Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AdSense. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AdSense. Pokaż wszystkie posty

piątek, października 30, 2009

Reaktywacja po raz enty

tym razem z lekkiego uspienia - ale spróbuję co nieco popisać, żeby nie było, że się lenię. Na początek - pewien goodnews :)




m.

wtorek, września 29, 2009

Udało się :)



m.

poniedziałek, września 28, 2009

Time is money :)

Niniejszym ogłaszam, że po ponad roku prowadzenia reklam na blogu udało mi się zarobić 99,50 USD. Oznacza to, że jeszcze tylko 50 centów – i majątek zostanie wypłacony w październiku :) na różnych rzeczach już zarabiałem w życiu (bez skojarzeń :P) – ale pieniądze za reklamę są wyjątkowo przyjemne :D

m.


PS: ciekawe, czy te 50 centów uda się zebrać do końca wrzesnia :)

wtorek, sierpnia 04, 2009

Rocznica przedsiębiorczości

Dzisiejszego dnia minął rok od czasu zainstalowania reklam w niniejszym przybytku. W tym czasie bloga odwiedzono niemal 10.000 razy, z czego ok 5% ludzi skusiło się, żeby obejrzeć reklamy. Przychody z tego rodzaju usług reklamowych póki co nie przekroczyły 100dolców (próg do wypłacenia kasy), ale jest już bardzo blisko. Na chwilę obecną udało mi się zarobić 83 dolary, co jest dobrym wynikiem – bo wystarczyłoby mi akurat na opłacenie domeny mjps.pl i jakiegoś taniego hostingu – i jeszcze by na browarka zostało. Niestety, bezpowrotnie odeszły już chyba czasy, kiedy dziennie zarabiałem po 7 dolców za wyświetlanie reklama... :( ale ostatnio też nie jest źle :) przy obecnym tempie zarabiania uda się co nieco wypić na sylwestra :)

m.

czwartek, lipca 09, 2009

Reklama na blogu

już prawie rok minął, a ja jak nie dostałem od G. żadnej kasy za reklamy, tak pewnie nadal nie dostanę. Bo wymogiem do wypłacenia jest uzbieranie 100 dolców - a na niecały miesiąc przed upływem roku uzbierało się ledwo 78,40... Pomimo, że bloga odwiedzono już ponad 9000 w ciągu tego niecałego roku. Szkoda - myslałem, że w rok się uda. A tu Dominet Party 2009 na trzeźwo będzie sie musiał odbyć :(

m.

PS: może ktos zrobi plakat Dominet Party 2009??? W końcu są wsród nas ludzie uwielbiający photoshopa :)

poniedziałek, czerwca 08, 2009

Reklama prawdę Ci powie...

Zdarza mi się czasem, że oglądam reklamy znalezione w internecie. I oczywiście nie chodzi o jakieś takie zwykłe reklamy na onecie – co to oglądam, bo mi na cały ekran włażą (swoją drogą, ciekawy temat na prawniczy artykuł :P), ale takie ukryte pod postacią linków. Najczęściej takie standardowe „reklamy google” – jak i u mnie na blogu się pojawiają (m.in. po prawej stronie i na dole strony).

No więc, wczoraj wieczorem odwiedzając znajomego bloga – wpadła mi w oczy reklama...

reklama proktologo - found by MJPS

nie dlatego, że mam problemy z własną dupą :P (żeby nie bylo - ja i moja dupa jestesmy OK) pewnie dlatego, że te reklamy dopasowują się zazwyczaj do treści strony. Czasami dramatycznie (np. strona o szalonych nastolatkach przy okazji newsów o pedofilu...) – ale jednak musi być jakiś trigger, żeby reklama na stronie się wyświetliła... no więc tu to dopasowanie to tak trochę - jak to się po mlodzieżowemu teraz mówi - "z dupy"... :P

no więc – wchodzę....

Warszawa - przychodnia proktologiczna
Strona nie jest zła... wygląda trochę, jakby Pan Doktor sam ją robił po nocach, ale nieważne... :) proponuję natomiast przejść sie do galerii... tam – absolutny LOL... Spójrzcie na zdjęcie pierwsze od góry... albo – co tam – w ramach cytatu – sam ja u Siebie zamieszczę :P

zdjęcie z rzeźni - i krawat jak pytong
sceneria rodem z jakiejść rzeźni – a już co najwyżej z obskurnego gabinetu weteryniarza... I teraz porównanie do niej Pana Doktora – wystrojony przecudnie, krawat to mu chyba sam stevie wonder wzorując się na Węźle Gordyjskim wiązał... no nic, tylko ściągać spodnie... :P

Wasz jak zawsze złośliwy i cyniczny :P

m.

PS: ciekawe, czy u mnie też się wyswietla już teraz reklama "proktologa z Warszawy"

niedziela, czerwca 07, 2009

Matematyka by Google :)

Niby wyszukiwarka najlepsza na swiecie, ale mają chyba jakis progrem z oprogramowaniem księgowo - rozliczeniowym...

jedno wielkie LOL by Google
no comment.

m.

PS: dla tych, co nie rozpoznają - obrazek to zestawienie przychodów z reklam na niniejszym blogu. Żeby wypłacili - potrzeba 100$ - a więc już niedługo :)

poniedziałek, maja 11, 2009

Ciekawostki analityczne

Ostatnia ciekawostka (bo choć burza się skończyła, to prąd znowu wyłączyli...). Tak więc – dość ciekawe statystyki bloga – wraz z przyporządkowanymi do nich kategoriami

A) 95 osób weszło w ciągu ostatnich 3 miesięcy co najmniej raz w miesiącu na bloga (KATEGORIA – CZYTELNICY-OGLĄDACZE), z czego:

B) 74 osoby weszło w ciągu ostatniego roku na bloga więcej niż 50 razy (KATEGORIA - KOLEDZY I KOLEŻANKI), z czego:

C) 33 osoby weszły w ciągu ostatniego roku na bloga więcej niż 100 razy (KATEGORIA PRZYJACIELE), z czego:

D) 12 osób weszło w ciągu ostatniego roku na bloga więcej niż 250 razy (KATEGORIA – HARDKORZY I HARDKORKI);

E) wszystkie wyżej wymienione 95 osób stanowi 33% wszystkich osób, które weszły na bloga w ciągu ostatnich 3 miesięcy. Reszta ludzi szukała fajnych cycków i rumu z LIDLa (plus nowość na blogu - trochę przez moją szpanerską pozycjonerską złośliwość - Baudelaire i recenzja oraz opracowanie lektur szkolnych).

m.

PS: jeszcze ze 2 razy mi wyłączą światło i o największą częstotliwość aktualizacji strony będę mógł rywalizować z onetem i pudelkiem :P

poniedziałek, lutego 16, 2009

Kryzys

Kryzys w swiatowej gospodarce - to i na blogu kryzys. Połowa miesiąca minęła, a tu z reklamy kontekstowej ledwo 36 centów udało się szarpnąć. Czyli jakąs złotówkę. Nie ma wypasu - chyba trza przeczekać... :( jednym słowem - w czasie kryzysu będzie też prohibicja...

m.

PS: na szczęscie - od początku korzystania z reklam udało się zarobić 63 dolce - szkoda tylko, że w pierwszym miesiącu było to ponad 25 baksów, a w ostatnim ledwo 3... może stworzę sobie innego bloga, skoro ten już wygląda na wypalony??

poniedziałek, października 20, 2008

Dylematy Arniki w nowym roku akademickim...

Jeszcze ze dwie takie akcje i zaczne sobie mysleć, że ktos takie wyszukiwania w Google robi absolutnie celowo...


m.

PS: info dla członków masonerii - magiczna liczba obecnie to 43 :) walczmy ostro - 50 jest od niej niedaleko :)

poniedziałek, października 13, 2008

Szczyt szczytów

Wiele rzeczy widziałem już w moich cudownych blogowych statystykach, jak ludzie trafiają na bloga – ale dziś absolutnie umarłem. Nawet nie napiszę tekstu wpisanego przez pewnego osobnika w Google – po prostu spójrzcie na screena poniżej – tekst wpisany do Google na zielono. Jakim cudem ktoś w ten sposób trafił na bloga – Wielce Nam Panujący Google raczy jedynie wiedzieć :P

chętnie zrobię każdemu loda

m.

czwartek, października 09, 2008

Charles Pierre Baudelaire - Spleen II


Kiedy niebo, jak ciężka z ołowiu pokrywa,
Miażdży umysł złej nudzie wydany na łup,
Gdy spoza chmur zasłony szare światło spływa,
światło dnia smutniejszego niźli nocy grób;

Kiedy ziemia w wilgotne zmienia się więzienie,
Skąd ucieka nadzieja, ten płochliwy stwór,
Jak nietoperz, gdy głową tłukąc o sklepienie,
Rozbija się bezradnie o spleśniały mur;

Gdy deszcz robi ze świata olbrzymi kryminał
I kraty naśladują gęstwę wodnych smug,
I w mym mózgu swe lepkie sieci porozpinał
Lud oślizgłych pająków - najwstrętniejszy wróg;

Dzwony nagle z wściekłością dziką się rozdzwonią,
śląc do nieba rozpaczą szalejący głos
Jak duchy potępieńców, co od światła stronią
I nocami się skarżą na swój straszny los.

A w duszy mej pogrzeby bez orkiestr się wloką,
W martwej ciszy - nadziei tylko słychać jęk,
Na łbie zaś mym schylonym, w triumfie wysoko,
Czarny sztandar zatyka groźny tyran - Lęk.



Znów pozwalam sobie na mały cytat z literatury. Tym razem zupełnie niewymuszony sytuacją i nastrojem – ale tak po prostu, bo jest to jeden z elementów mojej nauki w liceum, który pamiętam do dziś. A imię jego Spleen 2, a napisany przez Charles’a Baudelaire’a. Dlaczego tak wspominam ten wiersz? Bo oczywiście za cholerę nie pamiętam o co w nim chodzi… Ano dlatego, że zawsze dobijała mnie interpretacja poezji na ocenę. Jakiś koszmar – i nie wiem, kto to wymyślił. Po prostu powiedzieć, co dokładnie autor miał n myśli. W tym przypadku chyba nic – choć Spleen 2 to ikona romantyzmu. A jednak – za łączną interpretację (a raczej – odtworzenie tego, co udało mi się przeczytać w czarnym podręczniku do polskiego w omówieniach wierszy) Spleena i Albatrosa – zaraz na drugiej lekcji w 3 klasie – dostałem minus cztery. To były czasy!!! :P

m.

piątek, września 26, 2008

Czy uczciwość popłaca?

Jak wiecie, ostatnio dość sporo zajmuję się pozycjonowaniem. Chcę dojść do jakiegoś rozsądnego poziomu umiejętności, które może niekoniecznie będę wykorzystywał zarobkowo (przynajmniej na razie robotę mam :P), ale tak po prostu – dla funu  zajmuję się, bo być może wykorzystam to w sensie naukowym. Poza tym – naprawdę fajna rzecz – i co najważniejsze – jest jedną wielką tajemnicą. Nikt bowiem tak naprawdę nie zna złotego środka – a nawet jeśli pozna – to za tydzień będzie już nieaktualny, bo Google zmieni algorytm wyszukiwania. No więc – ja też walczę z wiatrakami zdobywając jak najwięcej wiedzy. Chcę Wam natomiast powiedzieć o czymś chyba trochę jednak absurdalnym.

Najpierw wprowadzenie techniczne – kto się zna, może dwa następne akapity pominąć :)
Pozycjonowanie polega na pomaganiu wyszukiwarce kojarzenia pewnych stron internetowych z odpowiednimi słowami lub frazami. Bo wiadomo – wyszukiwarka w miliardach stron internetowych musiałaby się nieźle namęczyć :P więc się jej trochę podpowiada :) – ot taka przyjacielska przysługa. Celem wyszukiwarki jest bowiem skojarzenie tematyczne strony internetowej z frazą wyszukiwania – czyli jak wpiszemy w Google pomidor – to chcemy, żeby znalazł nam stronę o pomidorach, a nie o truskawkach.

I teraz na jakie słowa lub frazy można pozycjonować mojego bloga? Pomyślcie – co musielibyście wpisać w Google, żeby znaleźć mojego bloga? Imię i nazwisko odpada – bo na blogu nie używam :) poza tym – osób o moim imieniu i nazwisku w Polsce jak mrówków jest :) a jeśli już kiedyś będę pozycjonować jakąś stronę na moje imię i nazwisko – to na pewno nie na blogu. Wiadomo – Klienci też umieją używać Internetu – a chyba nie byłoby zbyt dobrym, gdyby widzieli co poniektóre zdjęcia :P jak ktoś znajdzie jakąś ciekawą frazę do skojarzenia z blogiem – prośba o wpisanie komentarza – może zacznę na nią bloga pozycjonować :)

Nie muszę chyba też wspominać, że pozycjonowanie to wielki biznes . Każdy producent telewizorów chce, żeby po wpisaniu do Google słowa telewizor na pierwszym miejscu wyszedł sklep z jego sprzętem producenta. Tak więc firmy pozycjonujące też pozycjonują swoje strony – choćby po to, żeby pokazać swoim klientom, że znają się na rzeczy. Jedną z ciekawszych fraz kluczowych firm pozycjonerskich jest fraz „pierwsze miejsce w Google”. Wiadomo – ludzie przeszukują Internet pod kątem haseł reklamowych, słów wytrychów etc. No więc wpiszcie w Google frazę „pierwsze miejsce w Google”? Dostrzegacie absurd? Mój blog – zupełnie prywatny, pisany w wolnych chwilach maksymalnie przez 15 min na raz (a rzadko do tego dobijam) – nagle mógłby stać się czołową polską firmą pozycjonującą. Absurd.

Choć z drugiej strony może i nie. Parę razy o pozycjonowaniu na blogu napisałem – o Google też. Nie pozycjonuję się sztucznie pod tą frazę - i Google chyba dostrzega uczciwość i naturalność wpisów na blogu. Nic z Internetu nie przekopiowuję na bloga, zawsze piszę sam – a że jest tu regularność i wysiłek – „uczciwość popłaca” :)

m.

sobota, września 20, 2008

A właściwie po co Ci to?

Ostatnio zadano mi pytanie: „dlaczego prowadzisz bloga?”. Pierwsza myśl – „bo chyba się przyzwyczaiłem i chyba lubię to”. Pytanie tylko, co lubię? No więc spora – bo do początków 2007 roku – retrospekcja, i chyba co nieco sobie uzmysłowiłem. Dobrym narzędziem do tego było ogólne przejrzenie bloga od samych początków

Na początku – jak zresztą ewentualnie będziecie w stanie to dostrzec – blog miał być platformą, w której dzieliłbym się z innymi zdjęciami z różnych wydarzeń, niekoniecznie z życia codziennego. Stąd m.in. wziął się podtytuł. Co prawda istniały jakieś serwisy typu fotka.pl, czy Picassa, gdzie można było publikować zdjęcia i udostępniać je innym – ale mi wydawały się one jakimś takim słabym opakowaniem dla zdjęć. Dla wrzucenie zdjęć do picassy czy na fotkę było czymś takim, jak wklejenie artystycznych, naprawdę dobrych czarnobiałych aktów do szesnastokartkowego zeszytu w kratkę z Kubusiem Puchatkiem na okładce. Po prostu – coś mi tu nie grało. Te wszystkie serwisy pokazowe były jakieś takie… hmm – bezsensowne.

I tak to funkcjonowało przez jakiś czas – zazwyczaj z krótszymi lub dłuższymi przerwami, aż do Paryża. W Paryżu stopniowo dokonywała się zmian – bo poza czymś dla oka zacząłem dorzucać coś dla.. nie wiem czego :P anyway – zacząłem więcej pisać – dlatego że nawet najlepsze zdjęcia (których czasem brakowało, pomimo że Gosia dwoiła się i troiła :P) nie potrafiły oddać tego, co chciałem przekazać.

Podsumowując – po kolejnym wyjeździe znudziło mnie przesyłanie każdemu chętnemu paru zdjęć i opowiadanie „jak było”. Napisałem jak było na blogu, dorzuciłem parę fot – i większości ludzi zaczynało to wystarczać :P komu nie wystarczało, ten dopytywał o poszczególne elementy wyjazdu, wrażenia, impresje, imprezy etc :) w ten sposób udało się trochę ucywilizować rozmowę o tych „a few moments”.

W chwili obecnej blog jest dodatkowo platformą łączącą sporą część moich znajomych. Ostatnie statystyki wykazały, że odwiedza go miesięcznie około 150 różnych osób. Co prawda część z nich (jakieś 20-30) to osoby, które trafiły na bloga z Google’a, gdy szukali seksu w Buczkowicach, informacji o pogodzie w Paryżu w październiku czy o koncie niejakiego Krzysztofa Reka na Goldenline :P (że o innych słowach wyszukujących nie wspomnę :)) – ale nadal ilość osób czytujących regularnie bloga (spędzających na nim co najmniej 180 sekund :) tak, takie statystyki też są dostępne – na jak długi okres czasu wchodzą poszczególne osoby).

I tak to. Dodatkowo – dokupiłem w końcu swoją własną domenę mjps.pl (zawsze chciałem mieć takową :) ot – gadżeciarz :P)– więc jest krótko, szybko i miło :) mam nadzieję :)

m.

PS: aaa - i chyba najważniejszy powód. Ostatnio coraz trudniej złapać mnie na jakąkolwiek rozmowę - i to nie tylko na rozmowę live, ale też na gg choćby. Poza tym - spora część czytelników - oglądaczy włóczy się gdzieś po świecie - więc tak przynajmniej wszyscy mają równe możliwości w updacie o mnie :)

środa, września 10, 2008

Kulinarna uczta

Jako, że po raz już kolejny napomknę, że blog musi być stale zasilany dodatkowymi wpisami – bo i wtedy lepiej wypadam w Google’owym rankingu, lepiej rośnie wartość bloga w oczach reklamodawców AdSense – to i piszę :)

Dziś bez żadnych fajerwerków analitycznych – ale pochwalę się… Wyszedł mi dziś absolutnie zajebisty obiad. Tak pokrótce receptura – oczywiście wyszedł jak to w moim wypadku bywa – całkowicie spontanicznie i bez głębszego przemyślenia. No więc – z niedzieli została mi górna połowa kurczaka – czyli oględnie mówiąc – dwa jędrne cyce (choć niestety kurze - a poza tym ścięte i zimne – bo z lodówki). Wyciąłem znad klatki (kości oczywiście poobgryzałem – i wczoraj już nie musiałem dodatkowego obiadu tworzyć).

jędrne kurze cyce by MJPS
No więc – cyce pokroiłem w takie plasterki – w poprzek. Niezbyt grube – tak max 1 cm. Do tego dorobiłem sos – z tego sosu, który wytopił się z kurczaka w trakcie pieczenia (jestem barbarzyńcą – i wylałem z niego tłuszcz…), papryki, cebuli i śmietany. Wszystko razem zmiksowałem w moim przecudnym blenderze – i zalałem kurze cyce sosem. W pięknej białej brytfance tak sobie poleżały ze dwie godziny w lodówce.

na koniec mocno posypałem solą czosnkową i pieprzem ziołowym (ale tak masakrycznie mocno – aż się bałem, że za dużo) – i do piekarnika. Po 10 minutach zapiekania przykryłem plasterkami sera żółtego – i jeszcze na 20 min.

Podane z ryżem – absolutny wypas. Już dawno nie udało mi się stworzyć czegoś tak wybornego. Oczywiście chwalę się niemiłosiernie – ale nie dość, że udało mi – i pewnej niewiaście – podjeść trochę (skromnie mówiąc :P), to i przy okazji na blogu kolejny raz pojawił się wpis. I tak dwie pieczenie na jednym ogniu. Wróć – trzy pieczenie – bo oczywiście kurze cyce były z obiadu niedzielnego.

m.

PS: spieszę jeszcze pochwalić się, że od początku sierpnia na blogu było 2500 odwiedzin. Absolutnie niezły wynik :) chyba :) co prawda pewnie trochę przekłamany - bo każde wyświetlenie strony na nowo jest uznawane za nowe wejście na bloga - ale i tak - jak na bloga całkowicie prywatnego wynik jest naprawdę super :) Dzięki Wam wszystkim!

piątek, września 05, 2008

Recenzja - Sokół feat. Pono - TPWC

Nie wiem dlaczego, ale przez ostatnie parę dni – gdy niewiele pisałem na blogu (a jak już pisałem, to raczej bardzo krótko i mało atrakcyjnie) bardzo spadły moje dochody z AdSense. Nie to, żebym prowadził bloga dla zysku – ale skoro AdSensowy zysk przy okazji wymusza regularność w blogowaniu – to dlaczego miałbym niby nie weryfikować swojej regularności wpisów.

A tak na marginesie podam, że za cały sierpień na blogu udało się zarobić kwotę ponad 25 dolarów, która jest dość dobrym odzwierciedleniem ilości czasu wkładanego przeze mnie w realizację projektu mjps.pl

Jako, że o sobie nie bardzo mam co pisać (a smutów walić nie chcę; polecam natomiast bardzo krótką zapowiedź dłuższej relacji dotyczącej konferencji o MVNO i prawie z nim związanym) – a o sukcesach innych nie będę pisać (ot, taka natura Polaka) :)

No więc – tym razem chciałem napisać o muzyce – czyli polecić pewną płytę. Odkryta zupełnie przypadkiem – i nawet coś już na jej temat pisałem na blogu przy okazji relacji z Coke Live Music Festival 2008. Otóż, płyta nosi nazwę TPWC (skrót od Teraz Pieniądz w Cenie) i nagrana została niecały rok temu przed dwóch gwiazdorów obecnego lata, czyli Sokoła i Pono.

Co mogę powiedzieć o płycie? Pomimo, że nie lubię hiphopu (tudzież jakkolwiek nazywa się ten nawijany gatunek muzyki na płycie zaprezentowany), po prostu podoba mi się. Bardzo fajnie jest zrobiona muzycznie – dźwięki naprawdę nie są po raz kolejny wykorzystanym zestawem akordów F G C a. Teksty jakie są, takie są. Jest to – jak słusznie zauważyła Paulina – gatunek tekstów emo w kapturach, niemniej widać też od razu, że to takie chłopaki z osiedla :) cóż więcej powiedzieć – zainteresowanym – w ramach dozwolonego użytku z art. 23 ust. 2 Prawa Autorskiego płytkę mogę udostępnić (także w formie online) – i zachęcam do Waszego feedbacku na temat płyty.

m.

piątek, sierpnia 29, 2008

AdSense - finalizacja procesu rejestracji

Dzisiaj zamiast pisania – relacja filmowa. Tematyka – w końcu zostałem potwierdzonym użytkownikiem usługi AdSense – czyli reklam Google, które pojawiły się na blogu jakiś niecały miesiąc temu. Jak już pisałem wcześniej, google bardzo poważnie podchodzi do ochrony informacji. Polecam szczególnie lekturę posta z linku powyżej – szczególnie po przejrzeniu poniższego filmu :)



I teraz polecam powrót do moich spostrzeżeń z niniejszego linku .

I jak to się człowiek może pomylić w osądzie :)

m.

wtorek, sierpnia 12, 2008

AdSense - ciąg dalszy

Google całkiem na poważnie traktuje program AdSense. Poza standardowymi procedurami, jakimi z pewnością są procedury założenia konta i ustawienie hasła wraz z podaniem odpowiednich danych teleadresowych, google te dane jeszcze weryfikuje. Poza weryfikacją adresu (ma przyjść lada dzień list zawierający numer PIN) weryfikują również poprawność danych bankowych (numer konta). W jaki sposób? Ano po podaniu numeru konta i innych danych koniecznych do wykonania przelewu przelewają niewielką kwotę i proszę o podanie na stronie, jaka to kwota przyszła na konto. W ten sposób dziś na koncie zobaczyłem najniższą wpłatę w historii – całe 35 groszy!!! Lol – jak zapłacę z tego podatek, to wyjdzie mi 28 groszy. Taka mała zaliczka na google’ohol!!! Chyba się urżnę ze szczęścia :)

Anyway – potwierdza to moją opinię o google – że co jak co, ale firma ta działa absolutnie profesjonalnie.

m.

PS: teraz czekam na pierwszą wypłatę – nastąpi po zebraniu na koncie 100 dolców. W obecnym tempie zarobków nie będzie to trwało długo – niemniej –czekam cierpliwie :D

wtorek, sierpnia 05, 2008

Zmiany w życiu, zmiany na blogu - czyli komercjalizacja...

Zapowiada się, że w najbliższym czasie znacznie mniej niż przez ostatnie parę miesięcy będę spędzał na gg (bo i po co…) i ogólnie – w środkach internetowej komunikacji bezpośredniej – więc być może będę miał trochę czasu żeby poeksperymentować z rzeczywistością wirtualną (przynajmniej tutaj radzę sobie całkiem rozsądnie). Biorąc pod uwagę fakt, że blog ma swoich dość wiernych czytelników oglądaczy, a dodatkowo – ostatnimi czasy notuję bardzo wielę wejść z miejsc w Polsce, w których nie znam żadnego czytelnika – oglądacza :P postanowiłem coś zmienić. Otóż – od tej pory zamierzam wykorzystywać mojego bloga komercyjnie we współpracy z google. Słowo kluczowe w tym wypadku to AdSense.

Może najpierw parę słów dla osób, które pierwszy raz o AdSense słyszą. Otóż, jest to taki dość nowoczesny rodzaj reklamy, który zasadniczo ma na celu dostosowanie różnych reklam do treści strony internetowej, na której reklama jest prezentowana. Co ciekawe – według zapowiedzi – jest to małoinwazyjna forma reklamy. Mam nadzieję, że uda mi się ją dostosować tak, aby dobrze wkomponowała się w obecną formę serwisu. Zresztą – w najbliższym czasie zobaczycie :D

Nie spodziewam się kokosów z tejże działalności. Ba – nawet nie bardzo zależy mi na owych „milionach z internetu”. Ot – po prostu kolejna ciekawość. Zarówno ciekawość czegoś nowego (na dodatek zrobionego przez google’a), jak i ciekawość prawnej tego strony (tak, wiem, zboczenie :)). Oczywiście proszę o nieklikanie na reklamy tylko i wyłącznie w celu nabicia mi kieszeni :P jak już mówiłem – nie o kasę tutaj chodzi (piszę tak, bo jest to jeden z wymogów regulaminu :P oczywiście na priv każdemu z Was wyślę szczegółową instrukcją, jak mnie ozłocić… :D).

m.

PS: ile z Was zdenerowało się informacją wyświetlaną na wstępie przez ostatnie 24h?? :) proszę się wpisywać, jeśli ktoś się wkurzył :) (a jeśli nie, to też niech się wpisuje:P)