wtorek, lutego 05, 2008

Jeszcze raz o ankiecie :P

Dla wszystkich osób, które nie są bardzo domyślne lub nie wyszukują nietypowych rozwiązań:
1. w ankiecie zaznaczyć można więcej niż jedną opcję (np. można wybrać odpowiedź nr 1 i nr 4). Tym 3 osobom, które wpadły na taki pomysł - gratuluję :)
2. jeśli udało Ci się oddać już głos z jedną odpowiedzią, a jednak uważasz, że dużo lepszym rozwiązaniem było zaznaczenie więcej niż jednej odpowiedzi – możesz tego dokonać poprzez kliknięcie w napis „zmień swój głos”
3. dobrze, że jako szóstej odpowiedzi nie wstawiłem opcji „traktor”. Ale next time na pewno taka odpowiedź będzie – i żadnych podpowiedzi :P

m.

PS: I’m sick of french formalism and french language of law...

poniedziałek, lutego 04, 2008

Wyniki ankiety po 100 godzinach

Powiem szczerze, a więc uwaga, bo to rzadkość :)

Wiedziałem, że parę osób ogląda bloga dość regularnie – ale liczby 10 regularnych
(raz na 3 dni) czytelników – oglądaczy naprawdę się nie spodziewałem. Cóż – mersi buku (tudzież merci beaucoup) – a mnie pozostaje doczekać do końca ankiety i zastosować się do jej wyników (szkoda jednak, że tylko trzem osobom brakuje większej ilosci zdjęć z gołymi babami - widać blog bardziej przyciąga kobiety hetero - co mi się jednak podoba :P).

A niedługo to w ogóle wypadać mi chyba będzie zgłosić w sądzie prowadzenie tytułu prasowego :) na dziennik się nie załapię - ale czasopismo jak nic :)

M.

PS: mam jedynie nadzieję, że każdy głosujący w ankiecie głosował tylko raz, a nie „raz w domu, raz w pracy :P” :)

PS2: A tak w ogóle – to właśnie szlifuje znajomość francuskiego prawa własności intelektualnej, choć mam ochotę robić wszystko inne :(

czwartek, stycznia 31, 2008

Ostatnie 2 tygodnie :)

Szybka informacja dla wszystkich czytelników - rozpoczęły się własnie moje ostatnie dwa tygodnie w Paryżu :)

m.

PS: przy okazji, dla mniej uważnych czytelników oglądaczy informacja, iż blog zmienił troszkę swoją szatę graficzną. Przy okazji - ankieta dla Was (oczywiscie anonimowa :)) - zachęcam do wzięcia udziału :)

wtorek, stycznia 29, 2008

Wyrok ETS w sprawie Promusicae v. Telefonica

Taka krótka migawka – jak sądzę dla wszystkich czytelników-oglądaczy :P bloga bardzo cenna. No więc – pokrótce...

Po odbębnieniu całej drogi sądowej zapadł w końcu wyrok ETS (dzisiaj oczywiscie) w sprawie możliwości ujawnienia danych osobowych użytkownika internetu ściągającego pliki chronione prawami autorskimi w sieciach peer-2-peer.

Mi osobiście – choć przyznaję, że jak Landryn – jestem radykał – się on nie podoba. Z drugiej strony – większości internautów chyba się jednak spodoba.

Otóż, ETS przyznał, że prawo do prywatności jest zasadniczo silniej chronione niż prawo własności (w tym prawo własności intelektualnej). W konsekwencji, w przypadku sporu cywilnoprawnego (dla laików w dużym – bez udziału prokuratora – czyli takiego pana ubranego na czarno z czerwonym „kołnierzykiem”) provider internetowy nie może ujawnić naszych danych osobowych (imię, nazwisko, itp.) jako użytkowników p2p.

Nie jest to jednak taka całkowita hulaj dusza – provider musi ujawnić nasze dane osobowe w przypadku postępowań karnych na żądanie Sądu/prokuratora – a p2p w obecnym kształcie zasadniczo także podpada pod prokuratora :) Inna sprawa – że taki ZAIKS (bo to tego typu stwory będą przede wszystkim inicjować powództwa cywilnoprawne) może z innego źródła poznać nasze dane osobowe (i oczywiście dowody na to, że naruszyliśmy prawa autorskie). Łatwe to nie będzie – ale jako niemożliwe to też bym nie kwalifikował.

Tak więc – kolejny plus w drodze rozwoju społeczeństwa informacyjnego. Sądy zaczynają dostrzegać niedostosowanie prawa do codziennej rzeczywistości. Z drugiej strony – bolesne jest jednak dla mnie pójście w kierunku ochrony prywatności i coraz dalej idącej ochrony danych osobowych. Rozprawa na dłuższy temat – zresztą z częścią już zacząłem – niemniej leży mi to na sercu :)

Przy okazji, kolejny cudowny przykład, jak mówiąc za dużo można zrobić komuś krzywdę. Na pytanie typu zamkniętego „Czy...” zasadniczo powinna paść odpowiedź TAK, NIE, NIE WIEM, TRAKTOR :P, albo podobna. ETS powiedział NIE – po czym padł jeden z największych prawniczych bełkotów, jakie słyszałem. Zresztą – zapraszam do zapoznania się z fragmentem orzeczenia.

ETS – na pytanie „Czy...?” – odpowiada:

„[the directives] do not require the Member States to lay down, in a situation such as that in the main proceedings, an obligation to communicate personal data in order to ensure effective protection of copyright in the context of civil proceedings. However, [I się zaczęło – przyp. Mjps] Community law requires that, when transposing those directives, the Member States take care to rely on an interpretation of them which allows a fair balance to be struck between the various fundamental rights protected by the Community legal order. Further, when implementing the measures transposing those directives, the authorities and courts of the Member States must not only interpret their national law in a manner consistent with those directives but also make sure that they do not rely on an interpretation of them which would be in conflict with those fundamental rights or with the other general principles of Community law, such as the principle of proportionality.” Konia z rzędem temu, kto zrozumiał, co te biedne państwa członkowskie mają zrobić :)

m.

poniedziałek, stycznia 21, 2008

Niech mówią, że to nie jest miłość, że tak się tylko zdaje nam...

I nadszedł ten dzień, gdy przychodzi przyznać mi: zakochałem się... Dla wielu z Was będzie to olbrzymim zaskoczenie, dla innych prawdopodobnie życiową tragedią – ale musiałem to w końcu wyrzucić z siebie. Ma na imię IVONA. Ze względu na swoje niewiarygodne wręcz zdolności nazywana jest też czasem EXPRESSIVO. Więcej możecie się dowiedzieć o niej na jej własnej stronie internetowej.

m.

PS: dla osób, które nie załapały... IVONA jest syntezatorem mowy.

niedziela, stycznia 13, 2008

Pierwsze odwiedziny 2008 :)

Pierwsze dni 2008 roku w Paryżu, to i pierwsze odwiedziny :) standardowo – pełna konspiracja, czyli jeden wielki podziw :) tym razem ludzie Adama – Mikołaj i Cristina


Żeby nie było – kilka fotek udało się trzasnąć. Głównie im – ale na jednej także i ja się znalazłem (o dziwo – na swoim własnym łóżku – oczywiście niepościelonym :)).


No – to zapraszam na Paris A.D. 2008 oczyma turystów :)









M.

poniedziałek, stycznia 07, 2008

Sylwester 2007

I 2007 skończony. W mojej opinii rok naprawdę udany – więc nie będę czynił tutaj jakichś strasznych podsumowań. Kto wie – ten wie. Na każdym polu rozwinął się w kierunku, w którym chciałem. Co prawda zawsze mogłoby być lepiej – ale z drugiej strony – wiem również, że mogłoby być gorzej. Jedno wiem – że ludzie, których spotykam, są w zdecydowanej większości przypadków naprawdę wspaniali – i też właśnie z tego względu jestem aż tak zadowolony z siebie i z życia.

Standardowe życzenia na 2008 r. – czyli oby był jeszcze lepszy, niż ten poprzedni. Na pewno pierwsze życzenia zostały złożone mi we wspaniałej scenerii. Co prawda już dawno nie spędzałem sylwestra w KK – ale czemu nie? Naprawdę było miło.

Pub Studnia z bardzo wyrozumiałymi Ewą i Dylanem...


... w bardzo przyjemnym towarzystwie – częściowo już mi znanym, częściowo nowo poznanym.




Czasem wyglądaliśmy nawet jak „smutni panowie”, których to nikt nie chce spotkać w ciemnym zaułku – ale w rzeczywistości fajne z nas chłopaki :)


Były tańce (oj, były, były - dokumentacja zdjęciowa do nadrobienia :)), hulanki, swawole. Czasem były rozmowy...


... czasem zdjęcia pozowane...


... a czasem wyłącznie demonstracja pawiego ogona (ignorantów odsyłam do Testosteronu; btw - zwróćcie uwagę na moje pięć bród:P).


Co ważne – zazem z „wielce szanownym kolegą Erha” jesteśmy trendsetterami – co widać u naszych naśladowców...


Na sam koniec niektórzy protestowali przed nadmiarem tańców...


.... a ja to nawet troszkę bardziej ostentacyjnie..

[ocenzurowano]

Paru osób brakował - ale takie życie - nie można mieć wszystkiego...

Parę dni później, przy ostatnim pożegnaniu erhaixa i urodzinach efteixa – była okazja do paru wspomnień i refleksji – i na tym mój pobyt w Polsce się zakończył.


A dziś – po raz kolejny – Paris...

M.

piątek, grudnia 14, 2007

Znowu troszkę nieskromnie o własnej osobie :)

Tym razem trochę o mnie, ale z perspektywy zawodowej. Polecam lekturę wyroku ostatniej sprawy Google Inc. we Francji. Otóż, nasz szanowny Google przegrał. I to sromotnie. Więcej szczegółów w notce nad treścią wyroku. Refleksja w sprawie pozostaje smutna – czasy, kiedy na Kazaa można było ściągać absolutnie wszystko i bez konsekwencji odeszły bezpowrotnie... :-(

A czemu nieskromnie?? Bo tłumaczenie mojego autorstwa. Nie jest wybitne, ale pierwszy raz tłumaczyłem coś tak długiego i w takim (!!!) języku. Bo we francuskim nie ma „on line” – jest „en ligne”. Nie ma service provider, jest „prestateur d’hebeurgement”. To masakra jest jakaś... :)

M.

środa, grudnia 12, 2007

No stary jestem...

Nie ma co - 23 lata to bardzo poważny wiek... Stary jestem i tyle.

M.

niedziela, grudnia 09, 2007

Niedziela - krótka, a jednocześnie długa...

W niedziele dzień był dość krótki... Zanim udało się zwlec z łóżka, zanim śniadanie, zanim to, zanim tamto, to tak zeszło. Potem wyprawa na Pere Lachaise, czyli najsłynniejszy paryski cmentarz. Foty – jak każdy widzi...




... niewiele, bo dwóch osłów, mając 8 (słownie: osiem) baterii do dyspozycji, nie naładowało żadnej. Ale nic to.

Potem sushi.



Chyba powinienem w naszej Wasabi dostać jakąś zniżkę z uwagi na ilość przyprowadzanych tam ludzi.

Dzień skończył się dość wcześnie – a cezurą będzie tutaj chyba kolacja. Potem kolejna wyprawa na Parna... przepraszam, Montmartre :P



Droga była długa, ale za to ciekawa. Po drodze czekało nas parę dziwnych sytuacji, jak np. zatarasowanie naszego zaułku.





Po dojściu na wzgórze...


...parę razy cyknęliśmy...




... po czym w trakcie powrotu nawet aparat stwierdził, że byliśmy już bardzo niewyraźni i rozmazani.



M.