Czas znowu trochę popisać – bo blog to nie perz, nie urośnie sam :) akurat siedzę sobie – zapewne po raz ostatni w tym roku – na włościach, kaloryfer grzeje, za oknem śnieg wali jak w Rocky IV (ten na Syberii) – a ja pod kocykiem, na włochatej skórze z owcy, na pięterku, na moim ulubionym łóżku klik klik klik – stukam w komputer :) obok browarek – nie za zimny, nie za ciepły – ot, taki chłodny jesienny wieczór. Jeszcze brakuje kominka i wesoło skaczących iskierek :)
Anyway – coś miałem napisać. Nawet ostatnio mi się sporo tematów zebrało, żeby popisać – ale jakoś tak zawsze jest coś do roboty. A to praca, a to obiad, a to TV (po raz pierwszy na stałe od 6 lat – ale abonentu nie mam zamiaru płacić :P) – i mija czas jak z bicza strzelił. No ale...
Jednym z tematów, który ostatnio dość mocno mnie poruszył, szczególnie w kontekście 1 listopada – to śmierć Jana Wejcherta. Może nie poruszyła mnie jakoś dogłębnie jego strata (bo poza tym, że wiedziałem kim jest, to niewiele więcej :P), ale poruszyły mnie wszystkie te komentarze po jego śmierci. Był obrzydliwie bogaty, ale jednocześnie nie spotkałem nigdzie ani pół komentarza dotyczącego jego bogactw. Owszem, mówili wszyscy o tym, że się dzielił, że mógł realizować swoje plany, że pomagał. Jednocześnie wszyscy mówią o nim jako o „założycielu koncernu ITI”, a nie jako „3 na liście najbogatszych Polaków”. Nikt nie mówi o jakichkolwiek jego nieczystych zagraniach w biznesie (a pewnie takie były, choć oczywiście nic o tym nie wiem), o tym że coś zrobił złego. I to wśród swoich – gdzie plota goni plotę, afera aferę, a każdy tylko patrzy, żeby komuś dopieprzyć. Wiem, że o zmarłych nie należy mówić niedobrze. Ale w tym przypadku wszyscy zupełnie odrywają od niego jego role społeczne, codzienne maski i funkcje, i widzą w nim tylko człowieka. Tylko, a może i aż.
m.
PS: wpis ot tak, na dobry początek. Pewnie trochę melancholijny, żeby pokazać niektórym, że też taki potrafię być :P
czwartek, listopada 12, 2009
piątek, października 30, 2009
Reaktywacja po raz enty
tym razem z lekkiego uspienia - ale spróbuję co nieco popisać, żeby nie było, że się lenię. Na początek - pewien goodnews :)


m.


m.
piątek, października 02, 2009
wtorek, września 29, 2009
poniedziałek, września 28, 2009
Time is money :)
Niniejszym ogłaszam, że po ponad roku prowadzenia reklam na blogu udało mi się zarobić 99,50 USD. Oznacza to, że jeszcze tylko 50 centów – i majątek zostanie wypłacony w październiku :) na różnych rzeczach już zarabiałem w życiu (bez skojarzeń :P) – ale pieniądze za reklamę są wyjątkowo przyjemne :D
m.

PS: ciekawe, czy te 50 centów uda się zebrać do końca wrzesnia :)
m.

PS: ciekawe, czy te 50 centów uda się zebrać do końca wrzesnia :)
środa, września 16, 2009
Znowu parę słów o sobie...
...tym razem kolejny raz wymądrzam się na łamach prasy. Artykuł pod filozoficznym tytułem „Kto za to zapłaci?” i opatrzony dziwnym obrazkiem można przeczytać m.in. w bieżącym wydaniu ComputerWorld.

Dla skomputeryzowanych – pełny artykuł pod niniejszym linkiem :)
m.

Dla skomputeryzowanych – pełny artykuł pod niniejszym linkiem :)
m.
...choć i tak nic nie przebije tego :)
Jak zobaczyłem - to normalnie się wzruszyłem - jak pięknie i profesjonalnie wykonano plakat reklamujący kolejną październikową konferencję, na której mam wystąpić :)
zresztą - sami zobaczcie :)

m.
PS: na tej konferencji towarzystwo współwykładających jest naprawdę doborowe. Wsród prelegentów znaleźć można takich specjalistów, jak choćby mec. Tadeusza Piątka, Andrzeja Krasuskiego czy Elżbietę Murzyn :)
zresztą - sami zobaczcie :)

m.
PS: na tej konferencji towarzystwo współwykładających jest naprawdę doborowe. Wsród prelegentów znaleźć można takich specjalistów, jak choćby mec. Tadeusza Piątka, Andrzeja Krasuskiego czy Elżbietę Murzyn :)
wtorek, września 15, 2009
Dni mijają, dni tygodnie, za miesiącem miesiąc leci...
Jest już chyba wszem i wobec wiadome, że ostatnimi czasy zostałem Matkiem Polkiem w mieszkaniu na Włodarzewskiej :) MAtkiem –Polkiem, czyli w wolnych chwilach sprzątam, piorę i gotuję... :)
.jpg)
A tak poza tym - to jeszcze na pełen etat pracuję i zbawiam świat... No jokes – tak właśnie jest :P
No ale, jak już gotuję, to i zawieram nowe przyjaźnie... Tym razem chciałbym Was przedstawić Mister Czikenowi. Oto on – wyluzowany w swoim prywatnym jacuzzi – choć wygląda, jakby trochę stracił głowę przed obiektywem....
.jpg)
A teraz nawet pozbawiony gaci i z kaskiem na głowie...
.jpg)
i po łaźni fińskiej....
.jpg)
Jak widać, w wysokiej temperaturze Mister Cziken zareagował jak Lepper na władzę - zbrązowiał :P
na szczęście dorzuciłem mu parę pysznych kartofelków - i było gites :)
.jpg)
No w każdym razie, skoro zniszczyliśmy Mister Czikena – toteż przyszło nam zapłacić za to słony rachunek...

I tak to ostatnio życie płynie.
m.
PS: do wielkiej Włodarzewska A.D.2009 Party pozostało niecałe 120h!!!!
.jpg)
A tak poza tym - to jeszcze na pełen etat pracuję i zbawiam świat... No jokes – tak właśnie jest :P
No ale, jak już gotuję, to i zawieram nowe przyjaźnie... Tym razem chciałbym Was przedstawić Mister Czikenowi. Oto on – wyluzowany w swoim prywatnym jacuzzi – choć wygląda, jakby trochę stracił głowę przed obiektywem....
.jpg)
A teraz nawet pozbawiony gaci i z kaskiem na głowie...
.jpg)
i po łaźni fińskiej....
.jpg)
Jak widać, w wysokiej temperaturze Mister Cziken zareagował jak Lepper na władzę - zbrązowiał :P
na szczęście dorzuciłem mu parę pysznych kartofelków - i było gites :)
.jpg)
No w każdym razie, skoro zniszczyliśmy Mister Czikena – toteż przyszło nam zapłacić za to słony rachunek...

I tak to ostatnio życie płynie.
m.
PS: do wielkiej Włodarzewska A.D.2009 Party pozostało niecałe 120h!!!!
piątek, września 11, 2009
En Suisse
Dzisiaj trochę inny układ – bo nie mam zbytnio czasu, żeby przygotowywać specjalną relację. Po prostu – zdjęcia random z opisem.
Oczywiście, gwoli wprowadzenia, wyjazd służbowy do Zurichu. A w zasadzie to do Genewy - bo tak wyniało ze wszystkich dokumentów - choć tym razem Genewa przybrała postać Zurichu :)
Po pierwsze, ostatnie zdjęcie wyjazdu, czyli parkowanie na valeta na lotnisku...
.jpg)
Po drugie, mój pokój hotelowy...
.jpg)
.jpg)
Po trzecie – co można znaleźć w sklepach, czyli wszystko for dummies :P
.jpg)
.jpg)
Po czwarte – Zurich oczami (na)turysty :)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
(typowi Niemcy – poznać ich równie łatwo, jak Polaków zagranicą:P)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Po piąte – zegarki
.jpg)
(zegarek za 250k PLN...)
.jpg)
.jpg)
oraz eksponaty muzealne...
.jpg)
.jpg)
Po szóste – dziwactwa...
.jpg)
(gwoli ścisłości – dziwactwo to to kolorowe...:P)
Po siódme – mój hotel...
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Po ósme – fajne jedzenie z toalety Pani Eweliny.... (ot, takie szwajcarskie zwyczaje :P)
.jpg)
Po dziewiąte – piwo (nie z toalety, nie siki:P)
.jpg)
Wreszcie po dziesiąte – widok z karuzeli (oczywiście obsługa to Polacy:P)
.jpg)
.jpg)
I tyle z relacji by było :)
m.
Oczywiście, gwoli wprowadzenia, wyjazd służbowy do Zurichu. A w zasadzie to do Genewy - bo tak wyniało ze wszystkich dokumentów - choć tym razem Genewa przybrała postać Zurichu :)
Po pierwsze, ostatnie zdjęcie wyjazdu, czyli parkowanie na valeta na lotnisku...
.jpg)
Po drugie, mój pokój hotelowy...
.jpg)
.jpg)
Po trzecie – co można znaleźć w sklepach, czyli wszystko for dummies :P
.jpg)
.jpg)
Po czwarte – Zurich oczami (na)turysty :)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
(typowi Niemcy – poznać ich równie łatwo, jak Polaków zagranicą:P)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Po piąte – zegarki
.jpg)
(zegarek za 250k PLN...)
.jpg)
.jpg)
oraz eksponaty muzealne...
.jpg)
.jpg)
Po szóste – dziwactwa...
.jpg)
(gwoli ścisłości – dziwactwo to to kolorowe...:P)
Po siódme – mój hotel...
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Po ósme – fajne jedzenie z toalety Pani Eweliny.... (ot, takie szwajcarskie zwyczaje :P)
.jpg)
Po dziewiąte – piwo (nie z toalety, nie siki:P)
.jpg)
Wreszcie po dziesiąte – widok z karuzeli (oczywiście obsługa to Polacy:P)
.jpg)
.jpg)
I tyle z relacji by było :)
m.
czwartek, września 10, 2009
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


