Od dziś zostałem człowiekiem bezdomnym. Tzn. dom mam, kupiłem jakiś czas temu. Ale jestem bez zameldowania. Ostatecznie porzuciłem zameldowanie w KK – i czas stać się krakusem z zameldowania (krakusem z krwi i kości ani nigdy nie będę, ani tym bardziej nie chciałbym być :P).
Tak więc jestem bezdomny z domem. Na szczęście, – w razie potrzeby – nabyłem też samochód – i jestem już w nim zameldowany. Oczywiście wszystko odbywało się śladami Palisandra i jego badassa. Padł nawet pomysł, żeby owemu furaczowi nadać imię „Mariolka” (kobieca fantazja nie zna granic...) – ale storpedowałem go równie szybko, jak się pojawił...
I tyle z newsów – bo już jakiś czas się nie odzywałem. Chciałem zrobić jakąś krótką relację z pierwszej imprezy w MJ’s Mansion (dalej nikt nie zgłosił pomysłu na nazwę :P), ale nie mam dostępu do zdjęć... Może dziś, może jutro – on verra :)
m.
poniedziałek, marca 23, 2009
czwartek, lutego 26, 2009
Krótka retrospekcja z ostatnich 4 miesięcy :)
Odgrzebałem ostatnio wszystkie zdjęcia ze swojego telefonu. Wiadomo, obecnie coraz lepsze namiastki cyfrówek powstają – i przy dobrym oświetleniu fotki wychodzą naprawdę godne. No więc – retrospekcja wszystkiego tego, co nie zostało w swoim czasie udokumentowane na blogu – a o czym warto byłoby napomknąć.
Relacja była już niejedna – zarówno na tym blogu, jak i wyryta w Palisandrze
Anyway – telefon też był w ruchu. Poniżej:
.jpg)
.jpg)
...jest nie tylko na rynku w Krakowie – znajduje się też w europejskim centrum bankowo- finansowym na Canary Wharf. Ale – u nich jest mniejsza, i nie można wejść do środka wystawiając łba przez oko :P
.jpg)
Prawie, jak dworzec PKP w Katowicach :P
.jpg)
Obok Guinessów, Stelli, Fostersów, Kronenbergów i innych cudów – takie oto piweczka... :)
.jpg)
Jakoś Rondo 1 bardziej mi imponuje :P ale nie pogardziłbym i tym :)
To akurat ciekawa relacja. Zawsze wiedziałem, że jestem przystojny i mam w sobie to „coś” :P (cytując klasyka – „co rano przecież budzę się przystojniejszy – a dziś to już w ogóle przesadziłem :P”) – ale tego się nie spodziewałem. W ramach urodzinowych uciech umówiłem się z pewną kobietą. Jakież było moje zdziwienie, gdy na nasze spotkanie przyprowadziła... dwie koleżanki :D a to nie koniec... Stwierdziły, że poza upojnym wieczorem :p dadzą mi coś, co pozwoli mi je zapamiętać na dłużej. Dodam jeszcze – brunetka, blondynka i ruda... I dostałem ich symbole :D foty z dnia następnego – po wspólnym, upojnym wieczorze, następnego dnia wyglądały na lekko sfatygowane – ale to tylko dodało im uroku :) zapamiętam :)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Ostatnio trochę się tam poszwendałem. Nie jakoś wybitnie turystycznie – ale warto było połazić na pierogi, naleśniki – czy ogólnie popróbować byłej – tym razem pruskiej – architektury. A tak szczegółowo:
.jpg)
.jpg)
Byłem tam w 2001 r. – było zupełnie inaczej, niż teraz. Fajnie, ale inaczej.
.jpg)
taka toruńska leżąca na rynku głowa. Wszyscy na niego włażą i robią sobie zdjęcia. Taki zwykły, poczciwy osiołek :)
.jpg)
Tego Niemca przedstawiać chyba nie trzeba :P
.jpg)
.jpg)
absolutny wypas. Jeśli macie trochę gotówki (ale niekoniecznie liczonej w tysiącach) i chcecie zasmakować luksusu – polecam na weekend. Doznania niesamowite :)
.jpg)
Ot, zwykły Nissan. Zwykły... albo i niezwykły :P
.jpg)
Naleśniki najlepsze na świecie

Tatus :)

To w tych odległych czasach, kiedy nie było tam jeszcze moich włości :P

Szczególnej uwadze polecam napis na kartce :P


Już nawet nie mam „budki z hot-dogami”, tylko „Pommes a la carte. Freunde durch gutes essen” :(

Nie wiem dlaczego, ale jakoś wybitnie mi się zdjęcie podoba.

w końcu każdemu może „opaść pianka” :P
---
m.
1. Londyn ‘08
Relacja była już niejedna – zarówno na tym blogu, jak i wyryta w Palisandrze
Anyway – telefon też był w ruchu. Poniżej:
A. Moje byłe miejsce pracy – THE PAVEMENT
.jpg)
B. Głowa Mitoraja ...
.jpg)
...jest nie tylko na rynku w Krakowie – znajduje się też w europejskim centrum bankowo- finansowym na Canary Wharf. Ale – u nich jest mniejsza, i nie można wejść do środka wystawiając łba przez oko :P
C. Peron kolejowy na lotnisku.
.jpg)
Prawie, jak dworzec PKP w Katowicach :P
D. Półka sklepowa w podlondyńskim hipermarkecie.
.jpg)
Obok Guinessów, Stelli, Fostersów, Kronenbergów i innych cudów – takie oto piweczka... :)
E. No i budynek czterech największych angielskich lawfirms.
.jpg)
Jakoś Rondo 1 bardziej mi imponuje :P ale nie pogardziłbym i tym :)
2. Urodziny
To akurat ciekawa relacja. Zawsze wiedziałem, że jestem przystojny i mam w sobie to „coś” :P (cytując klasyka – „co rano przecież budzę się przystojniejszy – a dziś to już w ogóle przesadziłem :P”) – ale tego się nie spodziewałem. W ramach urodzinowych uciech umówiłem się z pewną kobietą. Jakież było moje zdziwienie, gdy na nasze spotkanie przyprowadziła... dwie koleżanki :D a to nie koniec... Stwierdziły, że poza upojnym wieczorem :p dadzą mi coś, co pozwoli mi je zapamiętać na dłużej. Dodam jeszcze – brunetka, blondynka i ruda... I dostałem ich symbole :D foty z dnia następnego – po wspólnym, upojnym wieczorze, następnego dnia wyglądały na lekko sfatygowane – ale to tylko dodało im uroku :) zapamiętam :)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
3. Toruń
Ostatnio trochę się tam poszwendałem. Nie jakoś wybitnie turystycznie – ale warto było połazić na pierogi, naleśniki – czy ogólnie popróbować byłej – tym razem pruskiej – architektury. A tak szczegółowo:
A. Krzywa Wieża
.jpg)
.jpg)
Byłem tam w 2001 r. – było zupełnie inaczej, niż teraz. Fajnie, ale inaczej.
B. Osiołek :)
.jpg)
taka toruńska leżąca na rynku głowa. Wszyscy na niego włażą i robią sobie zdjęcia. Taki zwykły, poczciwy osiołek :)
C. Nicolae Coperniculus
.jpg)
Tego Niemca przedstawiać chyba nie trzeba :P
D. Rynek
.jpg)
E. Mój hotel.
.jpg)
absolutny wypas. Jeśli macie trochę gotówki (ale niekoniecznie liczonej w tysiącach) i chcecie zasmakować luksusu – polecam na weekend. Doznania niesamowite :)
F. Samochód przy rynku.
.jpg)
Ot, zwykły Nissan. Zwykły... albo i niezwykły :P
G. Manekin
.jpg)
Naleśniki najlepsze na świecie
4. Misc – czyli bigos na winie (co sie nawinie, to będzie :P)
A. Piknik nad jeziorem rożnowskim.

Tatus :)

To w tych odległych czasach, kiedy nie było tam jeszcze moich włości :P
B. Rozmowny Wacuś.

Szczególnej uwadze polecam napis na kartce :P
C. Dowód na to, że Niemcy przejmują woj. Opolskie jako siedemnasty land.


Już nawet nie mam „budki z hot-dogami”, tylko „Pommes a la carte. Freunde durch gutes essen” :(
D. Ruda na parapecie.

Nie wiem dlaczego, ale jakoś wybitnie mi się zdjęcie podoba.
E. A tu „zmęczone piwo” :)

w końcu każdemu może „opaść pianka” :P
---
m.
sobota, lutego 21, 2009
Prawda medialna
Ponoć istnieją 3 rodzaje prawd: zwykła prawda, szczera prawda i gówno prawda. Poniżej dowód, że jest też i czwarty rodzaj prawdy - tzw. prawda medialna. Mi ręce opadły - pozostawię bez komentarza,,,
m.
czwartek, lutego 19, 2009
Prognoza na najbliższe dni
Jaki dziś dzień??? Nie, nie Tłusty Czwartek. Znaczy się - Tłusty Czwartek też. Dziś natomiast inny dzień – dużo ważniejszy. 19 lutego 2009. Jeśli dalej nikt nie kojarzy – see plakat.

W zeszłym roku było naprawdę zajebiście – w tym roku – choć w mocno okrojonym składzie – mam nadzieję, że też tak będzie. Jeśli w najbliższych dniach będą jakieś trudności, żeby się ze mną skontaktować, dogadać, przemówić, namówić – wybaczcie :)

W zeszłym roku było naprawdę zajebiście – w tym roku – choć w mocno okrojonym składzie – mam nadzieję, że też tak będzie. Jeśli w najbliższych dniach będą jakieś trudności, żeby się ze mną skontaktować, dogadać, przemówić, namówić – wybaczcie :)
środa, lutego 18, 2009
Czyszki w USA
W ramach rekomendacji - polecam blog kumpla, który ożenił się, stwierdził, że młody - i warto zwiedzać swiat - i pojechał do USA. Sporo można się dowiedzieć o życiu młodych imigrantów za wielką wodą. Na szczęscie póki co wygląda lepiej niż w "Szczesliwego Nowego Jorku" :)
m.
PS: o krótkich wycieczkach innego Palisandra - co to jeździł po Stanach w te i wewte (chyba tak się to pisze) - można poszukać m.in. tutej i tutej.
m.
PS: o krótkich wycieczkach innego Palisandra - co to jeździł po Stanach w te i wewte (chyba tak się to pisze) - można poszukać m.in. tutej i tutej.
poniedziałek, lutego 16, 2009
Kryzys
Kryzys w swiatowej gospodarce - to i na blogu kryzys. Połowa miesiąca minęła, a tu z reklamy kontekstowej ledwo 36 centów udało się szarpnąć. Czyli jakąs złotówkę. Nie ma wypasu - chyba trza przeczekać... :( jednym słowem - w czasie kryzysu będzie też prohibicja...
m.
PS: na szczęscie - od początku korzystania z reklam udało się zarobić 63 dolce - szkoda tylko, że w pierwszym miesiącu było to ponad 25 baksów, a w ostatnim ledwo 3... może stworzę sobie innego bloga, skoro ten już wygląda na wypalony??
m.
PS: na szczęscie - od początku korzystania z reklam udało się zarobić 63 dolce - szkoda tylko, że w pierwszym miesiącu było to ponad 25 baksów, a w ostatnim ledwo 3... może stworzę sobie innego bloga, skoro ten już wygląda na wypalony??
niedziela, lutego 15, 2009
Bajka o szukaniu sprawiedliwości, czyli mało oglądania, a dużo czytania.
Tym razem krótka bajka o tym, czym się zajmuję w pracy. Wybaczcie uproszczenia i brak szczegółów – ale opowieść sama z siebie jest ciekawa, morał jeszcze ciekawszy – a dane nikomu nie są potrzebne. W końcu – muszę chronić zarówno informacje dotyczące stron, jak i co do tego, o co chodziło. Ale ogólny motyw i dialogi uniwersalne i ponadczasowe :)
Był sobie Pan X, któremu Pan Y zrobił bardzo źle (lub – inaczej - nie zrobił mu dobrze :P). Pan X zdenerwował się na Pana Y – postraszył mailami i paroma anonimowymi telefonami. Anonimowymi o tyle, że Pan Y z kontekstu wiedział, któż to dzwoni. A że Pan Y twardzielem był, toteż olał Pana X, jego telefony, maile etc. Tzn. może nie do końca olał – ale zupełnie się nimi nie przejął. W każdym razie – Pan X. usłyszał, że jest sobie taki jeden sąd polubowny – i że tam można wszystko załatwić tanio, szybko i skutecznie. Jako cywilizowany człowiek napisał więc do tego sądu maila w stylu: „ja jestem dobry człowiek, Y jest bardzo zły, Y zrobił mi wielkie skurw****ństwo – pomóżcie”. Sąd do niego – ale daj jakieś dowody, napisz po ludzku, o co Ci chodzi, wnieś odpowiednią opłatę – i wtedy my to wyślemy do arbitra, który rozstrzygnie, czy rzeczywiście Y jest świnią.
X był człowiekiem dość dziwnym. Dał jakiemuś mało znającemu się prawnikowi do napisania pismo do sądu, sam napisał, co się dokładnie wydarzyło (żeby było taniej), wysłał jakieś tam kwity (część zupełnie od czapy – jakby losowo wybrane z dokumentacji firmy). O opłacie oczywiście zapomniał (a przynajmniej domniemujemy, że zapomniał, przecież jest to człek uczciwy).
Wysłał do sądu po 5 miesiącach od odpowiedzi sądu, co powinien zrobić. Po trzech dniach z mordą do sądu, dlaczego sprawa jeszcze nie rozstrzygnięta??? Przecież miało być szybko, tanio i skutecznie. Oczywiście sąd odpisał, że w zasadzie, to nie bardzo wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi, nie zapłacił opłaty i w ogóle – fajnie byłoby, gdyby przynajmniej napisał, co chciałby od Pana Y. I jak X napisze to wszystko i wpłaci kasę, to sąd odezwie się do Pana Y – i będzie rozprawa. X odpowiedź z sądu odebrał – i na 3 miesiące zapadł się pod ziemię.
Po tychże trzech miesiącach X – jakby wyrwany ze snu zimowego – że on oczywiście chce Y z torbami posłać, że dał prawnikowi pismo do przeczytania – i prawnik mówi, że tak ma być. Że wszystko jest dobrze. I że wpłacił pieniądze.
No to sąd (sekretarz sądu) stwierdził, że nie ma się co kopać z koniem. Skoro Pan X wie lepiej, że jest dobrze, tak jak jest – to dał sprawę arbitrowi do rozstrzygnięcia.
Arbiter dostał wszystkie kwity, przeczytał z uwagą z 5 razy, przejrzał dowody, rozdziawił paszczę i wybełkotał: „A f zasacie, Panie iks, to oso Panu hozi??”. Zapytał raz – Pan X nic. No więc arbiter napisał jeszcze raz – że jak Pan X nie odpowie mu, czego on dokładnie chce, to arbiter rozstrzygnie wg tego, co dostał.
Zgadnijcie, Pan X odpowiedział, czy kolejny sen zimowy mu się trafił?? Tak, zgadliście, przepadł jak kamień w wodę. A że arbitra wiążą pewne zasady postępowania (regulamin rozstrzygania spraw, zobowiązania wobec sprawiedliwości – i ogólnie ślepej temidy – toteż rozstrzygnął). I powiedział salomonowo, że
Mądry arbiter wyrok przesłał do sądu (sekretariatu), do Pana X i do Pana Y. Jako, że wszystkie terminy do zaskarżania, wnioskowania i bóg wie czego jeszcze minęły – arbiter o sprawie zapomniał. Nie minęło 5 miesięcy – a tu co?? A tu skrzywdzony Pan X pisze:
Morał wyciągnijcie sami :) W końcu każdy ma prawo do własnej wersji „prawdy oczywistej” – oczywiście opartej na faktach autentycznych :)
m.
Był sobie Pan X, któremu Pan Y zrobił bardzo źle (lub – inaczej - nie zrobił mu dobrze :P). Pan X zdenerwował się na Pana Y – postraszył mailami i paroma anonimowymi telefonami. Anonimowymi o tyle, że Pan Y z kontekstu wiedział, któż to dzwoni. A że Pan Y twardzielem był, toteż olał Pana X, jego telefony, maile etc. Tzn. może nie do końca olał – ale zupełnie się nimi nie przejął. W każdym razie – Pan X. usłyszał, że jest sobie taki jeden sąd polubowny – i że tam można wszystko załatwić tanio, szybko i skutecznie. Jako cywilizowany człowiek napisał więc do tego sądu maila w stylu: „ja jestem dobry człowiek, Y jest bardzo zły, Y zrobił mi wielkie skurw****ństwo – pomóżcie”. Sąd do niego – ale daj jakieś dowody, napisz po ludzku, o co Ci chodzi, wnieś odpowiednią opłatę – i wtedy my to wyślemy do arbitra, który rozstrzygnie, czy rzeczywiście Y jest świnią.
X był człowiekiem dość dziwnym. Dał jakiemuś mało znającemu się prawnikowi do napisania pismo do sądu, sam napisał, co się dokładnie wydarzyło (żeby było taniej), wysłał jakieś tam kwity (część zupełnie od czapy – jakby losowo wybrane z dokumentacji firmy). O opłacie oczywiście zapomniał (a przynajmniej domniemujemy, że zapomniał, przecież jest to człek uczciwy).
Wysłał do sądu po 5 miesiącach od odpowiedzi sądu, co powinien zrobić. Po trzech dniach z mordą do sądu, dlaczego sprawa jeszcze nie rozstrzygnięta??? Przecież miało być szybko, tanio i skutecznie. Oczywiście sąd odpisał, że w zasadzie, to nie bardzo wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi, nie zapłacił opłaty i w ogóle – fajnie byłoby, gdyby przynajmniej napisał, co chciałby od Pana Y. I jak X napisze to wszystko i wpłaci kasę, to sąd odezwie się do Pana Y – i będzie rozprawa. X odpowiedź z sądu odebrał – i na 3 miesiące zapadł się pod ziemię.
Po tychże trzech miesiącach X – jakby wyrwany ze snu zimowego – że on oczywiście chce Y z torbami posłać, że dał prawnikowi pismo do przeczytania – i prawnik mówi, że tak ma być. Że wszystko jest dobrze. I że wpłacił pieniądze.
No to sąd (sekretarz sądu) stwierdził, że nie ma się co kopać z koniem. Skoro Pan X wie lepiej, że jest dobrze, tak jak jest – to dał sprawę arbitrowi do rozstrzygnięcia.
Arbiter dostał wszystkie kwity, przeczytał z uwagą z 5 razy, przejrzał dowody, rozdziawił paszczę i wybełkotał: „A f zasacie, Panie iks, to oso Panu hozi??”. Zapytał raz – Pan X nic. No więc arbiter napisał jeszcze raz – że jak Pan X nie odpowie mu, czego on dokładnie chce, to arbiter rozstrzygnie wg tego, co dostał.
Zgadnijcie, Pan X odpowiedział, czy kolejny sen zimowy mu się trafił?? Tak, zgadliście, przepadł jak kamień w wodę. A że arbitra wiążą pewne zasady postępowania (regulamin rozstrzygania spraw, zobowiązania wobec sprawiedliwości – i ogólnie ślepej temidy – toteż rozstrzygnął). I powiedział salomonowo, że
„w zasadzie, to może i Pan X ma rację, a Pan Y jest ogólnie bandytą i to skurw***ństwo Panu X zrobił. Ale kwitów przesłanych sądowi to ta nieuczciwość za cholerę nie wynika. Co więcej, Pan X twierdzi, że jest właścicielem telewizora (było trochę inaczej, ale przyjmijmy, że chodzi o telewizor) – i że Y mu ten telewizor zabrał. Tylko, że jako dowodem, że X jest właścicielem telewizora jest umowa sprzedaży kabla i anteny do tegoż właśnie sprzętu. Więc skoro sąd nie wie, czy X właścicielem tego telewizora był, to jak może zabrać ten telewizor Panu Y i oddać go X? Przecież każdy może kupić sobie antenę i kabel i twierdzić, że jest właścicielem spornego telewizora”.
Mądry arbiter wyrok przesłał do sądu (sekretariatu), do Pana X i do Pana Y. Jako, że wszystkie terminy do zaskarżania, wnioskowania i bóg wie czego jeszcze minęły – arbiter o sprawie zapomniał. Nie minęło 5 miesięcy – a tu co?? A tu skrzywdzony Pan X pisze:
„Orzeczenie które otrzymaliśmy zawiera tak dużą ilość błędów merytorycznych, faktograficznych, błędnych analiz i zwykłego bajania, że nie możemy uznać czegoś takiego, za stan faktyczny, czyli prawdę oczywistą”.
Morał wyciągnijcie sami :) W końcu każdy ma prawo do własnej wersji „prawdy oczywistej” – oczywiście opartej na faktach autentycznych :)
m.
sobota, lutego 14, 2009
Pierwsza rocznica
Dziś pierwsza rocznica. Czas przeleciał nieubłagalnie szybko, ale i tak wydarzyło się naprawdę wiele. Tak jak myślałem, nic już nie będzie takie samo :D
Czego rocznica?? No na pewno nie Walentynek... :) Pierwsza rocznica powrotu z Paryża oraz wprowadzenia się na Kolberga. Pierwsza rocznica takiego prawdziwego zakończenia okresu studenckiego.
Bez zbędnych frazesów – choć wiele ich się ciśnie na myśl, że minął już rok. Od czasu powrotu w moim życiu sporo się zmieniało. Od czasu zamieszkania – mieszkanie również mocno się zmieniło. Podsumowania i bilans utajnione :)
m.
PS: co prawda sprawiedliwosci dziejowej na swiecie nie ma, jednak naukowa jak najbardziej :) egzaminy na ten semestr zakończone, teraz czas na pisanie pracy (tak, Droga Zuzo, piszę :P) - i skończyć tą szescioletnią tułaczkę w cholerę :P
Czego rocznica?? No na pewno nie Walentynek... :) Pierwsza rocznica powrotu z Paryża oraz wprowadzenia się na Kolberga. Pierwsza rocznica takiego prawdziwego zakończenia okresu studenckiego.
Bez zbędnych frazesów – choć wiele ich się ciśnie na myśl, że minął już rok. Od czasu powrotu w moim życiu sporo się zmieniało. Od czasu zamieszkania – mieszkanie również mocno się zmieniło. Podsumowania i bilans utajnione :)
m.
PS: co prawda sprawiedliwosci dziejowej na swiecie nie ma, jednak naukowa jak najbardziej :) egzaminy na ten semestr zakończone, teraz czas na pisanie pracy (tak, Droga Zuzo, piszę :P) - i skończyć tą szescioletnią tułaczkę w cholerę :P
Seksomurarski tekst piosenki
Jako, że zbliża sie swięto seksu murarzy (Walętynki), wypadałoby podążyć za trendem i zaktualizować bloga choć trochę. Po raz kolejny fragment tekstu A. Ziemianina - będzie się blog lepiej w Google'u pozycjonował :)
m.
Ślady Twoje zasypało
w śniegu całkiem się zgubiły
szukać trudno - wszędzie biało
czekać - też nad moje siły
Gdzie Cię poniosło na tych saniach
co Ci się stało w środku zimy
a jeszcze latem byłaś ze mną
czy w Twoje życie wszedł ktoś inny?
Między nami tyle śniegu
Między nami tyle lodu
Czy trafimy znów na siebie?
W naszych oknach szyby chłodu
Może wiosna Cię odmieni
Może lato da zapomnieć
Czekam tylko do jesieni
Więc przypomnij sobie o mnie
Mam po Tobie listów kilka
i krzyżówkę bez dwóch haseł
pięć biletów - tramwajowych
pewnie dzisiaj też nie zasnę
bo wciąż w myślach biję się z sobą
gdybyś dziś znów stanęła na progu
ze śniegu pewnie bym się otrzepał
i dziękował sam nie wiem komu
m.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
