niedziela, maja 25, 2008

Kopiec Kościuszki

Dziś wieczorem krótka i bardzo szybka relacja z odwiedzin familii w zeszły weekend. Jako część reprezentatywna – zdobywanie Kopca Kościuszki.

Najpierw familia w częściach:
1. Ja z rodzicami

 

2. Ja z dziećmi

 

W międzyczasie na fotkach z tatusiem :)

 

oraz na ławce – w czasie przerwy na nawożenie krzaków :P

 

I niech nikt się nie waży na komentarz, że w porównaniu do reszty bohaterów zdjęć wyglądam na starego :P

m.

wtorek, maja 20, 2008

Firmowy piknik majowy

Kolejna relacja zdjęciowa - tym razem firmowy piknik majowy (tym razem w maju, bo w zeszłym roku piknik majowy – tak dla odmiany – w czerwcu był :P)

Na początek zacznę od spraw całkowicie oczywistych – czyli first things first. Przedstawiam Hanię – wg mnie absolutną miss majówki.

 

Hania nie ma jeszcze nawet dwóch lat – ale na majówce zasuwała, jak persching. Wszędzie jej było pełno – a już szczególnie na zjeżdżalni (o czym za chwilę :P). Czy to z tatą, czy bez taty – wszędzie się pojawiała :) a zjeżdżała jak taka malutka kukiełka :) jestem urzeczony :)

Na pikniku – jak to na pikniku – się je, się pije, się bawi. O pierwszym i drugim wspominać nie będę (szkoda słów – i tak nie oddam wszystkiego takim, jakie było) – ale o grach jak najbardziej. Zacznijmy od JENGE – czyli troszkę bardziej uporządkowanej i bardziej trójwymiarowej wersji bierek :P

stoi sobie wieża z klocków ułożonych na krzyż warstwami – celem jest wyciąganie klocków z dołu i układanie ich na górze. I tak bez końca – aż wszystko dupnie – i wtedy po sprawie :P Niemniej – przy powadze ruchów jak w szachach, emocje wprowadza jak w paintballu :)

 

 

 

 

 

Dalej był zamek. Taki wielki, dmuchany, kolorowy. Dodatkowo z pięciometrową zjeżdżalnią. Podobno miała być to atrakcja dla dzieci... Podobno... (własnych zdjęć nie umieszczam :P)

 

 

 

 

 

 

 

W międzyczasie pojawił się mały darcik powieszony na drzewie...

 

no i oczywiście siatkówka - gdzie jak widać - czasem zasmiewalismy się do lez...

 

 

 

Poza tym niezłą zabawą było dmuchanie balonów...

 

 

a po tak intensywnie odegranym dniu, jedyną rzeczą, na którą było mnie (choć jak widać, nie tylko mnie :P) stać, było złączenie się wielkim różowym hulahopem i tzw. astronawigacja (przez pewną osobę spłycona do „pozycji dentystycznej” :P)

 

m.

PS: jak widać na powyższych obrazkach – prawnicy to też ludzie – i też „umiom” się bawić :)

niedziela, maja 18, 2008

Francuska biurokracja poległa...

Jestem genialny! A w zasadzie niekoniecznie wyłącznie ja – ale ja i Paulina Ł. razem z Beatką C. :D O co chodzi? O to, że w końcu udało mi się wydębić z francuskiego banku moje własne pieniądze – i to nie jadąc nawet do tegoż banku :) i to po 3 miesiącach od mojego wyjazdu z Paryża! A kasa niemała – bo 52 EUR (co prawda po obecnym kursie to jakaś kpina wychodzi – ale cóż) – niemniej liczy się skuteczność :) Osoby wspomagające – czyli Paulina i Beata (tutaj majstersztyk – zastraszyć bank pięciokrotnym przesłaniem jednego faksu :P) – mają u mnie browara :) w dowolnym uzgodnionym terminie :)

m.

wtorek, maja 13, 2008

Shanties 2008 z perspektywy czasu...

Trochę spóźniona relacja z Shanties 2008 (a przy okazji Zjazd Absolwentów nr 1) – ale ponoć lepiej późno niż wcale.
No więc – przyjechały dziewczyny – najpierw Paulina z Gośką, potem Aleksandra. Już tylko z tej okoliczności możecie się domyśleć, że trochę sobie podymałem…

 

(dla ludzi z kosmatymi myślami ukazuję wielkiego ozora :P a co myśleliście, że jakie będzie zdjęcie? :P)

Ale jak już tak Was rozochociłem – to zacznijmy od początku :)

Tak więc w momencie, gdy dziewuszki dojechały i dotarły w moje skromne progi – wyzwollł się w nich demon. Był to albo demon „lachona”

 

Albo „kury domowej – ale takiej fest”

 

Poza tym – czasy piratów i Jolly Rogera…

 

…że już nie wspomnę o demonie Carlosa Santany – i słynnym zawołaniu „corazon, corazon, corazon” (dodam, że jakoś muzyki była tutaj absolutnie niekestionowalna; to samo w zakresie tłumaczenia „live” utworu „corazon espinado” :P z uwagi na dobre imię niektórych osób, nie zamieszczę nagranych przeze mnie filmów… a szkoda :P).

 

Potem zwiedzanie Krakowa – ale tutaj bez jakichś tam scen (no może poza ekskluzywną Botaniką :P)

 

 

 

I tak do rana – kiedy to umarlem grając…

 

Next day od razu widać było, kto dzień wcześniej nie pił (a niektórzy – nie wymieniając mojej ulubionej śląskiej koleżanki – nawet nie wypili 4 zgrzewek :P)


 

Poza tym – nawet byliśmy na koncercie – i trza przyznać, że dawali czadu :)

 

A wieczorem wycieczka na Kazimierz – przede wszystkim na zapiekanki :)

 

A na sam koniec coś dla Krzysia – na pewno będzie dumny, ze nawet na południu znajdują się jego ziomale :)

 

m.

poniedziałek, maja 12, 2008

Negotiation Workshop

Poniżej kilka fotek z Negotiation Workshop. Te czarno – białe wyglądają naprawdę profesjonalnie – a my na nich jak prawdziwi multi-milion dollar lawyers :)

Our Buyer's Team
 

Sytuacja patowa
 

Komputerowcy
 

Konsternacja
 

Final countdown
 

Przyjacielskie zdjęcie na zakończenie
 

m.

Wszetrop

Niestety - już swiętej pamięci... Wszetrop.

 

 

 


M.

niedziela, maja 11, 2008

Komputerowe porządki

Człowiek porządkując własny komputer (co ewidentnie oznacza, że zaczął się okres sesyjny i robię wszystko, żeby się tylko nie uczyć :P) może trafić na bardzo ciekawe foty. Tym razem 3 – może widzieliście je kiedyś – ale na wszelki wypadek wrzucam – a nuź kogoś natchnie (w końcu maj :P)




A przy okazji – przejrzalem parę katalogów własnych fotek – poczynając od marca 2003 (wtedy to dostałem mój już ś.p. aparat cyfrowy). Foty mają w oryginale po 2 mp – co w chwili obecnej stawia je w środku rankingu w porównaniu z aparatami zainstalowanymi w komórkach :P niemniej aparat i tak jest o tyle cudowny – że towarzyszył mi w wielu najlepszych chwilach. No więc- tym razem ja na plaży we włoszech – wiek 18 lat (czyli piękny i młody :P)


I jak pewnie większość z Was jest w szoku – miałem włosy !!!! :P Tak – a to jest na dodatek zdjęcie jakoś z 6 dni przed moją maturą – czyli włosy zapuszczane od studniówki (na oko wychodzi mi, że mają ok. 100 dni) :P Żeby nie było – że jestem przesądny – włosy ściąłem dzień przed maturą (jakby się noga powinęła – byłoby na co zgonić; a była spora szansa na to – bo 3 tyg. przed maturą – zamiast się uczyć jak Pan Bóg przykazał – pojechałem sobie na 2 tyg wycieczkę na Sycylię :P jak się bawić, to się bawić – drzwi tititi, nowe wstawić :P).

M.