – zamiast się uczyć jak Pan Bóg przykazał – pojechałem sobie na 2 tyg wycieczkę na Sycylię :P jak się bawić, to się bawić – drzwi tititi, nowe wstawić :P).
M.



A przy okazji – przejrzalem parę katalogów własnych fotek – poczynając od marca 2003 (wtedy to dostałem mój już ś.p. aparat cyfrowy). Foty mają w oryginale po 2 mp – co w chwili obecnej stawia je w środku rankingu w porównaniu z aparatami zainstalowanymi w komórkach :P niemniej aparat i tak jest o tyle cudowny – że towarzyszył mi w wielu najlepszych chwilach. No więc- tym razem ja na plaży we włoszech – wiek 18 lat (czyli piękny i młody :P)

I jak pewnie większość z Was jest w szoku – miałem włosy !!!! :P Tak – a to jest na dodatek zdjęcie jakoś z 6 dni przed moją maturą – czyli włosy zapuszczane od studniówki (na oko wychodzi mi, że mają ok. 100 dni) :P Żeby nie było – że jestem przesądny – włosy ściąłem dzień przed maturą (jakby się noga powinęła – byłoby na co zgonić; a była spora szansa na to – bo 3 tyg. przed maturą – zamiast się uczyć jak Pan Bóg przykazał – pojechałem sobie na 2 tyg wycieczkę na Sycylię :P jak się bawić, to się bawić – drzwi tititi, nowe wstawić :P).
M.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)





