Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzenia :P. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzenia :P. Pokaż wszystkie posty

czwartek, listopada 12, 2009

Człowiek. Tylko czy aż?

Czas znowu trochę popisać – bo blog to nie perz, nie urośnie sam :) akurat siedzę sobie – zapewne po raz ostatni w tym roku – na włościach, kaloryfer grzeje, za oknem śnieg wali jak w Rocky IV (ten na Syberii) – a ja pod kocykiem, na włochatej skórze z owcy, na pięterku, na moim ulubionym łóżku klik klik klik – stukam w komputer :) obok browarek – nie za zimny, nie za ciepły – ot, taki chłodny jesienny wieczór. Jeszcze brakuje kominka i wesoło skaczących iskierek :)

Anyway – coś miałem napisać. Nawet ostatnio mi się sporo tematów zebrało, żeby popisać – ale jakoś tak zawsze jest coś do roboty. A to praca, a to obiad, a to TV (po raz pierwszy na stałe od 6 lat – ale abonentu nie mam zamiaru płacić :P) – i mija czas jak z bicza strzelił. No ale...

Jednym z tematów, który ostatnio dość mocno mnie poruszył, szczególnie w kontekście 1 listopada – to śmierć Jana Wejcherta. Może nie poruszyła mnie jakoś dogłębnie jego strata (bo poza tym, że wiedziałem kim jest, to niewiele więcej :P), ale poruszyły mnie wszystkie te komentarze po jego śmierci. Był obrzydliwie bogaty, ale jednocześnie nie spotkałem nigdzie ani pół komentarza dotyczącego jego bogactw. Owszem, mówili wszyscy o tym, że się dzielił, że mógł realizować swoje plany, że pomagał. Jednocześnie wszyscy mówią o nim jako o „założycielu koncernu ITI”, a nie jako „3 na liście najbogatszych Polaków”. Nikt nie mówi o jakichkolwiek jego nieczystych zagraniach w biznesie (a pewnie takie były, choć oczywiście nic o tym nie wiem), o tym że coś zrobił złego. I to wśród swoich – gdzie plota goni plotę, afera aferę, a każdy tylko patrzy, żeby komuś dopieprzyć. Wiem, że o zmarłych nie należy mówić niedobrze. Ale w tym przypadku wszyscy zupełnie odrywają od niego jego role społeczne, codzienne maski i funkcje, i widzą w nim tylko człowieka. Tylko, a może i aż.

m.

PS: wpis ot tak, na dobry początek. Pewnie trochę melancholijny, żeby pokazać niektórym, że też taki potrafię być :P

piątek, lipca 10, 2009

O relacjach damsko-męskich

Taki krótki cytat znaleziony gdzies w sieci :)
"Kulturowo od mężczyzn wymaga się, by to raczej oni inicjowali zbliżenia z kobietami, co może poprawiać ich pewność siebie i osłabiać krytycyzm. Przytaczając zasadę określaną przez psychologów społecznych jako “reguła rzadkości”, “ludzie mają skłonność przypisywania mniejszej wartości rzeczom lub okazjom, których jest pod dostatkiem, niż tym, które są rzadkie”. Kobiety są z kolei przyzwyczajone do adorowania, co może sprawiać, że czują się bardziej atrakcyjne i dlatego są bardziej wybredne.
bez żadnych podstekstów - ot tak - do kontemplacji i przemysleń :)

m.

niedziela, czerwca 14, 2009

Czy można rozmawiać w środkach komunikacji publicznej???

Ludzie dojeżdżający - rozmowy przez telefon w pociągu
Już po raz kolejny zastanawiam się nad tym, czy w obecnych czasach – jak jedzie się z kimś w pociągu – to czy można między sobą normalnie rozmawiać o czymkolwiek, czy też należałoby jednak powstrzymać się od rozmów i uszanować potrzebę ciszy innych ludzi. I – ewentualna wariacja tego – czy można rozmawiać przez telefon?

Ja mam osobiście takie zapatrywanie na to, że można. W chwili obecnej ludzie tak wiele czasu bezproduktywnie spędzają w środkach komunikacji wszelakiej, że normalna rozmowa nie powinna nikomu przeszkadzać. Zgodnie z zasadą – chcesz spokoju – wynajmij własny przedział albo jedź samochodem. Przeciwne rozwiązanie oznaczałoby, że dojdziemy do absurdu – i niedługo nie będzie można odpakowywać niczego z folii (bo szeleści), zapinać suwaka (bo głośno), czy chodzić po pociągu (bo buty skrzypią). Dobijają mnie ludzie, którzy jeżdżą raz w roku autobusem, tramwajem czy pociągiem (szczególnie Ci z pociągu są boscy) – i żądają dopasowania się całego świata do nich. Bo jak oni jeździli kiedyś, to „kto by to pomyślał, żeby z kimś rozmawiać???!!! Miała być cisza – i ewentualnie można sobie książkę poczytać albo gazetę”. Świat chyba poszedł jednak do przodu, i nie bardzo można sprzeciwiać się temu, że używanie telefonu w miejscach publicznych jest obecnie normalne.

Tak, wiem, że niby dlaczego tacy niedzielni podróżnicy mają dostosowywać się do większości (chodziło o „Sunday commuters :P” – nie miałem lepszego pomysłu na tłumaczenie :P)??? Może dlatego, że to nie oni ustalają zasady podróżowania i tworzą pewne zwyczaje w tym zakresie? Jakoś nikt spośród rzeszy dojeżdżających – w godzinach zwyczajnych dojazdów – nie ma problemu, że jego współpasażerowie rozmawiają ze sobą, umawiają spotkania i lunche czy gadają z sekretarką nt. ich rozkładu dnia...

A może należałoby po raz kolejny zastosować świat równoległych rzeczywistości??? Pierwsza – świat dojeżdżających – niemal wszystkie chwyty dozwolone. I drugi – świat reszty – siedzimy w ciszy i co najwyżej czytamy książkę albo „Panią Domu” czy „Dobre Rady”. Jakkolwiek kolejna schizofrenia obecnych czasów – to rozwiązanie to wydaje mi się jak najbardziej rozsądne. Problem tylko w tym, że zazwyczaj larum podnoszą Ci „inni”, niedzielni – którzy trafią pośród dojeżdżaczy.... I oni nie rozumieją, że w tym pociągu, w pierwszej klasie, to normalne, że każdy pracuje... Bo oni żądają, żeby była cisza...

m.
PS: tekst pisany z pociągu – jak się pewnie domyślacie – po kolejnej awanturze o drugą rozmowę telefoniczną w ciągu ostatniej godziny...

czwartek, maja 28, 2009

Fajnie czasem powspominać :)

Potrzebowałem dzisiaj znaleźć cos na szybko na blogu. Zamieściłem kiedyś link - i teraz potrzebowałem go odszukać pamiętając jedynie, że było to mniej więcej w zeszłym roku po egzaminach. I tak ot sobie zacząłem szukać manualnie – czyli czytałem wyrywkowo posty, w których ten link mógł się znajdować. Powiem Wam całkowicie nieskromnie :P (skromność w obecnych czasach jest wadą, a nie zaletą), że naprawdę dobrze mi się to wszystko czytało raz jeszcze. Co więcej – przyznam się, że wielu wpisów zupełnie nie pamiętałem (znaczy się, były prawdziwe, bo oszustwa człowiek zawsze pamięta :P

Przy okazji tego poczytywania mogłem sobie przypomnieć – „oooo - to pisałem w pociągu do KRK z browarkiem w ręce”, „to w trakcie jakiegoś wypadu negocjacyjnego”, „ale tu byków narobiłem – po godzinie publikacji widać, że po pijaku pisane” etc.

Fajnie tak czasem cofnąć się w czasie i powspominać :)

m.

środa, maja 06, 2009

Dla Ciebie

Nie mam ostatnio czasu na produkowanie się dla Ciebie, więc żeby nie pojawiła się myśl, że o Tobie zapomniałem, krótkie parę słów - za poetą :)


Kraków jeszcze nigdy tak, jak dziś,
nie miał w sobie takiej siły i
może to ten deszcz, może przez tę mgłę,
może to mój nastrój,
ale w każdej twarzy ciągle - widzę Cię.

Wśród turystów Rynek tonie znów,
ktoś zakrzyknął głośno, błysnął flesz...
Na Gołębiej Twój płaszcz zaczepił mnie,
w wystawowym oknie, w autobusie, w tłumie, gdzieś...

Widzę Cię - tak, wiem,
nie zrobię więcej zdjęć, Tak, wiem,
nie będę prosił, lecz... Tak, wiem,
to przecież żaden grzech, tak wiem, tak, wiem...

m.

niedziela, maja 03, 2009

Agresywne życie...

Bo dość intensywnym kwietniu przyszedł czas na agresywny maj.

1 maja.


Przybycie na włości o 2 w nocy to agresywne zachowanie.
Pisanie maili na śpiąco do 4 rano – jeszcze większa agresja...
I jakby to bylo mało – wywrotka omegą i 20 min w wodzie mającej 13 stopni – to już szczyt agresji :)
nie mówiąć o zalanym telefonie z numerem 603....



2 maja.


Na włościach pojawiło się na balkonie ptasie gniazdo z 4 małymi jajeczkami :) aż żałuję, że nie mam (już) telefonu z aparatem – bo wygląda naprawdę przecudnie.
Wieczorem – do ludzi siedzących przy grillu – przybiegł lis i z czerni nocy wystawił swój rudy łeb i zaczął wszystkich oglądać :)
A na koniec - siedząc na krzesle - nagle zacząłem powoli opadać w bok - i na prawie trzeźwo wylądowałem na podłodze....


m.

PS:

agresja z KPA – poziom wysoki

piątek, kwietnia 10, 2009

Cuda natury

Pytanie do Panów:


Zdarzyło Wam się kiedyś, że młoda, piękna i inteligentna kobieta zaprosiła Was do siebie na pieczoną kaszankę i zmrożoną wódkę? Bo jak nie, to szukajcie takich cudów – naprawdę, niezapomniane przeżycia :D



Porada dla Pań:


Jeśli chcecie naprawdę zaimponować facetowi, zaproście go do siebie na kolację, po czym podajcie pieczoną kaszankę i zmrożoną wódkę. Choćby nie wiadomo, jak się Wami nie interesował – będzie Wasz :D

Ot, takie moje przemyslenia :)

m.

środa, kwietnia 01, 2009

Polityka prorodzinna rodem z IV RP

Pomysły polityki prorodzinnej naszego państwa zaczynają mnie przerażać. Pojawił się np. projekt wprowadzenia podatku dla osób niebędących w związku małżeńskim będących po 35 roku życia... I tak mnie to zastanawia - jak nie znajdę tej jednej jedynej, swojej drugiej połówki pomarańczy (oczywiście z pustej szklanki), to dlaczego niby mam płacić jakieś podatki??? Przecież to los się na mnie uwziął, a nie ja na lachony :P

No a druga sprawa – a co jak ktoś jest rozwodnikiem? Albo wdowcem? Albo pedałem? To ma tworzyć fikcję??? Przecież to jest oburzające!!!!!!!!!!

Fakt – jak tylko rozpowiadałem o tym dziś wszem i wobec – to dostałem już 3 propozycje ożenku (z tego jedna Pani widziała tylko mnie i moją kartę kredytową – i sama mnie zagadała – więc nie wiem, czy to dobrze wróży). A jak zacząłem z nią rozmowę, to się rumieniła jak dziewica na widok DONGa :P

Jeśli ktoś jest równie oburzony, jak ja – napiszcie o tym w komentarzach. Zróbmy nasz własny ruch oporu przeciwko bezmyślności i ślepemu oddaniu wizji Giertycha i PISu!!!!!

m.

poniedziałek, marca 23, 2009

Człowiek bezdomny

Od dziś zostałem człowiekiem bezdomnym. Tzn. dom mam, kupiłem jakiś czas temu. Ale jestem bez zameldowania. Ostatecznie porzuciłem zameldowanie w KK – i czas stać się krakusem z zameldowania (krakusem z krwi i kości ani nigdy nie będę, ani tym bardziej nie chciałbym być :P).

Tak więc jestem bezdomny z domem. Na szczęście, – w razie potrzeby – nabyłem też samochód – i jestem już w nim zameldowany. Oczywiście wszystko odbywało się śladami Palisandra i jego badassa. Padł nawet pomysł, żeby owemu furaczowi nadać imię „Mariolka” (kobieca fantazja nie zna granic...) – ale storpedowałem go równie szybko, jak się pojawił...

I tyle z newsów – bo już jakiś czas się nie odzywałem. Chciałem zrobić jakąś krótką relację z pierwszej imprezy w MJ’s Mansion (dalej nikt nie zgłosił pomysłu na nazwę :P), ale nie mam dostępu do zdjęć... Może dziś, może jutro – on verra :)

m.

czwartek, lutego 26, 2009

Krótka retrospekcja z ostatnich 4 miesięcy :)

Odgrzebałem ostatnio wszystkie zdjęcia ze swojego telefonu. Wiadomo, obecnie coraz lepsze namiastki cyfrówek powstają – i przy dobrym oświetleniu fotki wychodzą naprawdę godne. No więc – retrospekcja wszystkiego tego, co nie zostało w swoim czasie udokumentowane na blogu – a o czym warto byłoby napomknąć.


1. Londyn ‘08


Relacja była już niejedna – zarówno na tym blogu, jak i wyryta w Palisandrze
Anyway – telefon też był w ruchu. Poniżej:

A. Moje byłe miejsce pracy – THE PAVEMENT


THE PAVEMENT

B. Głowa Mitoraja ...



...jest nie tylko na rynku w Krakowie – znajduje się też w europejskim centrum bankowo- finansowym na Canary Wharf. Ale – u nich jest mniejsza, i nie można wejść do środka wystawiając łba przez oko :P

C. Peron kolejowy na lotnisku.



Prawie, jak dworzec PKP w Katowicach :P

D. Półka sklepowa w podlondyńskim hipermarkecie.



Obok Guinessów, Stelli, Fostersów, Kronenbergów i innych cudów – takie oto piweczka... :)

E. No i budynek czterech największych angielskich lawfirms.



Jakoś Rondo 1 bardziej mi imponuje :P ale nie pogardziłbym i tym :)


2. Urodziny


To akurat ciekawa relacja. Zawsze wiedziałem, że jestem przystojny i mam w sobie to „coś” :P (cytując klasyka – „co rano przecież budzę się przystojniejszy – a dziś to już w ogóle przesadziłem :P”) – ale tego się nie spodziewałem. W ramach urodzinowych uciech umówiłem się z pewną kobietą. Jakież było moje zdziwienie, gdy na nasze spotkanie przyprowadziła... dwie koleżanki :D a to nie koniec... Stwierdziły, że poza upojnym wieczorem :p dadzą mi coś, co pozwoli mi je zapamiętać na dłużej. Dodam jeszcze – brunetka, blondynka i ruda... I dostałem ich symbole :D foty z dnia następnego – po wspólnym, upojnym wieczorze, następnego dnia wyglądały na lekko sfatygowane – ale to tylko dodało im uroku :) zapamiętam :)







3. Toruń


Ostatnio trochę się tam poszwendałem. Nie jakoś wybitnie turystycznie – ale warto było połazić na pierogi, naleśniki – czy ogólnie popróbować byłej – tym razem pruskiej – architektury. A tak szczegółowo:

A. Krzywa Wieża




Byłem tam w 2001 r. – było zupełnie inaczej, niż teraz. Fajnie, ale inaczej.

B. Osiołek :)



taka toruńska leżąca na rynku głowa. Wszyscy na niego włażą i robią sobie zdjęcia. Taki zwykły, poczciwy osiołek :)

C. Nicolae Coperniculus



Tego Niemca przedstawiać chyba nie trzeba :P

D. Rynek




E. Mój hotel.



absolutny wypas. Jeśli macie trochę gotówki (ale niekoniecznie liczonej w tysiącach) i chcecie zasmakować luksusu – polecam na weekend. Doznania niesamowite :)

F. Samochód przy rynku.



Ot, zwykły Nissan. Zwykły... albo i niezwykły :P

G. Manekin



Naleśniki najlepsze na świecie

4. Misc – czyli bigos na winie (co sie nawinie, to będzie :P)



A. Piknik nad jeziorem rożnowskim.



Tatus :)


To w tych odległych czasach, kiedy nie było tam jeszcze moich włości :P

B. Rozmowny Wacuś.



Szczególnej uwadze polecam napis na kartce :P

C. Dowód na to, że Niemcy przejmują woj. Opolskie jako siedemnasty land.




Już nawet nie mam „budki z hot-dogami”, tylko „Pommes a la carte. Freunde durch gutes essen” :(

D. Ruda na parapecie.



Nie wiem dlaczego, ale jakoś wybitnie mi się zdjęcie podoba.

E. A tu „zmęczone piwo” :)



w końcu każdemu może „opaść pianka” :P
---

m.

niedziela, stycznia 11, 2009

Sylwester 2008 (part 1)

Być może niewiele osób zdaje sobie z tego sprawy, ale zwracam uwagę, że to już jest uzależnienie! Nie żadne stadium przejściowe – najzwyklejsze w świecie uzależnienie. Tak jak można się uzależnić od papierosów, alkoholu, se... (ile osób pomyślało „sexu”? mi oczywiście o seriale chodziło :P) – tak i można się uzależnić od internetu. A skoro od internetu – to i od mojego bloga. Skąd o tym wiem? Bo od 4 dni jestem dzień w dzień molestowany o relację z sylwestra i pobytu czernyteamu, berlinek i przyjaciół. Co więcej – poza jednym Prząxem – o wpis molestują mnie osoby, które na sylwestrze były (a przynajmniej ja mam je na zdjęciach). Ale cóż – może i mają inną motywację – w końcu nie z każdej imprezy pamięta się wszystko – a wypadałoby wiedzieć, co się robiło... :P

No ale dobra – niech Wam będzie – znajcie moje dobre serce – opowiem Wam co się działo. Oczywiście wszystkie opisy są jak najbardziej obiektywne i odpowiadające prawdzie :) a jak komuś prawda jest niewygodna – może wyrazić swoje żale w komentarzach :)

Najpierw może jednak napiszę, o czym nie będzie... Nie będzie – bo niestety nie ma fot – opisu zakupów... A to naprawdę wielka szkoda, że takie wydarzenie się zmarnowało. I już nawet niekoniecznie chodzi o ilości nabytych dóbr konsumpcyjnych (dwa wielkie wózki w Carrefourze plus pomniejsze zakupy w sklepach w okolicy) – ale sposób ich przeprowadzania. Wobec braku czasu – totalny spontan, który był najlepszym przykładem, dlaczego każde zakupy spożywcze powyżej 50 PLN powinny być przemyślane dwa dni wcześniej, powinna być lista etc. A tak – marketingowcy (tudzież, jak wskazuje Word – „marketing owcy” :P) odnieśli olbrzymi sukces... No ale – na szczęście niczego nie zabrakło... A to co zostało – na następnych imprezach zostanie zużyte :)

No ale – jako, że o zakupach nie będzie – to napiszmy najpierw o tym, co było :) było duuużo ludzi (chałupa za mojej kadencji jeszcze tylu nie widziała) – z czego bardzo się cieszę. Przyjechali już dzień wcześniej – i okazało się, że brak urlopu na sylwestra nakazał mi spędzenie dnia w pracy w stanie niezdatnym do pracy umysłowej. Na szczęście – wiedza tym razem była mi potrzebna tylko do przeniesienia do innej części firmy – jako, że była przeprowadzka. Było ciężko, ale dałem rady...

Dlaczego było ciężko? Ano dlatego, że po ciężkich świętach i równie ciężkiej podróży wszystkim zaschło w gardle. Z drugiej strony – po przyjeździe wszystkim było bardzo zimno (nie rozumiem, mnie tam było ok :P). No więc trzeba było się rozgrzać. A że najlepsze na rozgrzanie jest zimne piwko


– no to sobie „posiedzieliśmy” :) najpierw w salonie – potem – jako, że zimno było – w pokoju.


Judi (ochrzczona Jasonem :P) położyła się spać, po długiej podróży położył się koło niej Krzyś – no a my sobie siedzieliśmy i sprawdzaliśmy, czy tylko śpią :)


Czasem zdarzały się dłuższe przemówienia gospodarza...


...których goście z zapartym tchem słuchali :)


W międzyczasie odkryto moje imperium żab :)


Oraz przeczytano moje prezenty gwiazdkowe o Jeży Jerzym :)


Jak prawdziwy gospodarza – zająłem się choć trochę didżejowaniem...


...choć wcześniej – przy większej trzeźwości – didżejem był DJ Palisander, zwany w Krakowie od czasu do czasu fallusem :))


W pewnym momencie udało mi się dostąpić etapu wodzireja/yja...


...a nawet gitarowego grajka


(choć jak trzymać gitarę już nie wiedziałem :P)
– i tak zrobiła się 5 30...


(obrazek by ERHA co prawda z innej pory – ale jasność o tej porze była porównywalna. Ponoć... :P)

No więc położyłem wszystkich spać


, nadmuchałem materac, porządziłem jeszcze trochę...


...i umarłem :)

I tyle o presylvianie (kolejny presylvian z kolegą erha).
Cdn.

m.

poniedziałek, grudnia 15, 2008

"Niebo ma jeszcze Twoich oczu kolor..."

Ostatnio dziwne sytuacje mi się w życiu zdarzają. nie wiem, z czego to wynika, ale albo jest to usłyszenie piosenki niemalże stworzonej na swoją rzecza, albo np. otrzymanie 3 róż. Zresztą - jakkolwiek piosnkę spiewaną tylko dla mnie zostawię - ale własną wypowiedź o 3 różach już na pewno nie pominę :) już w najbliższych dnia szykujcie się na czytanie analizy trzech róż. Oczywiscie każda inna - już teraz możecie głosować - która jest moją ulubioną - wystarczy wysłać smsa na numer 79.... :P

m.

PS: im bardziej chciałbym oddalić się od szant, tym bardziej się one do mnie zbliżają i przemawiają mądroscią życiową (pisane troche po pijaku:P, ale szczerze). vide tytuł posta - i to nie jest fragment piosenki zespołu wielbiącego "w pustej szklance pomarańcze"... :D

sobota, listopada 01, 2008

Wszystkich Świętych inaczej...

jako, że nie ma chyba takich osób, których brak chciałbym bardzo uczcić w dzisiejszy dzień - i oby taki stan trwał jak najdłużej - trochę abstrakcyjnie, za tych, co na morzu...

czwartek, października 02, 2008

Rozterki na progu nowego roku akademickiego...

"... i jak ja stanę przed Bogiem? Czy Bogami może? Co będę prezentował gdy przestanę być? Jaki będę miał bilans? Jakie winien i ma? Humanista bez łaciny i greki, inteligent bez choćby angielskiego, rosyjski słabo i w razie czego danke schoon, z ledwie liźniętą rodzimą klasyką, która mnie zresztą żenuje i nudzi, z nieprzeczytaną Biblią, ledwie zaczętym Proustem, Joycem, bez obejrzanych teatrów i filmów, bez prawie wszystkiego zresztą czego nie było w telewizji, z niezbudowanym domem, niezasadzonym drzewem..."


co prawda warunki legalizujące prawo cytatu niespełnione przeze mnie zostały - ale trudno - w imię wyższych celów :)

m.

środa, października 01, 2008

Mowa potoczna Warszawiaków

Niby stolica, niby centrum Polski, niby sami wykształceni, światowi ludzie – a jednak wieśniaki :P bez obrazy – ale jednak nie mogłem się powstrzymać :) dlaczego? Oczywiście wszystko sprowadzam do poziomu języka (choć pewnie Zuza miałaby na to na pewno jakieś fachowe wytłumaczenie) – czyli pokaż mi swoją mowę codzienną, a powiem Ci jakim jesteś człowiekiem :) sam z pewnością mówią w sposób istotnie niepoprawny – ale chyba jednak nie przeginam (no, może poza mówienie „Se” i „żeśmy” :P – ale to tylko po pracy :)).

Po pierwsze – nazwa jednej ze stacji warszawskiego metra i dość znanego placu w Warszawie. Plac Wilsona , który nazwę swą wziął od prezydenta USA z czasów pierwszej wojny światowej – Woodrowa Wilsona (czyt. łudroła łilsona; lol, hardocre :P). no i jak ów nazwę wymawiają warszawiacy (łącznie ze spikerem z metra – przynajmniej w nieodległej przeszłości – bo ostatnio nie jeździłem). Plac Wilsona – czytany po polsku. No jakiś koszmar. To tak, jakby zatwardziałemu bawarskiemu Niemcowi dać do przeczytania romantyczne sonety Petrarki w oryginale. Absolutna masakra!

Po drugie – kolejny raz odwołanie do przystanku – bo tylko w komunikacji miejskiej mogę poznać prawdziwy, nie skażony etykietą język. Przystanek tramwajowy o wdzięcznej nazwie „Hala Wola”. Nie to, że jest to jakaś absolutnie fantazyjna – absolutnie nie. Zwyczajnie – koło przystanku znajduje się dość spory obiekt handlowy (hala), który tak się właśnie zowie. I teraz krótki cytat z podsłuchanej (choć może raczej zasłyszanej, bo nie miałem celu podsłuchiwania) rozmowy telefonicznej pewnej pani. „W tramwaju. [słucha]. Wiesz co, właśnie jestem na HalaWola, więc za jakieś 20 min.” Czyż nie słodko? Takie wieśniactwo do kwadratu :)

m.

PS: mam nadzieję, że za inwektywy w postaci wieśniactwa nie obrażą się na mnie rodowici Warszawiacy – z Synem Mokotowa na czele :P

piątek, września 26, 2008

5h do rozpoczęcia

a tak w ogóle – to już tylko 5h pozostało do rozpoczęcia kolejnego zjazdu Paryskiej lamandowni, czyli Reunion de CZernyTeam. Z każdym zjazdem powiększa się skład osobowy – więc za niedługo kolejne foty pojawią się na blogu :)

m.

sobota, września 20, 2008

A właściwie po co Ci to?

Ostatnio zadano mi pytanie: „dlaczego prowadzisz bloga?”. Pierwsza myśl – „bo chyba się przyzwyczaiłem i chyba lubię to”. Pytanie tylko, co lubię? No więc spora – bo do początków 2007 roku – retrospekcja, i chyba co nieco sobie uzmysłowiłem. Dobrym narzędziem do tego było ogólne przejrzenie bloga od samych początków

Na początku – jak zresztą ewentualnie będziecie w stanie to dostrzec – blog miał być platformą, w której dzieliłbym się z innymi zdjęciami z różnych wydarzeń, niekoniecznie z życia codziennego. Stąd m.in. wziął się podtytuł. Co prawda istniały jakieś serwisy typu fotka.pl, czy Picassa, gdzie można było publikować zdjęcia i udostępniać je innym – ale mi wydawały się one jakimś takim słabym opakowaniem dla zdjęć. Dla wrzucenie zdjęć do picassy czy na fotkę było czymś takim, jak wklejenie artystycznych, naprawdę dobrych czarnobiałych aktów do szesnastokartkowego zeszytu w kratkę z Kubusiem Puchatkiem na okładce. Po prostu – coś mi tu nie grało. Te wszystkie serwisy pokazowe były jakieś takie… hmm – bezsensowne.

I tak to funkcjonowało przez jakiś czas – zazwyczaj z krótszymi lub dłuższymi przerwami, aż do Paryża. W Paryżu stopniowo dokonywała się zmian – bo poza czymś dla oka zacząłem dorzucać coś dla.. nie wiem czego :P anyway – zacząłem więcej pisać – dlatego że nawet najlepsze zdjęcia (których czasem brakowało, pomimo że Gosia dwoiła się i troiła :P) nie potrafiły oddać tego, co chciałem przekazać.

Podsumowując – po kolejnym wyjeździe znudziło mnie przesyłanie każdemu chętnemu paru zdjęć i opowiadanie „jak było”. Napisałem jak było na blogu, dorzuciłem parę fot – i większości ludzi zaczynało to wystarczać :P komu nie wystarczało, ten dopytywał o poszczególne elementy wyjazdu, wrażenia, impresje, imprezy etc :) w ten sposób udało się trochę ucywilizować rozmowę o tych „a few moments”.

W chwili obecnej blog jest dodatkowo platformą łączącą sporą część moich znajomych. Ostatnie statystyki wykazały, że odwiedza go miesięcznie około 150 różnych osób. Co prawda część z nich (jakieś 20-30) to osoby, które trafiły na bloga z Google’a, gdy szukali seksu w Buczkowicach, informacji o pogodzie w Paryżu w październiku czy o koncie niejakiego Krzysztofa Reka na Goldenline :P (że o innych słowach wyszukujących nie wspomnę :)) – ale nadal ilość osób czytujących regularnie bloga (spędzających na nim co najmniej 180 sekund :) tak, takie statystyki też są dostępne – na jak długi okres czasu wchodzą poszczególne osoby).

I tak to. Dodatkowo – dokupiłem w końcu swoją własną domenę mjps.pl (zawsze chciałem mieć takową :) ot – gadżeciarz :P)– więc jest krótko, szybko i miło :) mam nadzieję :)

m.

PS: aaa - i chyba najważniejszy powód. Ostatnio coraz trudniej złapać mnie na jakąkolwiek rozmowę - i to nie tylko na rozmowę live, ale też na gg choćby. Poza tym - spora część czytelników - oglądaczy włóczy się gdzieś po świecie - więc tak przynajmniej wszyscy mają równe możliwości w updacie o mnie :)

Nie jestem aż takim totalnym debilem :)

Aaaa, i jeszcze info dla tych, którzy nie wiedzą. Pomimo drobnego kryzysu związanego ze zwątpieniem we własne zdolności intelektualne drugi egzamin w tym roku udało mi się zdać bez jakiegokolwiek problemu. 4 bez żadnych poważnych problemów – to się nazywa uczciwa ocena w stosunku do wiedzy. Nie to, co w przypadku egzaminu u czerwonoskórego…

m.