Na joemonsterze pojawiają się onecizmy i fakcizmy, więc na blogu będzie kategoria "odjazdy wyszukiwarek"... Najpierw skutki własnej promocji - czyli...
Ostatnio dziwne sytuacje mi się w życiu zdarzają. nie wiem, z czego to wynika, ale albo jest to usłyszenie piosenki niemalże stworzonej na swoją rzecza, albo np. otrzymanie 3 róż. Zresztą - jakkolwiek piosnkę spiewaną tylko dla mnie zostawię - ale własną wypowiedź o 3 różach już na pewno nie pominę :) już w najbliższych dnia szykujcie się na czytanie analizy trzech róż. Oczywiscie każda inna - już teraz możecie głosować - która jest moją ulubioną - wystarczy wysłać smsa na numer 79.... :P
m.
PS: im bardziej chciałbym oddalić się od szant, tym bardziej się one do mnie zbliżają i przemawiają mądroscią życiową (pisane troche po pijaku:P, ale szczerze). vide tytuł posta - i to nie jest fragment piosenki zespołu wielbiącego "w pustej szklance pomarańcze"... :D
Myślałem, że takich czasów nie doczekam – ale jednak Polska nie jest tak totalnie zacofana :) Jestem absolutnie zaskoczony – ale z drugiej strony – news wpisuje się w moją ogólną ocenę zjawiska...
Więc chodzi o UKE – Urząd Komunikacji Elektronicznej. Większości instytucja albo w ogóle nieznana, albo znana jedynie z narzekań TePsy i operatorów komórkowych z narzekań charyzmatycznej Pani Prezes Anny Streżyńskiej. Taka osoba dość wychudzona, z dużymi okularami i bujną szopą włosów rozwianych na wszystkie strony świata. Zawsze uważałem, że to najlepiej i najsprawniej działający polski urząd. Jest to jedyna instytucja, na którą byłbym w stanie płacić dobrowolną opłatę miesięczną za jej działanie :) no więc dziś na stronie UKE wydano komunikat, iż z dniem 1 grudnia UKE prowadzi działalność informacyjną również przez.... – uwaga – GaduGadu! Absolutnie nieprawdopodobne! Nie dość, że w Polsce, to jeszcze się da. Bez konieczności narzekania na przepisy, bez konieczności biadolenia, że nie ma sprzętu odpowiedniego (i kupowania 120 tysięcy dyskietek...). Absolutny szacun!
Zgodnie ze starą świecką tradycją, na wyjazdach wypoczynkowych człowiek nie powinien zapierdzielać jak mały samochodzik, tylko wypoczywać. I jakkolwiek wiele osób tego nie rozumie – bo przecież trzeba zobaczyć te sto pięćdziesiąt tysięcy muzeów, teatrów, eventów i *** wie co jeszcze (pod kropkami można wstawić, co się chce – może być „Bóg”, może być xxx :P). No ale – do rzeczy – w Londynie powyższej praktyki niestety nie wcieliłem w życie – bo i warunków ku temu nie było...
Tak więc, w pierwszy wieczór gadaliśmy
w drugi wieczór gadaliśmy (choć mniej)
w trzeci wieczór gadaliśmy (podobnie jak w drugi dzień)
a w czwarty piliśmy piwo :)
...i tak to sobie zleciało :P
Poza tymi wyczerpującymi czynnościami trudniliśmy się też zawodem o wdzięcznej nazwie „kiper hamburgerów”
Poza tym zwiedziliśmy od środka, z dołu i z boku centrum europejskiego krachu finansowego (czyli Canary Wharf – tzw. moje wymarzone miejsce pracy... :P)
Zwiedziliśmy też wspólnie Farnbra (między innymi w sklepie i Macu:P)
...a w ostatni dzień sam zwiedzałem Londyn... Porobiliśmy też mnóstwo fotek typu Robert Biedroń i inne Jole Rutowicz (które zachowam na dysku komputera w postaci zaszyfrowanej :P)– i tyle z tego. :)
To tyle kronikarsko, o własnych przeżyciach i spostrzeżeniach w notce kolejnej...