środa, kwietnia 22, 2009

Pre-Majówka, czyli buczkowice vol. 2 (ani wódka, ani wino, nie zastąpią Ci BAMBINO!)

WSTĘP


Tym razem duuużo zdjęć – bo już dawno nic nie było, i pewnie na jakiś czas będzie przerwa, bo wybywam poza cywilizację... No więc – Buczkowice part II.


W dużym skrócie, urodziny Pauliny, na których niektórzy „walili wódą”, choć i tak innych „chuj to obchodziło” :P

DAY 1


Sporo fot było takich w biegu – główna postać nie umiała usiedzieć w miejscu i pędziła jak struś pędziwiatr :)




Pojawił się i kolega Czesław, zwany przez niektórych pieszczotliwie Czesiem :)



NIe wiem, czy to Czesława, czy to mnie (bo pojawiliśmy się niemal równocześnie) – ale witano w drzwiach dobre 10 minut :)



W każdym razie – Czesiek miał niezłe branie – co chwila był tulony i obmacywany... :P


Tort był – że sobie pozwolę się wyrazić – jeden kolorowy (ten po leweje), a drugi chujowy :P



Ale co tam tort – w końcu nikt tam nie pojechał jeść...



Choć niektórzy – tylko pogadać i popatrzyć na innych – a nawet samemu zapozować





I jak nie przyjechali jeść – to i na sam widok jedzenia krzywiła im się mina :)


Zresztą – z dołu impreza wyglądała na całkiem ludną...



– ale już z góry to nie było dramatu...



Na imprezie pojawił się też paparazzi, który istotnie naruszał prywatność czterech liter co poniektórych osób :)


Były też tańce – choć te (osoby), które nie miały powodzenia, musiały się zadowolić 8latkami :P (choć nie wiem czemu ten 8latek ma lewą rękę tam, gdzie ma!!!)



Z drugiej strony – kto nie ma szczęścia w tańcu, ten ma szczęście w masażu – co i ewidentnie pokazała mina „rozkoszy skondensowanej”



Poza masażem można się też było tarzać po kanapach :P


Były tańce, były hulanki – był też i śpiew – i to nie byle jaki...


A po śpiewie – chwila na reklamę :D


I tak minął DAY 1

DAY 2


Było sprzątanie

Było gotowanie




Były też bardziej intelektualne rozrywki


Choć przy tym gotowaniu, to każdy – choć niewyraźny – prężył się jak najbardziej, byleby tylko „mięso sosem zalać” (taka mała dwuznaczność się wkradła :P)



A jak już to mięso było kruche jak szarlotka :D – zrobiło się siwo od dymu...


Na szczęście na potrzeby zdjęć nie było już tragedii – i trochę rozdmuchaliśmy, żeby potem mężnie wyprężyć torsy :P



Przy stole niektórzy wyginali się w takie pozy, jakby balasa robili...


No i tyle – i kalambury – na szczęście w atmosferze przy kominku


Każdy przeszedł samego siebie... albo pozą


Albo oczkami :P


Albo profesjonalnym pokazywaniem lachociąga (choć to nie bardzo męskie hasło:P)


Albo w końcu pozując jak dżolero z koszulą rozpiętą do połowy klaty


Choć i mi przytrafiło się wyglądać na całkiem zaangażowanego i emocjonalnego


Że już nie wspomnę, na co pokazywałem przy okazji hasła „Chuje-Muje, Dzikie Węże...”


DAY 3


spanko


Śniadanko,


Sprzątanko



Niewyspanko



I finito!

piątek, kwietnia 10, 2009

Cuda natury

Pytanie do Panów:


Zdarzyło Wam się kiedyś, że młoda, piękna i inteligentna kobieta zaprosiła Was do siebie na pieczoną kaszankę i zmrożoną wódkę? Bo jak nie, to szukajcie takich cudów – naprawdę, niezapomniane przeżycia :D



Porada dla Pań:


Jeśli chcecie naprawdę zaimponować facetowi, zaproście go do siebie na kolację, po czym podajcie pieczoną kaszankę i zmrożoną wódkę. Choćby nie wiadomo, jak się Wami nie interesował – będzie Wasz :D

Ot, takie moje przemyslenia :)

m.

sobota, kwietnia 04, 2009

Pierwsza impreza na włościach (czyli MJ's Mansion Party)

Jak zwykle ze sporym lagiem, ale udało się w końcu wrzucić zdjęcia z pierwszej imprezy w gródku. Bez opisywania – ot po prostu szkielet makawaby z jedna osoba towarzyszącą :)

Idąc po kolei:

1. Kukułka – największa atrakcja domu :P

MJ'owa kukulka

2. Impreza standardowo w kuchni

MJ's Mansion

3. Żywa ikonka – „WTF??””

skowronek o poranku

4. Czym chata bogata – czyli kiełbasa, musztarda, keczup i piwo... :P

suto i bogato

5. Zimno było, to trza było kobietę przytulić :P

brrrr

6. Skaleczony palec trza zdezynfekować – Soplica nie doprowadziła do zakażenia :P



7. I przyszła pora, ze zaczęło sie robić ciepło, przyjemnie i wygodnie – co w polaczeniu z piwem dało efekt...

czilaut
sen jak u aniouka

8. Akuku :)

na balkonie

9. Franz Mauer na prywatnej strzelnicy w backyardzie :)
strzelnica - MJ's Mansion

m.

dominetowska....

Rozumiem, że spece od reklamy chcą na każdy jej element przyciągnąć uwagę - ale na miejscu modelki, ja bym nie dał sobie dac na nazwisko "Dominetowski"...


[kliknij na obrazek, aby zobaczyć nazwisko]

m.

środa, kwietnia 01, 2009

Polityka prorodzinna rodem z IV RP

Pomysły polityki prorodzinnej naszego państwa zaczynają mnie przerażać. Pojawił się np. projekt wprowadzenia podatku dla osób niebędących w związku małżeńskim będących po 35 roku życia... I tak mnie to zastanawia - jak nie znajdę tej jednej jedynej, swojej drugiej połówki pomarańczy (oczywiście z pustej szklanki), to dlaczego niby mam płacić jakieś podatki??? Przecież to los się na mnie uwziął, a nie ja na lachony :P

No a druga sprawa – a co jak ktoś jest rozwodnikiem? Albo wdowcem? Albo pedałem? To ma tworzyć fikcję??? Przecież to jest oburzające!!!!!!!!!!

Fakt – jak tylko rozpowiadałem o tym dziś wszem i wobec – to dostałem już 3 propozycje ożenku (z tego jedna Pani widziała tylko mnie i moją kartę kredytową – i sama mnie zagadała – więc nie wiem, czy to dobrze wróży). A jak zacząłem z nią rozmowę, to się rumieniła jak dziewica na widok DONGa :P

Jeśli ktoś jest równie oburzony, jak ja – napiszcie o tym w komentarzach. Zróbmy nasz własny ruch oporu przeciwko bezmyślności i ślepemu oddaniu wizji Giertycha i PISu!!!!!

m.

niedziela, marca 29, 2009

Jubileusze

Na blogu dwusetny post, na liczniku okrągła liczba kilometrów przejechana - same jubileusze. A pomijając jubileusze – pierwsze koty za płoty, czyli 250km za własnym kółkiem pękło.


Zresztą Fabio na własnym podwórku przed garażem prezentował się całkiem nieźle. Choć umorusany niepogodą – świecił przykładem :)



Poza tym - na włościach pierwsza wizyta gospodarska - z pełnowymiarowym sprzątaniem. Rezultatem sprzątania była góra śmieci, z których chałupa została opróżniona. Tu akurat w wersji niepełnej - full version była naprawdę imponująca.



Zaświadczą o tym niech miny moje i taty...



Poza tym - prezentowaliśmy się naprawdę bojowo :P



Na szczęście widok z czystego okna poprawił humory :)




Z rzeczy różnych - standardowo spacerek ze zdjęciami jeziora




łażenie po cudzych pomostach


podglądanie włości sąsiadów


i inne takie tam.



Fajnie było, pomimo że sen o godzinę krótszy (info dla tych, co jeszcze nie przestawili zegarków :P). A na dodatek – idzie wiosna, więc jest spora szansa na więcej :)

m.