Kolejna relacja zdjęciowa - tym razem firmowy piknik majowy (tym razem w maju, bo w zeszłym roku piknik majowy – tak dla odmiany – w czerwcu był :P)
Na początek zacznę od spraw całkowicie oczywistych – czyli first things first. Przedstawiam Hanię – wg mnie absolutną miss majówki.
Hania nie ma jeszcze nawet dwóch lat – ale na majówce zasuwała, jak persching. Wszędzie jej było pełno – a już szczególnie na zjeżdżalni (o czym za chwilę :P). Czy to z tatą, czy bez taty – wszędzie się pojawiała :) a zjeżdżała jak taka malutka kukiełka :) jestem urzeczony :)
Na pikniku – jak to na pikniku – się je, się pije, się bawi. O pierwszym i drugim wspominać nie będę (szkoda słów – i tak nie oddam wszystkiego takim, jakie było) – ale o grach jak najbardziej. Zacznijmy od JENGE – czyli troszkę bardziej uporządkowanej i bardziej trójwymiarowej wersji bierek :P
stoi sobie wieża z klocków ułożonych na krzyż warstwami – celem jest wyciąganie klocków z dołu i układanie ich na górze. I tak bez końca – aż wszystko dupnie – i wtedy po sprawie :P Niemniej – przy powadze ruchów jak w szachach, emocje wprowadza jak w paintballu :)
Dalej był zamek. Taki wielki, dmuchany, kolorowy. Dodatkowo z pięciometrową zjeżdżalnią. Podobno miała być to atrakcja dla dzieci... Podobno... (własnych zdjęć nie umieszczam :P)
W międzyczasie pojawił się mały darcik powieszony na drzewie...
no i oczywiście siatkówka - gdzie jak widać - czasem zasmiewalismy się do lez...
Poza tym niezłą zabawą było dmuchanie balonów...
a po tak intensywnie odegranym dniu, jedyną rzeczą, na którą było mnie (choć jak widać, nie tylko mnie :P) stać, było złączenie się wielkim różowym hulahopem i tzw. astronawigacja (przez pewną osobę spłycona do „pozycji dentystycznej” :P)
m.
PS: jak widać na powyższych obrazkach – prawnicy to też ludzie – i też „umiom” się bawić :)
wtorek, maja 20, 2008
niedziela, maja 18, 2008
Francuska biurokracja poległa...
Jestem genialny! A w zasadzie niekoniecznie wyłącznie ja – ale ja i Paulina Ł. razem z Beatką C. :D O co chodzi? O to, że w końcu udało mi się wydębić z francuskiego banku moje własne pieniądze – i to nie jadąc nawet do tegoż banku :) i to po 3 miesiącach od mojego wyjazdu z Paryża! A kasa niemała – bo 52 EUR (co prawda po obecnym kursie to jakaś kpina wychodzi – ale cóż) – niemniej liczy się skuteczność :) Osoby wspomagające – czyli Paulina i Beata (tutaj majstersztyk – zastraszyć bank pięciokrotnym przesłaniem jednego faksu :P) – mają u mnie browara :) w dowolnym uzgodnionym terminie :)
m.
m.
wtorek, maja 13, 2008
Shanties 2008 z perspektywy czasu...
Trochę spóźniona relacja z Shanties 2008 (a przy okazji Zjazd Absolwentów nr 1) – ale ponoć lepiej późno niż wcale.
No więc – przyjechały dziewczyny – najpierw Paulina z Gośką, potem Aleksandra. Już tylko z tej okoliczności możecie się domyśleć, że trochę sobie podymałem…
(dla ludzi z kosmatymi myślami ukazuję wielkiego ozora :P a co myśleliście, że jakie będzie zdjęcie? :P)
Ale jak już tak Was rozochociłem – to zacznijmy od początku :)
Tak więc w momencie, gdy dziewuszki dojechały i dotarły w moje skromne progi – wyzwollł się w nich demon. Był to albo demon „lachona”
Albo „kury domowej – ale takiej fest”
Poza tym – czasy piratów i Jolly Rogera…
…że już nie wspomnę o demonie Carlosa Santany – i słynnym zawołaniu „corazon, corazon, corazon” (dodam, że jakoś muzyki była tutaj absolutnie niekestionowalna; to samo w zakresie tłumaczenia „live” utworu „corazon espinado” :P z uwagi na dobre imię niektórych osób, nie zamieszczę nagranych przeze mnie filmów… a szkoda :P).
Potem zwiedzanie Krakowa – ale tutaj bez jakichś tam scen (no może poza ekskluzywną Botaniką :P)
I tak do rana – kiedy to umarlem grając…
Next day od razu widać było, kto dzień wcześniej nie pił (a niektórzy – nie wymieniając mojej ulubionej śląskiej koleżanki – nawet nie wypili 4 zgrzewek :P)
Poza tym – nawet byliśmy na koncercie – i trza przyznać, że dawali czadu :)
A wieczorem wycieczka na Kazimierz – przede wszystkim na zapiekanki :)
A na sam koniec coś dla Krzysia – na pewno będzie dumny, ze nawet na południu znajdują się jego ziomale :)
m.
No więc – przyjechały dziewczyny – najpierw Paulina z Gośką, potem Aleksandra. Już tylko z tej okoliczności możecie się domyśleć, że trochę sobie podymałem…
(dla ludzi z kosmatymi myślami ukazuję wielkiego ozora :P a co myśleliście, że jakie będzie zdjęcie? :P)
Ale jak już tak Was rozochociłem – to zacznijmy od początku :)
Tak więc w momencie, gdy dziewuszki dojechały i dotarły w moje skromne progi – wyzwollł się w nich demon. Był to albo demon „lachona”
Albo „kury domowej – ale takiej fest”
Poza tym – czasy piratów i Jolly Rogera…
…że już nie wspomnę o demonie Carlosa Santany – i słynnym zawołaniu „corazon, corazon, corazon” (dodam, że jakoś muzyki była tutaj absolutnie niekestionowalna; to samo w zakresie tłumaczenia „live” utworu „corazon espinado” :P z uwagi na dobre imię niektórych osób, nie zamieszczę nagranych przeze mnie filmów… a szkoda :P).
Potem zwiedzanie Krakowa – ale tutaj bez jakichś tam scen (no może poza ekskluzywną Botaniką :P)
I tak do rana – kiedy to umarlem grając…
Next day od razu widać było, kto dzień wcześniej nie pił (a niektórzy – nie wymieniając mojej ulubionej śląskiej koleżanki – nawet nie wypili 4 zgrzewek :P)
Poza tym – nawet byliśmy na koncercie – i trza przyznać, że dawali czadu :)
A wieczorem wycieczka na Kazimierz – przede wszystkim na zapiekanki :)
A na sam koniec coś dla Krzysia – na pewno będzie dumny, ze nawet na południu znajdują się jego ziomale :)
m.
poniedziałek, maja 12, 2008
Negotiation Workshop
Poniżej kilka fotek z Negotiation Workshop. Te czarno – białe wyglądają naprawdę profesjonalnie – a my na nich jak prawdziwi multi-milion dollar lawyers :)
Our Buyer's Team
Sytuacja patowa
Komputerowcy
Konsternacja
Final countdown
Przyjacielskie zdjęcie na zakończenie
m.
Our Buyer's Team
Sytuacja patowa
Komputerowcy
Konsternacja
Final countdown
Przyjacielskie zdjęcie na zakończenie
m.
niedziela, maja 11, 2008
Komputerowe porządki
Człowiek porządkując własny komputer (co ewidentnie oznacza, że zaczął się okres sesyjny i robię wszystko, żeby się tylko nie uczyć :P) może trafić na bardzo ciekawe foty. Tym razem 3 – może widzieliście je kiedyś – ale na wszelki wypadek wrzucam – a nuź kogoś natchnie (w końcu maj :P)



A przy okazji – przejrzalem parę katalogów własnych fotek – poczynając od marca 2003 (wtedy to dostałem mój już ś.p. aparat cyfrowy). Foty mają w oryginale po 2 mp – co w chwili obecnej stawia je w środku rankingu w porównaniu z aparatami zainstalowanymi w komórkach :P niemniej aparat i tak jest o tyle cudowny – że towarzyszył mi w wielu najlepszych chwilach. No więc- tym razem ja na plaży we włoszech – wiek 18 lat (czyli piękny i młody :P)

I jak pewnie większość z Was jest w szoku – miałem włosy !!!! :P Tak – a to jest na dodatek zdjęcie jakoś z 6 dni przed moją maturą – czyli włosy zapuszczane od studniówki (na oko wychodzi mi, że mają ok. 100 dni) :P Żeby nie było – że jestem przesądny – włosy ściąłem dzień przed maturą (jakby się noga powinęła – byłoby na co zgonić; a była spora szansa na to – bo 3 tyg. przed maturą – zamiast się uczyć jak Pan Bóg przykazał – pojechałem sobie na 2 tyg wycieczkę na Sycylię :P jak się bawić, to się bawić – drzwi tititi, nowe wstawić :P).
M.



A przy okazji – przejrzalem parę katalogów własnych fotek – poczynając od marca 2003 (wtedy to dostałem mój już ś.p. aparat cyfrowy). Foty mają w oryginale po 2 mp – co w chwili obecnej stawia je w środku rankingu w porównaniu z aparatami zainstalowanymi w komórkach :P niemniej aparat i tak jest o tyle cudowny – że towarzyszył mi w wielu najlepszych chwilach. No więc- tym razem ja na plaży we włoszech – wiek 18 lat (czyli piękny i młody :P)

I jak pewnie większość z Was jest w szoku – miałem włosy !!!! :P Tak – a to jest na dodatek zdjęcie jakoś z 6 dni przed moją maturą – czyli włosy zapuszczane od studniówki (na oko wychodzi mi, że mają ok. 100 dni) :P Żeby nie było – że jestem przesądny – włosy ściąłem dzień przed maturą (jakby się noga powinęła – byłoby na co zgonić; a była spora szansa na to – bo 3 tyg. przed maturą – zamiast się uczyć jak Pan Bóg przykazał – pojechałem sobie na 2 tyg wycieczkę na Sycylię :P jak się bawić, to się bawić – drzwi tititi, nowe wstawić :P).
M.
niedziela, maja 04, 2008
Majówka 2008, czyli Omegą po jeziorze (Rożnowskim)
Już dawno tego nie robiłem, więc zacznę od początku :) Dawno, dawno temu, dnia 2 maja 2008 r. itp. itd., w skupieniu,…
...z samego ranka wyruszyliśmy. Po drodze „zrzuta na chleb w Intermarche’u”...
i dojechaliśmy :) Nas troje :), tj.
Olka
Benek…
i moja skromna osoba :)
Obadaliśmy wiatr, żagle i wszelkie inne elementy istotne dla żeglarza – i w drogę!
Robota była dość ciężka – zresztą po to właśnie przyjechaliśmy
Pamiętajmy jednak – żeglarze to ludzie stworzeni do porządku – nawet przy największych przechyłach i najgroźniejszych chwilach „ordnung muss sein!” :)
Nawet w trakcie najcięższych prac ubranym trzeba było być po uszy...
...choć czasem słońce wyzierało spoza chmur :)
Jako, że był to wyjazd wypoczynkowy – to i na mały piknik sobie pozwoliliśmy...
…choć Benek i tak co chwilę (w przerwach pomiędzy udawaniem makaka:P) dojadał “jakieś swoje zdrowe kombinacje :P
No dobra – chwilami można było wypocząć…
strzelić focha...
pomedytować...
czy sprawdzić telefon (już tutaj widać, że za wysoki na bom omegi - a zatem przywital się z nim :P).
I tak dwa dni (przez drugi dzień balowalismy sami z Aleksandra - jako, że Benek niby pracę mag. pisał) sobie mijały. W okolicach 17 30 wypakowywaliśmy się…
zapakowaliśmy na prom… (spójrz na moją opaleniznę :P)
gdzie spotkaliśmy grupę traperów…
A wszyscy Ci, którzy nie mogli, nie chcieli, byli zajęci albo mieli jakąkolwiek inną wymówkę, żeby nie jechać, oczywiście niech żałują :P
Poza super funem w postaci niezłego „zapieprzania” :)
widoki, które udało nam się uchwycić, były naprawdę wart dwóch dni poza miastem J Have a look...
m.
...z samego ranka wyruszyliśmy. Po drodze „zrzuta na chleb w Intermarche’u”...
i dojechaliśmy :) Nas troje :), tj.
Olka
Benek…
i moja skromna osoba :)
Obadaliśmy wiatr, żagle i wszelkie inne elementy istotne dla żeglarza – i w drogę!
Robota była dość ciężka – zresztą po to właśnie przyjechaliśmy
Pamiętajmy jednak – żeglarze to ludzie stworzeni do porządku – nawet przy największych przechyłach i najgroźniejszych chwilach „ordnung muss sein!” :)
Nawet w trakcie najcięższych prac ubranym trzeba było być po uszy...
...choć czasem słońce wyzierało spoza chmur :)
Jako, że był to wyjazd wypoczynkowy – to i na mały piknik sobie pozwoliliśmy...
…choć Benek i tak co chwilę (w przerwach pomiędzy udawaniem makaka:P) dojadał “jakieś swoje zdrowe kombinacje :P
No dobra – chwilami można było wypocząć…
strzelić focha...
pomedytować...
czy sprawdzić telefon (już tutaj widać, że za wysoki na bom omegi - a zatem przywital się z nim :P).
I tak dwa dni (przez drugi dzień balowalismy sami z Aleksandra - jako, że Benek niby pracę mag. pisał) sobie mijały. W okolicach 17 30 wypakowywaliśmy się…
zapakowaliśmy na prom… (spójrz na moją opaleniznę :P)
gdzie spotkaliśmy grupę traperów…
A wszyscy Ci, którzy nie mogli, nie chcieli, byli zajęci albo mieli jakąkolwiek inną wymówkę, żeby nie jechać, oczywiście niech żałują :P
Poza super funem w postaci niezłego „zapieprzania” :)
widoki, które udało nam się uchwycić, były naprawdę wart dwóch dni poza miastem J Have a look...
m.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)



