Jak w temacie, jest dobrze :) ostatnimi czasy na bloga jest pomiędzy 40-70 wejsc, co jest niezłym wynikiem. Walczmy zatem dalej :)
m.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogłoszenia różne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogłoszenia różne. Pokaż wszystkie posty
niedziela, listopada 16, 2008
czwartek, września 11, 2008
Kolejna rocznica 9/11
Dziś 11 września, rocznica ataku na WTC. W poprzednich latach jakoś tak bardziej przejmowano się tą datą. Ale dziś jakoś nie bardzo zauważyłem poruszenie. Na Onecie dostrzegłem jedną notkę poświęconą pamiętnemu dniu. I wcale nie była na pierwszym miejscu. Na wp też była jedna. Też gdzieś raczej poboczna. Są informacje o polskich talibach, są o rozmowach z Rosją – a głównym tematem wieczoru jest chyba tulipan Maria Kaczyńska.
Nie jestem jakimś sentymentalistą i chyba daleko mi od moralizowania, jaka to ważna jest historia. Ale jednak w tym konkretnym wypadku, w tym jednym dniu w roku powinniśmy pamiętać o tym przykrym wydarzeniu. I to nie dlatego, że zginęło tyle i tyle ludzi, że to środek wielkiego nowojorskiego City czy z jakiejkolwiek innej przyczyny. Co roku w Chinach w powodziach ginie dużo więcej ludzi niż 11.09.2001 zginęło, a też nie uważam nowojorczyków za osoby od Chińczyków lepsze. Jednak ta data ma trochę inne znaczenie. Ja stawiam ją na równi z innymi bardzo ważnymi datami – koniec II wojny światowej, upadek komunizmu i koniec zimnej wojny, początek internetu. Co jest zatem aż tak istotne? Spokój i komfort psychiczny…
Po wydarzeniach z WTC i Waszyngtonu na lotniskach zaczął odbywać się dramat wejścia na pokład, w miejscach publicznych coraz częściej panuje psychoza na widok porzuconych bagaży. Może nie w Polsce, może nie w każdym miejscu – ale w tych najważniejszych. Tam, gdzie ludzie są świadomi tego, co się stało. Zamachy WTC to przecież koniec świadomości, że żyjąc w cywilizowanym świecie nic nam nie grozi. Owszem, grozi. I to nie ze strony naszej cywilizacji, ale ze strony fanatyzmu.
Możnaby wiele jeszcze napisać na ten temat, tylko po co? Wiele osób nie chce wracać pamięcią do tamtych zdarzeń. Albo dlatego, że są bolesne, albo dlatego, że ich bezpośrednio nie dotyczyły. Bezpośrednio może i nie – pośrednio na pewno wywarły wpływ na cały nasz obecny świat.
m.
Nie jestem jakimś sentymentalistą i chyba daleko mi od moralizowania, jaka to ważna jest historia. Ale jednak w tym konkretnym wypadku, w tym jednym dniu w roku powinniśmy pamiętać o tym przykrym wydarzeniu. I to nie dlatego, że zginęło tyle i tyle ludzi, że to środek wielkiego nowojorskiego City czy z jakiejkolwiek innej przyczyny. Co roku w Chinach w powodziach ginie dużo więcej ludzi niż 11.09.2001 zginęło, a też nie uważam nowojorczyków za osoby od Chińczyków lepsze. Jednak ta data ma trochę inne znaczenie. Ja stawiam ją na równi z innymi bardzo ważnymi datami – koniec II wojny światowej, upadek komunizmu i koniec zimnej wojny, początek internetu. Co jest zatem aż tak istotne? Spokój i komfort psychiczny…
Po wydarzeniach z WTC i Waszyngtonu na lotniskach zaczął odbywać się dramat wejścia na pokład, w miejscach publicznych coraz częściej panuje psychoza na widok porzuconych bagaży. Może nie w Polsce, może nie w każdym miejscu – ale w tych najważniejszych. Tam, gdzie ludzie są świadomi tego, co się stało. Zamachy WTC to przecież koniec świadomości, że żyjąc w cywilizowanym świecie nic nam nie grozi. Owszem, grozi. I to nie ze strony naszej cywilizacji, ale ze strony fanatyzmu.
Możnaby wiele jeszcze napisać na ten temat, tylko po co? Wiele osób nie chce wracać pamięcią do tamtych zdarzeń. Albo dlatego, że są bolesne, albo dlatego, że ich bezpośrednio nie dotyczyły. Bezpośrednio może i nie – pośrednio na pewno wywarły wpływ na cały nasz obecny świat.
m.
środa, września 10, 2008
Info dla wtajemniczonych - 30 pękło :D
kto wie, o co chodzi, to wie :) kto nie - to trudno, jego strata. Wszak, kto pyta - nie błądzi :)
m.
m.
Kulinarna uczta
Jako, że po raz już kolejny napomknę, że blog musi być stale zasilany dodatkowymi wpisami – bo i wtedy lepiej wypadam w Google’owym rankingu, lepiej rośnie wartość bloga w oczach reklamodawców AdSense – to i piszę :)
Dziś bez żadnych fajerwerków analitycznych – ale pochwalę się… Wyszedł mi dziś absolutnie zajebisty obiad. Tak pokrótce receptura – oczywiście wyszedł jak to w moim wypadku bywa – całkowicie spontanicznie i bez głębszego przemyślenia. No więc – z niedzieli została mi górna połowa kurczaka – czyli oględnie mówiąc – dwa jędrne cyce (choć niestety kurze - a poza tym ścięte i zimne – bo z lodówki). Wyciąłem znad klatki (kości oczywiście poobgryzałem – i wczoraj już nie musiałem dodatkowego obiadu tworzyć).

No więc – cyce pokroiłem w takie plasterki – w poprzek. Niezbyt grube – tak max 1 cm. Do tego dorobiłem sos – z tego sosu, który wytopił się z kurczaka w trakcie pieczenia (jestem barbarzyńcą – i wylałem z niego tłuszcz…), papryki, cebuli i śmietany. Wszystko razem zmiksowałem w moim przecudnym blenderze – i zalałem kurze cyce sosem. W pięknej białej brytfance tak sobie poleżały ze dwie godziny w lodówce.
na koniec mocno posypałem solą czosnkową i pieprzem ziołowym (ale tak masakrycznie mocno – aż się bałem, że za dużo) – i do piekarnika. Po 10 minutach zapiekania przykryłem plasterkami sera żółtego – i jeszcze na 20 min.
Podane z ryżem – absolutny wypas. Już dawno nie udało mi się stworzyć czegoś tak wybornego. Oczywiście chwalę się niemiłosiernie – ale nie dość, że udało mi – i pewnej niewiaście – podjeść trochę (skromnie mówiąc :P), to i przy okazji na blogu kolejny raz pojawił się wpis. I tak dwie pieczenie na jednym ogniu. Wróć – trzy pieczenie – bo oczywiście kurze cyce były z obiadu niedzielnego.
m.
PS: spieszę jeszcze pochwalić się, że od początku sierpnia na blogu było 2500 odwiedzin. Absolutnie niezły wynik :) chyba :) co prawda pewnie trochę przekłamany - bo każde wyświetlenie strony na nowo jest uznawane za nowe wejście na bloga - ale i tak - jak na bloga całkowicie prywatnego wynik jest naprawdę super :) Dzięki Wam wszystkim!
Dziś bez żadnych fajerwerków analitycznych – ale pochwalę się… Wyszedł mi dziś absolutnie zajebisty obiad. Tak pokrótce receptura – oczywiście wyszedł jak to w moim wypadku bywa – całkowicie spontanicznie i bez głębszego przemyślenia. No więc – z niedzieli została mi górna połowa kurczaka – czyli oględnie mówiąc – dwa jędrne cyce (choć niestety kurze - a poza tym ścięte i zimne – bo z lodówki). Wyciąłem znad klatki (kości oczywiście poobgryzałem – i wczoraj już nie musiałem dodatkowego obiadu tworzyć).

No więc – cyce pokroiłem w takie plasterki – w poprzek. Niezbyt grube – tak max 1 cm. Do tego dorobiłem sos – z tego sosu, który wytopił się z kurczaka w trakcie pieczenia (jestem barbarzyńcą – i wylałem z niego tłuszcz…), papryki, cebuli i śmietany. Wszystko razem zmiksowałem w moim przecudnym blenderze – i zalałem kurze cyce sosem. W pięknej białej brytfance tak sobie poleżały ze dwie godziny w lodówce.
na koniec mocno posypałem solą czosnkową i pieprzem ziołowym (ale tak masakrycznie mocno – aż się bałem, że za dużo) – i do piekarnika. Po 10 minutach zapiekania przykryłem plasterkami sera żółtego – i jeszcze na 20 min.
Podane z ryżem – absolutny wypas. Już dawno nie udało mi się stworzyć czegoś tak wybornego. Oczywiście chwalę się niemiłosiernie – ale nie dość, że udało mi – i pewnej niewiaście – podjeść trochę (skromnie mówiąc :P), to i przy okazji na blogu kolejny raz pojawił się wpis. I tak dwie pieczenie na jednym ogniu. Wróć – trzy pieczenie – bo oczywiście kurze cyce były z obiadu niedzielnego.
m.
PS: spieszę jeszcze pochwalić się, że od początku sierpnia na blogu było 2500 odwiedzin. Absolutnie niezły wynik :) chyba :) co prawda pewnie trochę przekłamany - bo każde wyświetlenie strony na nowo jest uznawane za nowe wejście na bloga - ale i tak - jak na bloga całkowicie prywatnego wynik jest naprawdę super :) Dzięki Wam wszystkim!
sobota, września 06, 2008
piątek, września 05, 2008
Recenzja - Sokół feat. Pono - TPWC
Nie wiem dlaczego, ale przez ostatnie parę dni – gdy niewiele pisałem na blogu (a jak już pisałem, to raczej bardzo krótko i mało atrakcyjnie) bardzo spadły moje dochody z AdSense. Nie to, żebym prowadził bloga dla zysku – ale skoro AdSensowy zysk przy okazji wymusza regularność w blogowaniu – to dlaczego miałbym niby nie weryfikować swojej regularności wpisów.
A tak na marginesie podam, że za cały sierpień na blogu udało się zarobić kwotę ponad 25 dolarów, która jest dość dobrym odzwierciedleniem ilości czasu wkładanego przeze mnie w realizację projektu mjps.pl
Jako, że o sobie nie bardzo mam co pisać (a smutów walić nie chcę; polecam natomiast bardzo krótką zapowiedź dłuższej relacji dotyczącej konferencji o MVNO i prawie z nim związanym) – a o sukcesach innych nie będę pisać (ot, taka natura Polaka) :)
No więc – tym razem chciałem napisać o muzyce – czyli polecić pewną płytę. Odkryta zupełnie przypadkiem – i nawet coś już na jej temat pisałem na blogu przy okazji relacji z Coke Live Music Festival 2008. Otóż, płyta nosi nazwę TPWC (skrót od Teraz Pieniądz w Cenie) i nagrana została niecały rok temu przed dwóch gwiazdorów obecnego lata, czyli Sokoła i Pono.
Co mogę powiedzieć o płycie? Pomimo, że nie lubię hiphopu (tudzież jakkolwiek nazywa się ten nawijany gatunek muzyki na płycie zaprezentowany), po prostu podoba mi się. Bardzo fajnie jest zrobiona muzycznie – dźwięki naprawdę nie są po raz kolejny wykorzystanym zestawem akordów F G C a. Teksty jakie są, takie są. Jest to – jak słusznie zauważyła Paulina – gatunek tekstów emo w kapturach, niemniej widać też od razu, że to takie chłopaki z osiedla :) cóż więcej powiedzieć – zainteresowanym – w ramach dozwolonego użytku z art. 23 ust. 2 Prawa Autorskiego płytkę mogę udostępnić (także w formie online) – i zachęcam do Waszego feedbacku na temat płyty.
m.
A tak na marginesie podam, że za cały sierpień na blogu udało się zarobić kwotę ponad 25 dolarów, która jest dość dobrym odzwierciedleniem ilości czasu wkładanego przeze mnie w realizację projektu mjps.pl
Jako, że o sobie nie bardzo mam co pisać (a smutów walić nie chcę; polecam natomiast bardzo krótką zapowiedź dłuższej relacji dotyczącej konferencji o MVNO i prawie z nim związanym) – a o sukcesach innych nie będę pisać (ot, taka natura Polaka) :)
No więc – tym razem chciałem napisać o muzyce – czyli polecić pewną płytę. Odkryta zupełnie przypadkiem – i nawet coś już na jej temat pisałem na blogu przy okazji relacji z Coke Live Music Festival 2008. Otóż, płyta nosi nazwę TPWC (skrót od Teraz Pieniądz w Cenie) i nagrana została niecały rok temu przed dwóch gwiazdorów obecnego lata, czyli Sokoła i Pono.
Co mogę powiedzieć o płycie? Pomimo, że nie lubię hiphopu (tudzież jakkolwiek nazywa się ten nawijany gatunek muzyki na płycie zaprezentowany), po prostu podoba mi się. Bardzo fajnie jest zrobiona muzycznie – dźwięki naprawdę nie są po raz kolejny wykorzystanym zestawem akordów F G C a. Teksty jakie są, takie są. Jest to – jak słusznie zauważyła Paulina – gatunek tekstów emo w kapturach, niemniej widać też od razu, że to takie chłopaki z osiedla :) cóż więcej powiedzieć – zainteresowanym – w ramach dozwolonego użytku z art. 23 ust. 2 Prawa Autorskiego płytkę mogę udostępnić (także w formie online) – i zachęcam do Waszego feedbacku na temat płyty.
m.
piątek, sierpnia 29, 2008
AdSense - finalizacja procesu rejestracji
Dzisiaj zamiast pisania – relacja filmowa. Tematyka – w końcu zostałem potwierdzonym użytkownikiem usługi AdSense – czyli reklam Google, które pojawiły się na blogu jakiś niecały miesiąc temu. Jak już pisałem wcześniej, google bardzo poważnie podchodzi do ochrony informacji. Polecam szczególnie lekturę posta z linku powyżej – szczególnie po przejrzeniu poniższego filmu :)
I teraz polecam powrót do moich spostrzeżeń z niniejszego linku .
I jak to się człowiek może pomylić w osądzie :)
m.
I teraz polecam powrót do moich spostrzeżeń z niniejszego linku .
I jak to się człowiek może pomylić w osądzie :)
m.
piątek, sierpnia 22, 2008
Skandal w polskiej piłce!
Powiem krótko, to jest absolutny skandal!!! Żeby taki Benhauer wyrzucił z drużyny Borubara? A może Rokera Pereiro też wyrzuci??? Skandal, absolutny skandal!
m.
m.
poniedziałek, sierpnia 04, 2008
MJPS oczyma SonyEricsson W880i
m.
PS: i jeszcze jego wysokosc - sony ericsson W880i, czyli mój nowy gadżet zapełniający nowonabytą pustkę w życiu... Zgadzam się – jestem nienormalny – szczególnie w zakresie słowa „wymiana”…
czwartek, lipca 31, 2008
Luźna uwaga o sensie życia :)
Tak sobie właśnie myślę, że od czasu powrotu do naszych domów z cudnego weekendu, to wszyscy nie robią nic innego, tylko na niniejszym blogu siedzą. Pod postem z naszymi fotami jest już 9 komentarzy (fakt,3 moje:P), pod innymi też się coś co chwila zbiera… Boję się, że zaprzestanie aktywnościna niniejszym blogu może dla niektórych oznaczać jakąś poważną tragedię życiową :P
Anyway – zobowiązuję się, że nie :) w najbliższym czasie zakupuje telefon z aparatem zainstalowanym oprogramowaniem do publikowania fot i wpisów na blogu – więc stanę się takim ponieką tvMJ_24 :P
m.
PS: A na zakończenie powiem jeszcze, że piosenku o Misiu z AA, czyli takim lamandowskim polucjancie :P wcale nie przydarzyła się całkowicie przypadkowo :) Otóż – spójrzcie, o czym wszyscy rozmawiali poprzedniego wieczoru w trakcie, gdy ja z Adamem śpiewaliśmy ważne słowa „tam przyjaciół kilku mam, od lat, dla nich zawsze śpiewam, dla nich gram”…
[dla osób, które nie słyszą rozmów w tle, polecam wejście na jutjuba, na mój profil, gdzie można znaleźć transkrypcje niektórych szumów… :D]
Anyway – zobowiązuję się, że nie :) w najbliższym czasie zakupuje telefon z aparatem zainstalowanym oprogramowaniem do publikowania fot i wpisów na blogu – więc stanę się takim ponieką tvMJ_24 :P
m.
PS: A na zakończenie powiem jeszcze, że piosenku o Misiu z AA, czyli takim lamandowskim polucjancie :P wcale nie przydarzyła się całkowicie przypadkowo :) Otóż – spójrzcie, o czym wszyscy rozmawiali poprzedniego wieczoru w trakcie, gdy ja z Adamem śpiewaliśmy ważne słowa „tam przyjaciół kilku mam, od lat, dla nich zawsze śpiewam, dla nich gram”…
[dla osób, które nie słyszą rozmów w tle, polecam wejście na jutjuba, na mój profil, gdzie można znaleźć transkrypcje niektórych szumów… :D]
piątek, kwietnia 04, 2008
Kolejny kambak :)
Miesiąc czasu od ostatniego wpisu minął prawie, a tu co? Spójrzcie sami


Blog przeżywa swoją drugą młodość – czegoś takiego absolutnie jeszcze nie było. Boję się tylko jednego - że zainteresowanie powstało dopiero w momencie, gdy przestałem zamieszczać posty :P ale co tam – to mój blog i będę sobie pisał co chciał i kiedy chciał :P
No więc – skoro tak – to może uzupełnie w różnych wpisach to, co działo się ostatnimi czasy. Jak się zapewne domyślacie – wszystko upływa pod znakiem Adama Słodowego, czyli „zrób to sam”... a więc – ruszamy :)
m.
Blog przeżywa swoją drugą młodość – czegoś takiego absolutnie jeszcze nie było. Boję się tylko jednego - że zainteresowanie powstało dopiero w momencie, gdy przestałem zamieszczać posty :P ale co tam – to mój blog i będę sobie pisał co chciał i kiedy chciał :P
No więc – skoro tak – to może uzupełnie w różnych wpisach to, co działo się ostatnimi czasy. Jak się zapewne domyślacie – wszystko upływa pod znakiem Adama Słodowego, czyli „zrób to sam”... a więc – ruszamy :)
m.
wtorek, lutego 12, 2008
Lamande2007/2008 - premiera
Jako, że moja ucieczka zbliża się wielkimi krokami, poniżej małe podziękowanie dla wszystkich z 11 i 13a (bez 15:P) rue Lamande, 75017 Paris :) wraz z ich (i moimi oczywiście :)) przyjaciółmi, odwiedzającymi, gośćmi itp. itd.
(mała uwaga techniczna - włączcie głosniki lub załóżcie słuchawki)
m.
PS: częstotliwość występowania na filmie co poniektórych osób nie ma żadnego związku z takimi kwestiami jak sympatia, szacunek, popularność itp. Im ktoś częściej – tym – przynajmniej zasadniczo – częściej ze mną przebywał i na większą ilość fotek się załapał :)
(mała uwaga techniczna - włączcie głosniki lub załóżcie słuchawki)
m.
PS: częstotliwość występowania na filmie co poniektórych osób nie ma żadnego związku z takimi kwestiami jak sympatia, szacunek, popularność itp. Im ktoś częściej – tym – przynajmniej zasadniczo – częściej ze mną przebywał i na większą ilość fotek się załapał :)
czwartek, stycznia 31, 2008
Ostatnie 2 tygodnie :)
Szybka informacja dla wszystkich czytelników - rozpoczęły się własnie moje ostatnie dwa tygodnie w Paryżu :)
m.
PS: przy okazji, dla mniej uważnych czytelników oglądaczy informacja, iż blog zmienił troszkę swoją szatę graficzną. Przy okazji - ankieta dla Was (oczywiscie anonimowa :)) - zachęcam do wzięcia udziału :)
m.
PS: przy okazji, dla mniej uważnych czytelników oglądaczy informacja, iż blog zmienił troszkę swoją szatę graficzną. Przy okazji - ankieta dla Was (oczywiscie anonimowa :)) - zachęcam do wzięcia udziału :)
niedziela, stycznia 13, 2008
Pierwsze odwiedziny 2008 :)
Pierwsze dni 2008 roku w Paryżu, to i pierwsze odwiedziny :) standardowo – pełna konspiracja, czyli jeden wielki podziw :) tym razem ludzie Adama – Mikołaj i Cristina

Żeby nie było – kilka fotek udało się trzasnąć. Głównie im – ale na jednej także i ja się znalazłem (o dziwo – na swoim własnym łóżku – oczywiście niepościelonym :)).

No – to zapraszam na Paris A.D. 2008 oczyma turystów :)








M.

Żeby nie było – kilka fotek udało się trzasnąć. Głównie im – ale na jednej także i ja się znalazłem (o dziwo – na swoim własnym łóżku – oczywiście niepościelonym :)).

No – to zapraszam na Paris A.D. 2008 oczyma turystów :)







M.
niedziela, grudnia 09, 2007
Niedziela - krótka, a jednocześnie długa...
W niedziele dzień był dość krótki... Zanim udało się zwlec z łóżka, zanim śniadanie, zanim to, zanim tamto, to tak zeszło. Potem wyprawa na Pere Lachaise, czyli najsłynniejszy paryski cmentarz. Foty – jak każdy widzi...



... niewiele, bo dwóch osłów, mając 8 (słownie: osiem) baterii do dyspozycji, nie naładowało żadnej. Ale nic to.
Potem sushi.


Chyba powinienem w naszej Wasabi dostać jakąś zniżkę z uwagi na ilość przyprowadzanych tam ludzi.
Dzień skończył się dość wcześnie – a cezurą będzie tutaj chyba kolacja. Potem kolejna wyprawa na Parna... przepraszam, Montmartre :P

Droga była długa, ale za to ciekawa. Po drodze czekało nas parę dziwnych sytuacji, jak np. zatarasowanie naszego zaułku.



Po dojściu na wzgórze...

...parę razy cyknęliśmy...



... po czym w trakcie powrotu nawet aparat stwierdził, że byliśmy już bardzo niewyraźni i rozmazani.

M.



... niewiele, bo dwóch osłów, mając 8 (słownie: osiem) baterii do dyspozycji, nie naładowało żadnej. Ale nic to.
Potem sushi.


Chyba powinienem w naszej Wasabi dostać jakąś zniżkę z uwagi na ilość przyprowadzanych tam ludzi.
Dzień skończył się dość wcześnie – a cezurą będzie tutaj chyba kolacja. Potem kolejna wyprawa na Parna... przepraszam, Montmartre :P

Droga była długa, ale za to ciekawa. Po drodze czekało nas parę dziwnych sytuacji, jak np. zatarasowanie naszego zaułku.



Po dojściu na wzgórze...

...parę razy cyknęliśmy...



... po czym w trakcie powrotu nawet aparat stwierdził, że byliśmy już bardzo niewyraźni i rozmazani.

M.
sobota, grudnia 08, 2007
Wigilia w PANie
W sobote rano, w jednym z pokoi, w trakcie cosobotniej inspekcji, udało nam się sfotografować taki oto arsenał...

W zasadzie cały dzień minął na przygotowaniach do Wigilii w PANie. Pracowali wszyscy – no, powiedzmy, prawie wszyscy. Niektórzy gotowali...

... inni służyli jako służby outsourcingowe wykonując czarną robotę...

... a inni jeszcze w ogóle nic nie robili – udając że przygotowują... :P


W ogóle, niektóre stroje wprawiały wszystkich w bardzo świąteczną atmosferą (see da teeshirt!!!)...

W ogóle, w ciągu ostatniej godziny robota naprawdę zaczęła palić się w rękach...





... a niektórym sprawiała też niekłamaną przyjemność.

Zresztą – rezultaty też przeszły najśmielsze oczekiwania największych optymistów :)


W ogóle, cały event był niezły – i nawet kolędy leciały. Co prawda, albo takie z wrzuty.pl (profanacja do potęgi entej), albo takie śpiewane przez BSB (dla niewiedzących – tak tak – BackStreet Boys – tutaj no comment) – ale były.

A na sam koniec ujawniła się piękna cecha charakteru naszych PANowskich kobiet (ponoć w genach to mają...), co wywołało normalne zachowanie mężczyzn. Osohozi?? Panie w tle, Panowie na pierwszym planie...

A na sam koniec niektórym to w ogóle zebrało się na jakieś strasznie poważne rozmowy...

m.

W zasadzie cały dzień minął na przygotowaniach do Wigilii w PANie. Pracowali wszyscy – no, powiedzmy, prawie wszyscy. Niektórzy gotowali...

... inni służyli jako służby outsourcingowe wykonując czarną robotę...

... a inni jeszcze w ogóle nic nie robili – udając że przygotowują... :P


W ogóle, niektóre stroje wprawiały wszystkich w bardzo świąteczną atmosferą (see da teeshirt!!!)...

W ogóle, w ciągu ostatniej godziny robota naprawdę zaczęła palić się w rękach...





... a niektórym sprawiała też niekłamaną przyjemność.

Zresztą – rezultaty też przeszły najśmielsze oczekiwania największych optymistów :)


W ogóle, cały event był niezły – i nawet kolędy leciały. Co prawda, albo takie z wrzuty.pl (profanacja do potęgi entej), albo takie śpiewane przez BSB (dla niewiedzących – tak tak – BackStreet Boys – tutaj no comment) – ale były.

A na sam koniec ujawniła się piękna cecha charakteru naszych PANowskich kobiet (ponoć w genach to mają...), co wywołało normalne zachowanie mężczyzn. Osohozi?? Panie w tle, Panowie na pierwszym planie...

A na sam koniec niektórym to w ogóle zebrało się na jakieś strasznie poważne rozmowy...

m.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









