Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawnicze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawnicze. Pokaż wszystkie posty

sobota, kwietnia 04, 2009

Pierwsza impreza na włościach (czyli MJ's Mansion Party)

Jak zwykle ze sporym lagiem, ale udało się w końcu wrzucić zdjęcia z pierwszej imprezy w gródku. Bez opisywania – ot po prostu szkielet makawaby z jedna osoba towarzyszącą :)

Idąc po kolei:

1. Kukułka – największa atrakcja domu :P

MJ'owa kukulka

2. Impreza standardowo w kuchni

MJ's Mansion

3. Żywa ikonka – „WTF??””

skowronek o poranku

4. Czym chata bogata – czyli kiełbasa, musztarda, keczup i piwo... :P

suto i bogato

5. Zimno było, to trza było kobietę przytulić :P

brrrr

6. Skaleczony palec trza zdezynfekować – Soplica nie doprowadziła do zakażenia :P



7. I przyszła pora, ze zaczęło sie robić ciepło, przyjemnie i wygodnie – co w polaczeniu z piwem dało efekt...

czilaut
sen jak u aniouka

8. Akuku :)

na balkonie

9. Franz Mauer na prywatnej strzelnicy w backyardzie :)
strzelnica - MJ's Mansion

m.

piątek, lutego 06, 2009

Sprawiedliwość dziejowa

Jako, że zamiast cieszyć pytonga (że się brzydko wyrażę) muszę się uczyć jakichś totalnych bzdur, pozwolę sobie zacytować ustawę – która z pewnością przyczyni się do głosu w dyskusji, gdzie jest ta wszędzie cytowana sprawiedliwość dziejowa. Albo i nie przyczyni się – ale przynajmniej wyleje z siebie swoje frustracje. Otóż, jest sobie taki art. 112 kodeksu karnego wykonawczego (ustawa, która mówi w większości o prawach ludzi skazanych na więzienie – czyli w zdecydowanej większości wypadków o naprawdę osobach totalnie groźnych dla innych). I mówi ona w paragrafie pierwszym tak:

§ 1. Skazany korzysta z niezbędnego dla zdrowia wypoczynku, w szczególności z prawa do co najmniej godzinnego spaceru i 8-godzinnego czasu przeznaczonego na sen w ciągu doby. Skazana, o której mowa w art. 87 § 3 i 4, ma prawo do korzystania z dłuższego spaceru.

Ile z Was ma czas na godzinny spacer i minimum 8h snu?? Bo być może to ja jestem pracoholikiem, alkoholikiem, sek... (nie, tym oczywiście :) nie jestem :P) – ale już dawno nie przypominam sobie czasu, kiedy to miałem w ciągu całego tygodnia codziennie po min. 1 h spaceru i 8 h snu łącznie...

Ale to jest ta sprawiedliwość dziejowa...

m.

poniedziałek, grudnia 01, 2008

"Obyś żył w ciekawych czasach". Żyję - i jest mi z tym dobrze!

Myślałem, że takich czasów nie doczekam – ale jednak Polska nie jest tak totalnie zacofana :) Jestem absolutnie zaskoczony – ale z drugiej strony – news wpisuje się w moją ogólną ocenę zjawiska...

Więc chodzi o UKE – Urząd Komunikacji Elektronicznej. Większości instytucja albo w ogóle nieznana, albo znana jedynie z narzekań TePsy i operatorów komórkowych z narzekań charyzmatycznej Pani Prezes Anny Streżyńskiej. Taka osoba dość wychudzona, z dużymi okularami i bujną szopą włosów rozwianych na wszystkie strony świata. Zawsze uważałem, że to najlepiej i najsprawniej działający polski urząd. Jest to jedyna instytucja, na którą byłbym w stanie płacić dobrowolną opłatę miesięczną za jej działanie :) no więc dziś na stronie UKE wydano komunikat, iż z dniem 1 grudnia UKE prowadzi działalność informacyjną również przez.... – uwaga – GaduGadu! Absolutnie nieprawdopodobne! Nie dość, że w Polsce, to jeszcze się da. Bez konieczności narzekania na przepisy, bez konieczności biadolenia, że nie ma sprzętu odpowiedniego (i kupowania 120 tysięcy dyskietek...). Absolutny szacun!

m.

poniedziałek, września 22, 2008

Uśmiech podstawą zdrowego życia

Krótko mówiąc – świat się do góry nogami przewrócił.

Przykład pierwszy - kwestie istotne podkreślone :) Złapali byłego prezesa PZU, który w celu obrony przed zarzutami karnymi (nie chciał iść do pierdla) powiedział, że używał tabletek z morfiną. Substancja, którą w Polsce można kupić tylko na receptę i tylko pod absolutnie ścisłą kontrolą. Jako, że ów człowiek nie był w stanie udowodnić, że nabył morfinowe tabletki, postawiono mu zarzut nielegalnego posiadania substancji zakazanych :) i jakie było tłumaczenie prezesa PZU w tej sytuacji?? Cytat z onetu:


Były szef PZU tłumaczy Radiu Zet, że chodzi o lekarstwo przeciwbólowe MST kupione w aptece. Powołuje się na opinię biegłych z 19 sierpnia 2008 roku, w której stwierdzono, że ze względu na stan zdrowia miał prawo posiadać taki lek. Odziedziczył go po ciężko chorej matce.


Komentarz – gdyby ktoś dalej miał wątpliwości. Po pierwsze - kupić – to nie znaczy odziedziczyć. A jak odziedziczył coś, czego nie powinien mieć – to powinien to oddać właściwym służbom. I ewentualnie kupić nowe.

Po drugie – biegli to byli chyba uczeni w prawie. Rolą biegłego nie jest ocena stanu prawnego (czy mógł coś takiego posiadać), tylko czy w jego stanie zdrowia takie leki były mu pomocne. A jeśli były – to prawo posiadania takich leków ewentualnie oceni sąd. A nie biegły. Chyba, że uczony w prawie. Ot, jurysta :P

Drugi przykład. Pozwolę sobie najpierw zacytować:


Z najwyższym niepokojem przyjęłam wstępne informacje o wynikach ministerialnego egzaminu konkursowego na aplikacje prawnicze.

W niektórych regionach (izbach) liczba osób, które zdały egzamin na aplikację adwokacką, nie przekroczyła kilku procent. W skali całego kraju, jak się szacuje, liczba kandydatów, którzy nie zdali egzaminu na aplikację adwokacką może sięgnąć nawet 85%.

Większość zdających ocenia test, ułożony przez Ministerstwo Sprawiedliwości, jako bardzo trudny, nadmiernie szczegółowy i wymagający zbyt obszernej wiedzy.
Powstaje wrażenie, że politycy i urzędnicy państwowi nie poradzili sobie z zadaniem, które sami na siebie przyjęli, zmieniając zasady egzaminu z samorządowego na ministerialny.

Naczelna Rada Adwokacka z należną uwagą przeanalizuje wyniki egzaminu wstępnego. Samorząd adwokacki będzie także oczekiwać, że Minister Sprawiedliwości niezwłocznie odniesie się do zarzutów, dotyczących skali trudności i zakresu tematycznego egzaminu.

Wyrażany niepokój i wątpliwości co do przeprowadzonych egzaminów wstępnych na aplikacje potwierdzają jednocześnie postulaty zgłaszane przez samorządy prawnicze, aby politycy wprowadzali w Polsce reformy rozważniej, konsultując je i korzystając z doświadczeń samorządów zawodowych.

Przekonanie niektórych polityków o swojej nieomylności i niechęć do wsłuchiwania się w opinie tych, których zmiany bezpośrednio dotyczą, powoduje właśnie takie sytuacje, jak trudne do zaakceptowania wyniki państwowego egzaminu na aplikacje.


Kto to napisał? Ano ten, kto wcześniej uwalał na egzaminach wszystkich tych, którzy nie mieli zawodu adwokata wpisanego w geny (czytaj – nie odziedziczyli genów adwokackich po rodzinie). Zupełnie coś, jak prof. Woś z KPA – najpierw 5 lat temu stanął w obronie studentów, których Katedra Prawa Cywilnego uwalała na przesłankach wygaśnięcia subintabulatu (oczywiście jako pytaniu ratującym) – a teraz sam prowadzi egzaminy z 10% zdawalnością.

Wszystkim gratuluję poczucia humoru!

m.

sobota, września 06, 2008

Sztuczna inteligencja Google

Zgodnie z trendem pisania na blogu – tym razem jeszcze raz coś o technikach internetowych – czyli w jaki sposób blog jest widoczny w sieci :)

Otóż – wiadomo wszem i wobec, że zupełnie niekwestionowanym liderem rynku wyszukiwarek jest google. No więc – od pewnego czasu również i google dociera na mojego bloga. Jako, że jakość jest zupełnie przyzwoita :P i treści są całkowitymi oryginałami (nie jest to zwykłe przekopiowanie artykułów z wikipedii czy komentarzy z onetu – jak to robią niektórzy blogerzy) – toteż bardzo częst pojawiam się wysoko w wynikach wyszukiwania.google’a. Teraz tylko pytanie – w wynikach wyszukiwania jakich zbitków słów? I tu zaczyna się ciekawie :)

Tak jak staram się, żeby blog był zoptymalizowany na kilka słów kluczowych - gdzie oczywiście prym wiedzie MJPS, to i w nich jest całkiem nieźle. Przy okazji, blog jest również pierwszy słowa jak CzernyTeam :) ale to nie wszystko :)

Jednym z większych absurdów google’a jest kombinacja słów „październik pogoda w paryżu”, „największe cycki w naszej klasie”, „własne miejsce w google”, „idealny prezent dla kobiety” czy „sex buczkowice” (tutaj absolutny lol). Zupełnie radzi sobie też cytat z J. Lieberta oraz przestroga przed umieszczaniem głupich zdjęć na naszej klasie (zresztą naruszająca moje prawo do wizerunku oraz – aczkolwiek to może być dyskusyjne – prawa autorskie autora zdjęcia).

Anyway – celem notki jest przede wszystkich ukazanie absurdu google’a. Z powyższych przykładów widać, że sztucznej inteligencji brakuje jeszcze co nieco do tej inteligencji naturalnej.

m.

piątek, sierpnia 15, 2008

Alle - fajnie :)

Tym razem wpis znowu trochę branżowy – w ramach ogólnej edukacji czytelników – oglądaczy :D sprawa, która od paru dni pasjonuje cały polski świat prawników zajmujących się problematyką internetu.

Wszyscy oczywiście znają allegro – obok onetu i gg najbardziej znanej polskiej marki w sieci. Otóż – każdy z tortu popularności chciał uszczknąć choćby małą część wielkich pieniędzy, które allegro zarabia dzięki swojej popularności, zaufaniu użytkowników i milionów obracanych codziennie na aukcjach. Nieinaczej było z niejakim Panem Przemkiem Cebulą, który chciał skorzystać z renomy słów zaczynających się od przedrostka „Alle”. Co zrobił? Ano – skoro jest Allegro, AlleKredyt, AlleFinanse itp., to on założył portal AlleUsługi. Już abstrahując od zawłaszczenia prawa do nazwy – każdy momentalnie AlleUsługi skojarzyłby z Allegro – wymyślił sobie też design graficzny swojej strony internetowej. Tak wyglądała nowa strona AlleUsługi…


… a tak wygląda strona Allegro.


Przegiął, no nie?? :)

Teraz parę słów wyjaśnienia :) Czy AlleUsługi naruszyły prawa własności intelektualnej do wyglądu strony internetowej? Z prawem autorskim byłby spory problem. Bo serwis nie jest skopiowany 1:1, co najwyżej zaczerpnięto pomysł. Czy cała strona AlleUsługi jest opracowaniem utworu w postaci www Allegro? Tutaj też można mieć wątpliwości – mniejsze niż w przypadku problemu plagiatu całości utworu (imho nie ma) – ale jednak dalej są. Czyli okazuje się, że element najbardziej oczywisty prawdopodobnie nie będzie mieć tutaj największego znaczenia! Problem nie będzie tu prawdopodobnie tkwić w podobieństwie stron internetowych – ale raczej w odniesieniu do podobieństwa działalności, podobieństwa nazwy oraz żerowania na renomie Allegro. Innymi słowy – jeśli taka sama strona powstałaby np. w USA – coraz więcej naszych argumentów mogłoby stracić na sile – a w konsekwencji – wcale nie musiałoby się skończyć oświadczeniem i patetycznym cytatem z Józefa Piłsudskiego na nowej stronie AlleUsługi…. :P


Sprawa super ciekawa. Nie będę wchodził tutaj w analizy ochrony „look and feel” strony internetowej – natomiast z autorskoprawnego punktu widzenia naprawde jest to superpasjonujące.
m.

czwartek, sierpnia 07, 2008

Pozycjonowanie stron internetowych

Artykuł ITLAW by MJPS


Jak zapewne jest to dostrzegalne np. po stanie bloga, chcąc nie chcąc ostatnimi czasy mam duuużo czasu, który powinienem konstruktywnie wykorzystywać. Czasem tak jest, a czasem nie. Anyway – co chciałem polecić – to własny artykuł o pozycjonowaniu stron internetowych w świetle polskiego prawa . Co to jest pozycjonowanie? Ano polecam wejść w powyższy link.

m.

środa, sierpnia 06, 2008

Specjalista ds. edycji tekstu - Attorny-at-Law

Byłem dziś – w ramach zarabiania na chleb nasz powszedni – na spotkaniu z inną kancelarią. W dużym skrócie – nasza kancelaria i ta druga kancelaria (nota bene – polskie biuro jednej z największych kancelarii prawnych na świecie, tzw. koroporacja, włącznie z własnymi czekoladkami w poczekalni :P) robią wspólny projekt dla dużego polskiego klienta. Współpracujemy z nimi już jakiś czas (w tym pół roku ze mną), więć coś tam się o nich można było dowiedzieć. Jak pracują, jak zachowują się wobec klienta, jaki mają stosunek do nas itp. Parę rzeczy było denerwujących, parę ciekawych – no ale mniejsza o to. Bądź co bądź, coś tam o sobie wiedzieliśmy. No i dotarliśmy (razem z Szefem) dziś na spotkanie…

Spotkanie, jak to spotkanie – czyli dotarcie do biura, procedura logowania w sekretariacie i oczekiwanie na gospodarzy w sali konferencyjnej. Dziś, poza standardowymi zachowaniami (powtórzonymi przedtem parę razy), przyszedł również współpracownik głównego mecenasa ze strony naszych partnerów. Na pierwszy rzut oka człowiek wyglądał na osobę w moim wieku (czyli piękny i młody :P), przyszedł bez krawata (tu nowość, wcześniej wszystkich facetów widziałem tam wyłącznie w krawatach, zero rozluźnionego kołnierzyka) i pierwsze wrażenie zrobił dosć sympatyczne (jak to młodzi :P). Oczywiście wymiana wizytówek – bo pierwsze spotkanie (a w zasadzie ja tylko przyjąłem, bo skleroza jest moją straszną wadą). I tu pierwszy raz zrobiłem wielkie oczy – „attorney – at – law”, radca prawny… No ale OK. – nie każdy musi wyglądać starzej niż w rzeczywistości ma lat.

Ale to nie wszystko… Otóż – nowopoznany Pan Mecenas na spotkaniu zajmował się w zasadzie wyłącznie pisaniem tego, co mówili pozostali uczestnicy spotkania!!! Dla mnie niewiarygodne. I to już nie tylko dlatego, że Pan Mecenas był de fact taką naszą (w tym i moją!) sekretarką. Dla mnie dużo bardziej niewiarygodne było to, że był on niezbyt dobrze zorientowany w projekcie (czytaj – nie do końca kojarzył wszelkie fakty czy problemy). W sumie czasem zdarza się, ale ja odniosłem inne wrażenie. Moim skromnym zdaniem Pan Mecenas prawdopodobnie został wzięty z łapanki, czyli „chodź, potrzebuję kogoś wziąć na spotkanie”. A tym samym – 5 lat studiów, 4 lata aplikacji, nieprzespane noce itp. itd. doprowadziły do ciepłej posadki w wielkiej firmie za (prawdopodobnie) bardzo duże pieniądze, gdzie praktycznie jedyną rolą człowieka jest pisanie na komputerze i utrzymywanie poprawności sformatowania tekstu!!! Satysfakcja ze swojej roli, wagi (w sensie, ważnosci :P), możliwości pomagania ludziom, spełnienia zawodowego i wykorzystywania własnego potencjału intelektualnego – z pewnością makymalna…

m.

niedziela, czerwca 15, 2008

Głos w dyskusji, czyli słów kilka o sędzim Webbie

Kolejny raz po dłuższej przerwie, ale ostatnio czasu miewam niewiele... Mam nadzieję, że niedługo (24 czerwca) się to skończy, KPA pójdzie w odstawkę a ja w końcu będę miał ze 3 tygodnie na życie :) Co prawda z pracę w tle – niemniej zawsze lepiej pożyć 4-5 h dziennie, niż nic :P

Pewien wyłom w blogu – i będę starał się nie czynić go zasadą – to mój dzisiejszy post :) Nie jestem żadnym blogiem opiniotwórczym ani żadnym innym podobnym Wprostem czy Przeglądem, niemniej tym razem pozwoliłem sobie na 3 słówka do księdza prowadzącego. A rzecz nie jest aż taka błaha – skoro zdecydowana większość narodu jest w niego zaangażowana. Osohozi?? Ano mecz Austria – Polska, brytyjski sędzia Webb, karny w doliczonym czasie gry i w rezultacie koniec marzeń o wyjściu z grupy. W internecie momentalnie pojawiło się wiele ciekawych fotoszopek z sędzią (szczególnie media markt przypadła mi do gustu), dość – mówiąc eufemistycznie – emocjonalnych komentarzy polskich kibiców i bóg wie co jeszcze. Już nie mówiąc o tym, że na naszej-klasie – w galerii nowych zdjęć znajomych są same fotoszopki sędziego, a wśród nowych użytkowników n-k osoby o imieniu „Niech wpisują się Ci, co uważają że Webb skrzywdził Polską”. Histeria narodowa na miarę nie wiem czego (łącznie z wypowiedziami prezydenta Kaczora, który na piłce zna się pewnie tak, jak jego brat na internecie i internautach z piwem) – a wszystko z powodu dwudziestu paru sekund walki i jednej (arbitralnej) decyzji sędziego. Ponoć kontrowersyjnej...

OK. – więc po kolei. Po pierwsze – sędzia jest na boisku po to, żeby decydować arbitralnie (stąd nazwa arbiter) o tym, co zaszło na boisku. Tak jak sędzia w sądzie rozstrzyga o winie (nie tym butelkowym zazwyczaj, ale winie jako zaszłości pomiędzy obiektywnymi regułami postępowania a zachowaniem osoby :P) i niewinności oskarżonego, tak sędzia na boisku rozstrzyga o winie i niewinności piłkarzy. Więc kompetencji na pewno nie przekroczył, skoro w jego opinii doszło do faulu na zawodniku drużyny atakującej na polu karnym – a zatem pokazał na 11 metr.

Po drugie – czy był tam faul? Ja tam wybitnym znawcą futbolu nie jestem, niemniej ze znanych mi zasad gry wynika, że nie wolno ciągnąć się za koszulki, przewracać, kopać etc. Bo w przeciwnej sytuacji jest faul. Co robił nasz zawodnik? Ciągnął za koszulkę, a w konsekwencji zawodnik drużyny przeciwnej się przewrócił. Może niekoniecznie wyłącznie przez końskie zaloty naszego plejera – bo z pewnością trochę – używając języka byłego męża Dody – „przyaktorzył” – niemniej nasz tamtego ciągnął. Czyli na chłopski rozum faul...

I teraz ostatni element – czyli kontrargumenty pokrzywdzonego narodu – że pokrzywdzony
Austriak nie był naszemu dłużny – bo też go wcześniej szarpał, że to już przedłużony czas gry – i nie powinno było być karnego, że to na korzyść gospodarzy – i w odwrotną stronę sędzia na pewno by nie gwizdnął, że w normalnym piłkarskim świecie nie gwizda się za takie przewinienia. I cała masa innych podobnych argumentów – które bez sensu jest tu przytaczać. Moja odpowiedź na to wszystko – no i co z tego, że nasz wcześniej też był ciągnięty za koszulkę, co z tego że gospodarze, co z tego, że czas gry przedłużony? Czy to że ciągnął słabo, to oznacza że wszystko było OK.? Czy to, że zdarzenie miało miejsce w doliczonym czasie gry powoduje deaktywację opcji sędziego „gwizdanie na faule”? Albo że powinien gwizdać tylko na korzyść gości, bo broń boże na korzyść gospodarzy? Chyba jednak taka to trochę moralność Kalego (Kali komuś ukraść krowę to dobrze, Kalemu ktoś ukraść krowę to źle). Nie ma się co oszukiwać, że brytyjski sędzia nas skrzywdził. Guzik prawda. To, że skorzystał ze swojej władzy sędziego – i w sytuacji faulu odgwizdał jedenastkę – to nie przestępstwo. Co więcej, to chyba był nawet jego obowiązek – bo on chyba był w pracy. A że prawo jest takie, jakie jest – to jeszcze nie jest powód, żeby je łamać... Chyba...

Na sam koniec jeszcze coś o pomyśle sędziego technicznego i oglądaniu sytuacji kontrowersyjnych na wideo. Już nawet nie mówię, co by to w tej sytuacji oznaczało (był faul, więc decyzja o karnym słuszna...). Tylko dwa słowa o kolejnym przypadku rzeczonej moralności Kalego... Ciekawe, ile osób podpisałoby się pod takim protestem, gdyby syttuacja była w drugą stronę. Albo nawet nie – bo to byłoby coś oczywiście niewłaściwego. Przejdźmy na grunt neutralny – a co gdyby taka sytuacja miała miejsce w meczu Niemcy – Chorwacja? Ile osób czytających ten wpis wpadłoby na pomysł podpisana się na stronie Protest2008.pl??

Pozdr.

m.

PS: no hard feelings dla osób, które się ze mną nie zgadzają. Prawdopodobnie z powodów emocjonalnych – aczkolwiek może rzeczywiście jestem w mylnym błędzie...

niedziela, maja 18, 2008

Francuska biurokracja poległa...

Jestem genialny! A w zasadzie niekoniecznie wyłącznie ja – ale ja i Paulina Ł. razem z Beatką C. :D O co chodzi? O to, że w końcu udało mi się wydębić z francuskiego banku moje własne pieniądze – i to nie jadąc nawet do tegoż banku :) i to po 3 miesiącach od mojego wyjazdu z Paryża! A kasa niemała – bo 52 EUR (co prawda po obecnym kursie to jakaś kpina wychodzi – ale cóż) – niemniej liczy się skuteczność :) Osoby wspomagające – czyli Paulina i Beata (tutaj majstersztyk – zastraszyć bank pięciokrotnym przesłaniem jednego faksu :P) – mają u mnie browara :) w dowolnym uzgodnionym terminie :)

m.

wtorek, stycznia 29, 2008

Wyrok ETS w sprawie Promusicae v. Telefonica

Taka krótka migawka – jak sądzę dla wszystkich czytelników-oglądaczy :P bloga bardzo cenna. No więc – pokrótce...

Po odbębnieniu całej drogi sądowej zapadł w końcu wyrok ETS (dzisiaj oczywiscie) w sprawie możliwości ujawnienia danych osobowych użytkownika internetu ściągającego pliki chronione prawami autorskimi w sieciach peer-2-peer.

Mi osobiście – choć przyznaję, że jak Landryn – jestem radykał – się on nie podoba. Z drugiej strony – większości internautów chyba się jednak spodoba.

Otóż, ETS przyznał, że prawo do prywatności jest zasadniczo silniej chronione niż prawo własności (w tym prawo własności intelektualnej). W konsekwencji, w przypadku sporu cywilnoprawnego (dla laików w dużym – bez udziału prokuratora – czyli takiego pana ubranego na czarno z czerwonym „kołnierzykiem”) provider internetowy nie może ujawnić naszych danych osobowych (imię, nazwisko, itp.) jako użytkowników p2p.

Nie jest to jednak taka całkowita hulaj dusza – provider musi ujawnić nasze dane osobowe w przypadku postępowań karnych na żądanie Sądu/prokuratora – a p2p w obecnym kształcie zasadniczo także podpada pod prokuratora :) Inna sprawa – że taki ZAIKS (bo to tego typu stwory będą przede wszystkim inicjować powództwa cywilnoprawne) może z innego źródła poznać nasze dane osobowe (i oczywiście dowody na to, że naruszyliśmy prawa autorskie). Łatwe to nie będzie – ale jako niemożliwe to też bym nie kwalifikował.

Tak więc – kolejny plus w drodze rozwoju społeczeństwa informacyjnego. Sądy zaczynają dostrzegać niedostosowanie prawa do codziennej rzeczywistości. Z drugiej strony – bolesne jest jednak dla mnie pójście w kierunku ochrony prywatności i coraz dalej idącej ochrony danych osobowych. Rozprawa na dłuższy temat – zresztą z częścią już zacząłem – niemniej leży mi to na sercu :)

Przy okazji, kolejny cudowny przykład, jak mówiąc za dużo można zrobić komuś krzywdę. Na pytanie typu zamkniętego „Czy...” zasadniczo powinna paść odpowiedź TAK, NIE, NIE WIEM, TRAKTOR :P, albo podobna. ETS powiedział NIE – po czym padł jeden z największych prawniczych bełkotów, jakie słyszałem. Zresztą – zapraszam do zapoznania się z fragmentem orzeczenia.

ETS – na pytanie „Czy...?” – odpowiada:

„[the directives] do not require the Member States to lay down, in a situation such as that in the main proceedings, an obligation to communicate personal data in order to ensure effective protection of copyright in the context of civil proceedings. However, [I się zaczęło – przyp. Mjps] Community law requires that, when transposing those directives, the Member States take care to rely on an interpretation of them which allows a fair balance to be struck between the various fundamental rights protected by the Community legal order. Further, when implementing the measures transposing those directives, the authorities and courts of the Member States must not only interpret their national law in a manner consistent with those directives but also make sure that they do not rely on an interpretation of them which would be in conflict with those fundamental rights or with the other general principles of Community law, such as the principle of proportionality.” Konia z rzędem temu, kto zrozumiał, co te biedne państwa członkowskie mają zrobić :)

m.