Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zagraniczne wojaże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zagraniczne wojaże. Pokaż wszystkie posty

piątek, września 11, 2009

En Suisse

Dzisiaj trochę inny układ – bo nie mam zbytnio czasu, żeby przygotowywać specjalną relację. Po prostu – zdjęcia random z opisem.

Oczywiście, gwoli wprowadzenia, wyjazd służbowy do Zurichu. A w zasadzie to do Genewy - bo tak wyniało ze wszystkich dokumentów - choć tym razem Genewa przybrała postać Zurichu :)
Po pierwsze, ostatnie zdjęcie wyjazdu, czyli parkowanie na valeta na lotnisku...



Po drugie, mój pokój hotelowy...




Po trzecie – co można znaleźć w sklepach, czyli wszystko for dummies :P




Po czwarte – Zurich oczami (na)turysty :)







(typowi Niemcy – poznać ich równie łatwo, jak Polaków zagranicą:P)




Po piąte – zegarki


(zegarek za 250k PLN...)



oraz eksponaty muzealne...




Po szóste – dziwactwa...


(gwoli ścisłości – dziwactwo to to kolorowe...:P)

Po siódme – mój hotel...





Po ósme – fajne jedzenie z toalety Pani Eweliny.... (ot, takie szwajcarskie zwyczaje :P)



Po dziewiąte – piwo (nie z toalety, nie siki:P)



Wreszcie po dziesiąte – widok z karuzeli (oczywiście obsługa to Polacy:P)




I tyle z relacji by było :)

m.

wtorek, listopada 11, 2008

Po wyprawie

Wyprawa się udała, nawet bardzo, o szczegółach hiszpana, syczących pierdnięć, zdrowej beyonce i miejscach, w które nie warto zaglądać - w wolnej chwili :)

m.

PS: czemu nikt nie klika??!!??

piątek, listopada 07, 2008

London callin'

wyprawa do Londynu

Początek wyprawy - Kraków, Poland, 14 CEST

m.

piątek, maja 04, 2007

Foty bez komentarza...






Zdjęcia dziwne...

Coś jest chyba ze mną nie tak... Dlaczego? Sami zobaczcie?? Albo wyblakłem, albo przybieram jakieś dziwne pozy, albo okazuje się, że biust mi urósł i stanik będę musiał nosić... Normalnie – załamka...






Cechy somatyczne młodych Polaków

Jak zostanie to poniżej wykazane, młodych Polaków można poznać wszędzie. Po czym? Nie, niekoniecznie po mowie... Czasem zdarza się, że nic nie mówią – a i tak wiadomo, że to naród Polski. Niekoniecznie też po tym, że śpią w Londynie w nowych toaletach – bo „za noc płaci się tylko 20p, a na dodatek sprzatają codzinnie i włączają ogrzewanie”. Zatem po czym? Przyjrzyjmy się uważnie poniższym obrazkom.

Cecha nr 1 - niedbale opierają się na ogólnym przyjęciu... Yeah, aj am da bossss...




Cecha nr 2 - zawsze noszą ze sobą stylową torbę i przyjeżdżają najnowszymi cudami motoryzacji z najnowocześniejszym osprzętem... A na dodatek, wszędzie z uśmiechem i prawdziwą otwartością na innych ludzi...
Cecha nr 3 - jak siedzą na imprezie z laską na sobie - to nie istnieje dla nich "Przytul mnie", "Bądź dziś dla mnie dobry” itp. I potem widać tego efekty – piękny uśmiech pięknej kobiety o pięknych warunkach naturalnych, ale udawany... A jesli szczery - to jej oczy mówią wszystko o jasnosci jej umysłu...
Cecha nr 4. Zdjęcia tzw. pozowane. I co? Toż musiał się napiąć, napompować, że wygląda jak żelbetonowy kloc. A gdzie tu choć trochę inteligencji??? Czy w życiu zawsze trzeba zawsze udowadniać wszystkim, że jest się maczo???
Cecha nr 5. Zdjęcie może i niepozowane. Ale dalej... Jak Ty się chłopie ruszasz? Toż to hipopotam ma więcej gracji i subtelności!!! Pozycja na szpanującego StrongMana – na to lachona nie wyrwiesz... To już jest passe...


Jak widać, badania dowiodły, że Polaków poznamy wszędzie...

Życie jest pełne paradoksów...

No więc, od którego najlepiej będzie zacząć?? Może od klasyka – czyli Love & Marriage. Nie, nie chodzi tu o żadne więzy uświęcone, ale od Ala Bandy’ego (a w zasadzie chyba Ala Bundy’ego – ale mniejsza o to :P). Wszystko OK – ale żeby w środku miasta FERFI CIPOK ??!!??!!


Paradoks numer dwa. Co, jak co – ale po kursie 64,00 chodzić może tylko waluta kraju, którego flaga jest czerwono – biała... No bo przecież nie waluta polska...


Paradoks numer trzy. Na skutek złej dykcji wywołanej zbyt dużą ilością wina, Sean w prośbie „Take a photo of us” zrozumiał „Take a photo of ass”... I wyszło tak, jak wyszło...


Paradoks numer cztery. Rozumiem, że zejście do parteru jest przyjemne – ale, za przeproszeniem, „czy was wszystkich po****ło?!?!”




Że o paradoksie pięć nie wspomnę. Ten pan chyba powinien pamiętać, że gdy obraca kobietę do góry nogami i trzyma ją w powietrzu, to zdecydowanie przyjemniej, gdy ta kobieta jest z przodu, a nie z tyłu... Ale widać – pomroczność jasna...

czwartek, maja 03, 2007

Budapeszt 2007

Nie wiem z czego to wynika, ale kwiecień 2007 bardzo obfituje w wyjazdy. Po Wilnie i Gdowie, czas przyszedł na Węgry - czyli Budapeszt i Debrecen :)

Pomysł wyjazdu raczej był spontaniczny - natomiast parę elementów można było przewidzieć już w chwili podejmowania decyzji :) Pierwszy taki - to zmienność opinii i porad wydawanych w PKP :) Sprawdź to na własnej skórze - chyba nie ma możliwości uzyskania porady/informacji o tej samej treści więcej niż 1 (słownie: jeden :P) raz...

Budapeszt bardzo mi się podobał - a to naprawdę dobrze świadczy o tym mieście. Rzekłbym nawet, że jako stare miasto podobał mi się najbardziej ze wszystkich dotąd widzianych. Jeden istotny minus, to fakt, że ciągle coś tam śmierdziało. I to nie tylko w miejscach, gdzie nocowali bezdomni...

Sam pobyt pod względem towarzysko - rozrywkowym również bardzo adorable. Kolejny raz sprawdza się teoria, że rum z Lidla (Captain Cook) to naprawde dobry towar za przystępną cenę... Poza tym - miejscowe browary o dziwnych nazwach też dały się jakoś konsumować :P

Ciekawym doświadczeniem była konsumpcja miejscowego wina. Szczególnie pytanie "Dlaczego nei pijesz - przecież tu jest tak tanio...." dobiło mnie całkowicie (odwrotnie do wrażenia co do włosów Agnieszki :P) - ale za to połączenie wina z piłkarzykami było niezapomnianym doświadczeniem. Poza tym - po raz kolejny sprawdza się kultowe już powiedzenie: "Trzeba mieć fantazję, Dziadku..."

26 kwietnia-1 maja 2007


So let’s start Japanizing...

Najbrzydsza istota na świecie – czyli Kłapouchy w wersji extreme




Zdjęcie grupowe


W kształcie tego języka ja widzę tylko sex – zero złośliwości...


Pracuj, pracuj, a garb Ci sam urosnie



Oj, a co tu się stanęło???

Cała noc spawania rowerków, zero makijage'u - i proszę...



A tu autor... Jak widać, jemu nocne spawanie rowerków też nie służy... Przynajmniej trzeźwość umysłu pozostała... :P